Czytaj więcej

"Rzeczpospolita" o przejściu Roberta Lewandowskiego do Barcelony

Polski as tylko się uśmiechał i z niedowierzaniem kręcił głową, gdy piłka po jego kolejnych próbach nie chciała wpaść do bramki.

Ostatni sparing na amerykańskiej ziemi, wygrany 2:0 z New York Red Bulls, mógł rozstrzygnąć w pojedynkę, miał na to siedem dobrych okazji, ale podejmował złe decyzje. Jak zauważył kataloński dziennik „Mundo Deportivo”, był niedokładny albo się spieszył.

Czytaj więcej

Ekstraklasa. Lider z Płocka

W trzecim występie chciał za wszelką cenę wreszcie trafić do siatki, ale kiedy za bardzo się starasz, to efekt bywa odwrotny od zamierzonego, co spotkało w weekend też inną byłą gwiazdę Bundesligi Erlinga Haalanda. Norweg nie strzelił gola w dużo ważniejszym meczu o Tarczę Wspólnoty (jego Manchester City przegrał 1:3 z Liverpoolem), a pudło z końcówki, gdy z kilku metrów trafił piłką w poprzeczkę, będzie śnić mu się po nocach.

Lewandowski po 73 minutach chyba z ulgą opuścił murawę w New Jersey. Rozczarowanie mogło się jeszcze pogłębić, gdy zastępujący go Memphis Depay już kwadrans później ustalił wynik (prowadzenie dał Barcelonie Ousmane Dembele).

– To normalne, że Robert może być sfrustrowany. Tak samo czuli się na początku Luis Suarez czy Ferran Torres. Ale to tylko mecze towarzyskie, wierzę w niego i się nie martwię. Jestem pewien, że zdobędzie wiele bramek i pomoże drużynie także w innych aspektach – opowiadał Xavi, nie kryjąc zadowolenia z wyjazdu do USA. – To były udane dwa tygodnie. Ciężko pracowaliśmy, bawiliśmy się różnymi stylami – ocenił trener Barcelony.

Czytaj więcej

Mistrzostwa Europy kobiet. Pierwszy tytuł dla Anglii

Widać też, że z każdym treningiem i meczem Lewandowski łapie lepszy kontakt z kolegami, że współpraca wygląda coraz bardziej obiecująco. Na razie czeka go tydzień wzruszeń i emocji. Najpierw w piątek oficjalna prezentacja na Camp Nou, potem w niedzielę pierwszy test przed własną publicznością – z meksykańskim Pumas UNAM o Puchar Gampera. Tydzień później, 13 sierpnia, inauguracja ligowego sezonu meczem z Rayo Vallecano – również na swoim stadionie.

Autopromocja
Subskrybuj nielimitowany dostęp do wiedzy

Unikalna oferta

Tylko 5,90 zł/miesiąc


WYBIERAM

Lewandowski nie miał jeszcze okazji spotkać się z kibicami, bo prosto z Monachium – z krótką wizytą w domu na Majorce – poleciał do USA. Przemówił do nich tylko z wyśmiewanej już w internecie budki ratowniczej na plaży w Miami i podczas robionego naprędce symbolicznego powitania z prezesem Joanem Laportą. To, co teraz przygotowuje dla niego klub, będzie zupełnie innym doświadczeniem.

Przed zapewne kilkudziesięciotysięczną widownią Lewandowski ma odebrać koszulkę z numerem 9, co zagwarantował sobie podobno w kontrakcie (w Ameryce występował jeszcze z nr 12). Poodbija piłkę, poczuje atmosferę Camp Nou. Szykuje się show, jakiego z udziałem polskiego piłkarza jeszcze nie było.