Reklama
Rozwiń
Reklama

Garść piachu na środku oceanu

Archeolodzy najchętniej rozkopują grobowce słowiańskich wodzów i scytyjskich księżniczek, ale zdarza się coraz częściej, że sięgają po ślady prostego ludu. Ostatnio pochylili się nawet nad niewolnikami.
Garść piachu na środku oceanu

Foto: AFP

Niewolnictwo jest już dziś tematem banalnym, oklepanym, zostało poddane surowemu osądowi historii i nie mniej surowej ocenie moralnej ludzi wierzących i niewierzących. Niewolnictwo doczekało się powszechnego potępienia, najlepiej, aby w ogóle nigdy nie istniało albo żeby można było o nim zapomnieć raz na zawsze. Kto by chciał pamiętać, że Holenderska Kompania Zachodnioindyjska – jak ustalili historycy archiwiści na podstawie zachowanych ksiąg rachunkowych z epoki – przewiozła z Afryki do Ameryki około 609 tysięcy niewolników, z czego transport przeżyło około 509 tysięcy, zarabiając na tym od 65 do 80 milionów guldenów, co w przeliczeniu na dzisiejszą wartość odpowiada mniej więcej miliardowi euro.

A przecież Holendrzy nie byli jedynymi w tej branży, niewolników wozili Portugalczycy, Hiszpanie, Francuzi, kto mógł, wprost przez Atlantyk i dookoła Afryki, jak się dało. Amerykańscy plantatorzy potrzebowali siły roboczej, aby sprostać rosnącemu popytowi na cukier, bawełnę, tytoń. Najtaniej było „nałapać" siłę roboczą w Afryce. Od początku XVII wieku ówczesne „agencje pracy" robiły kokosy na handlu niewolnikami. Historycy zajmujący się demografią szacują, że od 1500 do 1850 roku przewieziono do Nowego Świata 12 milionów niewolników.

Pozostało jeszcze 92% artykułu

-50% na pakiet subskrypcji RP.PL z NYT!

Skorzystaj z wiosennej promocji i ciesz się dwoma dostępami do najbardziej zaufanych źródeł informacji.

Promocja dotyczy rocznej subskrypcji pakietu RP.PL z The New York Times.

Kliknij i przejdź do szczegółów

Reklama
Promowane treści
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama