„Prognozy na 2018 r. wskazują, że w tym roku będą to 2492 etaty" – odpowiedział MEN „Rzeczpospolitej". To o 140 mniej niż na koniec września 2017 r.
– Oznacza to, że reforma nie ma znaczącego wpływu na decyzje o przejściu – twierdzi Anna Ostrowska, rzecznik prasowy MEN.
Największy wzrost nauczycieli na świadczeniach kompensacyjnych nastąpił w 2017 r. Jak wynika z Systemu Informacji Oświatowej, w 2017 r. przeszło na nie 2632 nauczycieli. O 459 więcej niż rok wcześniej.
Świadczenia kompensacyjne nauczyciele uzyskali od 1 lipca 2009 r. jako rekompensatę za emeryturę pomostową. Prawo do niego mogą nabyć wyłącznie nauczyciele, wychowawcy i inni pracownicy pedagogiczni zatrudnieni w młodzieżowych ośrodkach wychowawczych, ośrodkach socjoterapii, szkolno-wychowawczych, schroniskach dla nieletnich oraz zakładach poprawczych.
W momencie złożenia wniosku w latach 2017–2018 kobieta musi mieć 55 lat, a mężczyzna 57 (z czasem więcej). Trzeba też legitymować się co najmniej 30-letnim stażem pracy, w tym 20 lat jako nauczyciel. Bezpośrednio przed złożeniem wniosku trzeba pracować w zawodzie nauczyciela.
Z danych, które udostępnił „Rz" ZUS, wynika, że w kwietniu ze świadczeń korzystało 9,9 tys. nauczycieli. To o 1,6 tys. więcej niż pod koniec sierpnia 2017 r. i o 2,3 tys. więcej niż w grudniu 2016 r.
Związek Nauczycielstwa Polskiego jest przekonany, że duża liczba nauczycieli korzystających z tych świadczeń to z jednej strony skutek niżu demograficznego i związanej z tym likwidacji szkół. Z drugiej – reformy edukacji.
– To forma ucieczki przed bezrobociem. W wielu szkołach doświadczeni nauczyciele są wypychani na świadczenia kompensacyjne, bo szkoła musi kogoś zwolnić – mówi Sławomir Broniarz, prezes ZNP.
W kwietniu z budżetu państwa na ten cel wydano ponad 20,6 mln zł – o blisko 5 mln więcej niż w sierpniu 2017 r.