Czytaj więcej

"Rzeczpospolita" o przejściu Roberta Lewandowskiego do Barcelony

Umowa ma obowiązywać przez pięć lat i przynieść lidze między 30 a 40 mln euro rocznie – dwukrotnie więcej niż obecnie płaci największy hiszpański bank Santander (17 mln), reklamujący się w nazwie rozgrywek od 2016 r. Według dziennika „Marca” firma EA zapłaciła też już 30 mln za samo podpisanie kontraktu.

AFP szacuje, że odkąd La Liga związała się z Santanderem, jej przychody ze sponsoringu wzrosły z 50 do 155 mln euro, a z praw do transmisji – z 825 mln do 1,6 mld. Hiszpanie twierdzą jednak, że potencjał tkwiący w rozgrywkach pozwala na jeszcze większe dochody, a globalny zasięg EA Sports może pomóc w dotarciu do nowych odbiorców, szczególnie tych młodych.

Czytaj więcej

Lewandowski zabawił się z pumami. Bramka i dwie asysty

„Ten kontrakt kładzie fundamenty pod rewolucję futbolu, dąży do integracji świata realnego i wirtualnego, obejmuje ulepszenia w transmisji i zaangażowanie obu firm w futbol amatorski” – napisały w oświadczeniu władze La Liga. Porozumienie obejmuje również drugi poziom rozgrywek oraz ligi młodzieżową i e-sportową. Od sezonu 2023/2024 oprócz nazwy rozgrywek zmienią się również wszelkie elementy wizualne – logotypy, grafiki i czcionki.

Księga rekordów

Pochodząca z Kalifornii firma Electronic Arts i jej franczyza EA Sports zyskały popularność dzięki grze „FIFA” wydawanej na komputery, konsole i telefony komórkowe. Wpisano ją do Księgi Rekordów Guinnessa jako najlepiej sprzedającą się serię symulatorów sportowych na świecie. Do 2021 r. rozeszła się w ponad 325 mln egzemplarzy. Pierwsza edycja gry wyszła przed świętami Bożego Narodzenia 1993 r., kolejne trafiają na sklepowe półki co roku jesienią i z miejsca stają się przebojem, zapewniając producentowi ogromne zyski.

Umowa ze Światową Federacją Piłkarską (FIFA) dobiegnie jednak końca w przyszłym roku. Długoletnia współpraca nie doczeka się kontynuacji. Powody są podobno dwa. Pierwszy to rosnące wymagania finansowe FIFA, która za prawa do nazwy miała oczekiwać 250 mln dolarów rocznie (dziś dostaje 100 mln mniej). Drugi – opieszałość futbolowych władz w nałożeniu sankcji na Rosję za napaść na Ukrainę.

29 mln

Tyle euro ma zarabiać rocznie Frenkie De Jong w Barcelonie

EA Sports już kilka dni po wybuchu wojny usunęła z gry reprezentację Rosji i wszystkie rosyjskie kluby. Nie przywróciła ich także w najnowszej wersji symulatora. „Solidaryzujemy się z narodem ukraińskim. Wzywamy do pokoju i zaprzestania inwazji na Ukrainę” – napisano w oświadczeniu. Gra zmieni nazwę na „EA Sports FC”, ale nie straci licencji i praw do wizerunku (w bazie posiada obecnie 19 tys. piłkarzy, ponad 700 klubów i 30 lig). Szczegóły nie są jeszcze znane, ale producent zapowiada, że będzie to wejście w zupełnie nową erę futbolowych symulatorów. Wydawanie własnego, konkurencyjnego tytułu planuje też Światowa Federacja Piłkarska.

Miejsce na okładce

Partnerstwo EA Sports z ligą hiszpańską spowoduje pewnie, że twarzami nowego projektu staną się piłkarze Realu i Barcelony. Kto wie, może będzie nią Robert Lewandowski, który podpisał kontrakt z katalońskim klubem.

Polski as nie był dotąd globalną twarzą żadnej z gier. Na okładkach gry „FIFA” znajdowali się Cristiano Ronaldo i Leo Messi, a ostatnio Kylian Mbappé – w tym roku po raz pierwszy w jednej z wersji tego symulatora towarzyszy mu kobieta, Samantha Kerr, reprezentantka Australii występująca na co dzień w londyńskiej Chelsea. Lewandowski musiał dotychczas zadowolić się rolą lokalnego ambasadora. Teraz jego szanse na miejsce na okładce będą większe, zwłaszcza jeśli będzie strzelał gole seriami, jak w Bayernie, a Barca włączy się do walki o trofea.

Sprzedają, co się da

Na razie zadłużony po uszy kataloński klub aktywuje jednak kolejne finansowe dźwignie, by spełnić obowiązujące w Hiszpanii limity płacowe i móc zarejestrować nowych zawodników – oprócz Lewandowskiego to Raphinha, Jules Koundé, Franck Kessié i Andreas Christensen – oraz tych, z którymi przedłużono kontrakty, czyli Ousmane’a Dembélé i Sergiego Roberto.

W poniedziałek sprzedała 25 proc. udziałów w Barca Studios (zajmującej się m.in. tworzeniem materiałów wideo), internetowej platformie Socios.com, zyskując w ten sposób 100 mln euro. Wcześniej pozbyła się części praw telewizyjnych, co miało jej dać nawet 500–600 mln. Pozyskał je amerykański fundusz Sixth Street.

Barcelona szuka pieniędzy, gdzie tylko może. Podejmuje decyzje, które kiedyś były nie do pomyślenia. Pierwszy raz w historii klubu sprzedała prawa do nazwy stadionu Camp Nou. Nabył je szwedzki gigant streamingowy Spotify, który od tego sezonu będzie reklamował się też na jej koszulkach.

– Połączymy futbol i muzykę, jak nigdy wcześniej – ogłosił kataloński klub. Nie wiadomo, co kryje się za tym stwierdzeniem, ale pewne jest, że dla Barcy będzie to niezły finansowy zastrzyk. Przez cztery sezony jej kasa wzbogaci się o nawet 300 mln euro. Dotychczasowy sponsor, japoński koncern elektroniczny, płacił około 55 mln rocznie.

Czwarty na liście płac

To jednak wciąż za mało i wygląda na to, że Barcelona będzie zmuszona do sprzedaży niektórych zawodników. Dużą ulgą byłoby dla niej odejście Frenkiego de Jonga. Problem w tym, że Holender nie pali się do transferu, bo zarabia w klubie najlepiej.

Do internetu wyciekły wynagrodzenia Katalończyków. Jeśli im wierzyć, de Jong ma pobierać rocznie ponad 29 mln euro. Drugie i trzecie miejsce na tej liście zajmują zawodnicy związani z Barcą od lat: Sergio Busquets (22 mln) i Jordi Alba (20,8 mln). Dopiero tuż za podium znajduje się Lewandowski (ponad 18 mln), który w Bundeslidze był największym z krezusów, ale zgodził się na obniżkę pensji, by spełnić marzenia o grze w Hiszpanii i powalczyć o Złotą Piłkę. Czy było warto – dowiemy się wkrótce.

Partnerstwo EA Sports z ligą hiszpańską spowoduje pewnie, że twarzami nowego projektu staną się piłk

Partnerstwo EA Sports z ligą hiszpańską spowoduje pewnie, że twarzami nowego projektu staną się piłkarze Realu i Barcelony. Kto wie, może będzie nią też Robert Lewandowski. Fot. Ira L. Black- Getty Images

Ira L. Black