Jeśli mówimy o kondycji moralnej całego Zakonu w latach 1945–1989, należy wyraźnie podkreślić, że był on niezłomny. Świadczy o tym nie tylko liczbowo niewielka grupa tajnych współpracowników – mimo wielkiej szkodliwości TW „Józefa" – ale także zachowanie tożsamości, niełatwe przecież, gdy nacisk na Prowincjalat wywierał hierarcha, a tak było w wypadku o. Ludwika Wiśniewskiego, którego usunięcia z Gdańska zażądał ówczesny ordynariusz, ks. bp Edmund Nowicki, ulegając zapewne żądaniom władz państwowych.