W opowieści graficznej dzieli się własnym doświadczeniem, które ma liczne rozwidlające się ścieżki. Drapieżna kreska, czerń i biel, poetyka prasowego komiksu codziennie ukazującego się w odcinkach. Doświadczenie wielu lat dzieciństwa, młodości i wieku dorosłego ujęte na monochromatycznych planszach.

Zwykła dzielnica w Brukseli, na pozór zwykła rodzina utrzymująca się z przydomowego biznesu – sklepiku z ciuchami. Od najmłodszych lat dzieci są tu jednak konfrontowane z przeżyciami obozowymi ojca, więźnia Auschwitz i Buchenwaldu. To nie była jakaś ciągła, metodycznie podawana wiedza. Ot, uwaga podczas rodzinnego obiadu („Mmmmm, ta zupa przypomina mi Auschwitz, wiecie dlaczego?" – pyta Henri), zwykła prośba, by dzieci uczyły się dobrze na złość Hitlerowi (mamy – przypomnę – lata powojenne), czy przeglądanie przez chłopca zbioru książek z domowej biblioteczki ojca poświęconej w całości Holokaustowi i III Rzeszy. Biblioteki ocalałych to zresztą temat sam w sobie i warto go analizować głębiej; sam miałem możliwość przeglądania jednej, na pamiątkę dostałem broszurę pt. „Niemiecka fabryka śmierci w Lublinie".

Pomyliłby się ten, kto powziąłby podejrzenie, że komiks Michela Kichki ocieka martyrologią. Przeciwnie. Tu na co dzień wszystko biegnie własnym trybem, dzieci uczą się i dorastają, rodzice przeżywają smutki i radości. Rysunki Kichki są pełne ciepła i humoru, często absurdalnego, niesionego przez kolejne dni (Kichka w Izraelu jest cenionym karykaturzystą). To wszystko jednak ma dodatkowy kontekst i Michel, jeden z czwórki rodzeństwa (dzieci w tej rodzinie pojawiały się też na złość Hitlerowi), dopiero po latach odkrywa, jak mocno rzeczywistość obozowa obecna w jego domu miała wpływ na ich dzieciństwo i dorosłe życie. A tym samym dochodzi do koszmarnej prawdy – Auschwitz trwa dalej, wywiera wpływ także na tych, którzy go bezpośrednio nie doświadczyli, ale, chcąc nie chcąc, należą – by użyć pojęcia Adolfa Rudnickiego – do „epoki pieców".

Kiedy po latach, gdy dzieci założyły własne rodziny, a ojciec zaangażował się w oprowadzanie wycieczek po Auschwitz, rodzinę dotyka tragedia – samobójstwo najmłodszego z rodzeństwa Charly'ego, możemy się tylko domyślać, czy ta śmierć ma związek z przeszłością ojca. Czy to wynik przynależności do „drugiego pokolenia"? To pytanie musi pozostać otwarte. Oglądamy za to rysunki Kichki, który do Auschwitz przyjechał z ojcem dopiero w 2015 roku (bezustanne ojcowskie „Jedź ze mną do Auschwitz"), zabierając ze sobą własnych synów. Jego powieść graficzna jest próbą przełamania bólu i zgłębienia sensu własnej przeszłości oraz hołdem złożonym niezawinionemu cierpieniu ojca. A przede wszystkim – próbą zrozumienia.

PLUS MINUS

Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:

prenumerata.rp.pl/plusminus

tel. 800 12 01 95