Reklama

Czcionki, fonty, karaktery

Z czcionkami jest trochę jak ze sławnym odkryciem przez pana Jourdain, że mówi prozą: większość z nas wkrótce po tym, jak umęczyła się w zerówce lub pierwszej klasie przy prawidłowym umieszczeniu „ogonka" i nie myli już „p" z „g", przestała po prostu zauważać pojedyncze litery, czemu znakomicie sprzyja zresztą kultura laptopów i tabletów.

Publikacja: 02.10.2015 01:58

Czcionki, fonty, karaktery

Foto: Materiały Promocyjne

Czasem komuś zachce się „urozmaicenie" pisanego właśnie listu, otwiera więc jedno z okienek edytora tekstów i eksperymentuje chwilę z Verdaną, Tahomą czy – najgorszy to wybór – Comic Sans.

Rezultaty bywają różne, czasem czytelników bolą zęby od liczby niezharmonizowanych krojów pojawiających się na jednej kartce, ale szczęśliwy eksperymentator pozostaje pod wrażeniem niezwykłego bogactwa palety, nieświadom, że czasy komputerowe przyniosły raczej schyłek niż rozkwit wielkiej sztuki typografii.

Absolwenci studiów humanistycznych pamiętają niejasno, że istniały kiedyś majuskuła i minuskuła, ktoś kojarzyć może grotesk, ktoś słyszał o frakturze, czyli „kroju gotyckim" – ale mało kto zdaje sobie sprawę, jak ogromnego namysłu wymaga zaprojektowanie czcionki tak, by była zarazem oryginalna, elegancka, odpowiadająca celowi (innym krojem składa się przecież tytuł gazetowy, podręcznik, zaproszenie na premierę teatralną i etykietę dżemu!), a przy tym wszystkim – czytelna.

O tych staraniach traktuje – nie do końca może systematycznie, lecz fascynująco – zbiór szkiców z historii projektowania liter w Polsce. Liczy ona sobie lat z górą pięćset – i wszystkich, którzy cenią sobie środkowoeuropejską odrębność naszego kraju, ucieszy wieść, że to w Krakowie odlano (w roku Pańskim 1490) pierwszą na świecie czcionkę cyrylicką, którą w drukarni Szwajpolta Fiola po raz pierwszy w dziejach wydrukowano prawosławne księgi liturgiczne.

Nostalgicy Rzeczypospolitej Wielu Narodów wzruszą się zaś, czytając, że również w Polsce – w roku 1929 – powstał Chaim, elegancki, choć bezszeryfowy, krój alfabetu hebrajskiego będący po dziś dzień „jednym z typograficznych fundamentów Izraela".

Reklama
Reklama

Ogromna większość wiadomości z konieczności dotyczy jednak „polskich krojów pism" – czy raczej tego, jak usiłowano te kroje uczynić bardziej polskimi. W dialogu, a czasem sporze, między naiwnymi czasem marzeniami o „piśmie prawdziwie narodowym", tęsknotą za modernizacją a wymogami, jakie stawiają typografom „ą", „ę", litery z ukośnymi kreskami (w, k, y, z...), a już zwłaszcza takie słowa jak „chrzęst" czy „Szczebrzeszyn", rodziły się setki krojów, począwszy od Jana Januszowicza, który w 1594 roku zaprojektował „Nowy karakter polski".

A potem ruszyło: od międzywojennej antykwy Półtawskiego, którą złożono setki tysięcy książek, po fascynujący (a niemal nieczytelny) „a.r." jednego z największych polskich awangardzistów, Władysława Strzemińskiego. Kurier, Alauda, Militari, Eska, Typos, niezwykłe kroje Bronisława Zelka, nigdy nieskodyfikowana „solidaryca" Jerzego Janiszewskiego – samo oglądanie hojnie reprodukowanych tablic krojów otwiera nam oczy na to, jak opisany jest świat wokół nas – od „pisma drogowego" autorstwa Marka Sigmunda, którym do dziś składane są znaki drogowe i tablice z nazwami miejscowości, aż po „typo polo": ręcznie pisane czy wyklejane z folii szyldy barów, zakładów szewskich, „chemii z Niemiec". Litera żyje.

Niniejsza recenzja – podobnie jak ogromna większość tekstów zamieszczanych na łamach „Plusa Minusa" – złożona została krojem Erepublic zaprojektowanym przez Marka Knapa i Jonasa Heckshera.

Plus Minus
Młodzi i męscy. Prawosławna powódź w Ameryce
Plus Minus
Zapomniana wojna polsko-czechosłowacka
Plus Minus
Marek Balicki: Pokolenie Tuska pamięta reformy, które pogrążyły AWS. Woli przeczekać
Plus Minus
Jerzy Haszczyński: O czym politycy rozmawiają przy kolacji?
Plus Minus
Kataryna: To Putin jest największym beneficjentem pierwszego roku prezydentury Trumpa
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama