Korespondencja z Rzymu
Premier Włoch Matteo Renzi złamał nieformalny dyplomatyczny bojkot Rosji. W partykularnych interesach swego kraju 5 marca odbył trzygodzinną rozmowę z Władimirem Putinem na Kremlu. Wizyta wpisuje się w prowadzoną od lat prorosyjską politykę Italii, z wielu powodów wspieraną przez sporą większość Włochów.
Pustosłowie i miliard euro
Premier Renzi jest niedościgłym mistrzem PR, u którego terminować mógłby Silvio Berlusconi. Twittuje i udziela wypowiedzi dla mediów 20 razy dziennie, wprasza się do wszystkich ważnych telewizyjnych programów publicystycznych, a wydawcy dzienników TV poświęcają mu średnio 1/3 czasu antenowego. Nie bez powodu.
Renzi jest świetnym mówcą, kipi energią i zaraźliwym entuzjazmem. Na wszystko ma błyskotliwą, zaskakującą, a jak trzeba, to dowcipną albo arcyzłośliwą odpowiedź. Nigdy nie czyta z kartki. Improwizuje. A wszystko to robi z młodzieńczym, szelmowskim wdziękiem. Umie i chce się podobać. Złośliwcy mówią, że gdyby przyszło mu wybrać trzy najpotrzebniejsze rzeczy na bezludną wyspę, wziąłby trzy lustra.