Sejmowe komisje: Edukacji, Nauki i Młodzieży oraz Samorządu Terytorialnego i Polityki Regionalnej zajęły się wczoraj wystąpieniem posłów w sprawie drastycznych zwolnień pedagogów i innych pracowników oświaty.

– Zwolnienia mogą objąć nawet 10 tys. nauczycieli, a ich przyczyną jest masowa likwidacja szkół – uzasadniała Marzena Machałek, posłanka PiS, jedna z autorek pytań do MEN.

– Przez zmiany programowe najbardziej ucierpią nauczyciele fizyki,  która jest najrzadziej wybieranym przedmiotem fakultatywnym w szkołach technicznych. Będą musieli pracować w czterech–pięciu szkołach, aby wypracować pensum – wtórował jej Lech Sprawka, współautor pytań.

Obecny na posiedzeniu połączonych komisji Przemysław Krzyżanowski, wiceminister edukacji, przedstawił posłom statystyki mające pokazać, że nie będzie tak źle. Z Systemu Informacji Oświatowej wynika, że od września pracę ma stracić 6,8 tys. nauczycieli, czyli mniej  niż rok temu.  W 2012 r. z oświaty odeszło bowiem 7,3 tys. nauczycieli.

Najwięcej, bo aż 5,1 tys.,  zostanie zwolnionych w miastach. Tylko 1,7 tys. nauczycieli straci pracę w placówkach wiejskich.

MEN przekonuje też, że na zmniejszenie liczby etatów nie wpływa zmiana podstawy programowej, ale niż demograficzny, który przyczynia się do likwidacji szkół. W szkołach gimnazjalnych w latach 2004–2012 spadek liczby uczniów sięgnął nawet 30 proc. W tym samym czasie ubyło tylko 10 proc. nauczycieli zatrudnionych w tych placówkach.