Ofiarami są między innymi właśnie „Le Figaro" i „Guardian". Komentatorka francuskiej gazety pisze, że Rosyjska Agencja Badań Internetu zatrudnia 600 „cyberżołnierzy", którzy atakują każdą nieprzychylną dla Putina publikację. Ośmieszają autorów, kompromitują tezy, tworzą usilne wrażenie, że w Anglii i Francji trwa debata publiczna na równi ważąca argumenty obu stron ukraińskiego konfliktu.
Podobnie zresztą jest w przypadku feralnego boeinga Malaysia Air, który spadł na Ukrainie; francuska komentatorka konstatuje, że zadziwiająca ilość komentarzy wokół tej sprawy całkiem wprost reprezentuje opinię Kremla. Powinna jeszcze zadać pytanie: czyżby rzeczywiście znaczący procent dorosłych Francuzów mógł myśleć w taki właśnie sposób?