Zbigniew Radłowski był zaangażowany w ratowanie i ukrywanie osób narodowości żydowskiej, uczestnikiem Powstania Warszawskiego, więźniem niemieckiego obozu Auschwitz-Birkenau oraz ofiarą prześladowań żołnierzy AK przez komunistyczny reżim PRL.

On i Światowy Związek Żołnierzy AK pozwali w 2013 r. niemieckich producentów serialu telewizyjnego „Nasze matki, nasi ojcowie”, telewizję ZDF oraz firmę UFA Fiction, zarzucając, że serial ten, wyemitowany w TVP, a następnie w innych telewizjach i dostępny także w internecie, ukazuje żołnierzy polskich jako antysemitów, nacjonalistów współpracujących z Niemcami w Holokauście.

Czytaj więcej

Spór o serial „Nasze matki, nasi ojcowie”. Precedensowy wyrok TSUE

„Nasze matki, nasi ojcowie”. Sąd Apelacyjny nakazał publikację przeprosin pod adresem AK

Producenci serialu podnieśli zaś w pierwszej kolejności zarzut braku u polskich sądów kompetencji do rozpatrzenia tej sprawy. Ich zdaniem taka jurysdykcja przysługuje sądom niemieckim.

Krakowskie sądy cywilne oddaliły jednak ten zarzut, a tamtejszy sąd apelacyjny prawomocnie nakazał producentom filmu publikację w kilku telewizjach, gdzie serial był emitowany, przeprosin ŚZŻ AK za naruszenie dóbr osobistych przez zidentyfikowanie oddziału partyzanckiego jako oddziału formacji AK, co rodzi nieuprawnioną sugestię, że ta polska formacja wojskowa miała charakter antysemicki. SA uznał jednak, że jeden z wątków filmu mieścił się w granicach wolności twórczej, a Zbigniew Radłowski nie był w tym filmie zindywidualizowany i zadośćuczynienia pieniężnego w wysokości 20 tys. zł mu nie zasądził.

Sąd Najwyższy skierował pytanie do TSUE

Gdy sprawa trafiła do SN, ten zwrócił się do TSUE z pytaniem w kwestii owej jurysdykcji, a TSUE wydał dość skomplikowane orzeczenie (sygn. C-232/25). Zdaniem Trybunału osoba fizyczna lub prawna, która uważa się za poszkodowaną w wyniku treści rozpowszechnianych w telewizji, nie może wnieść powództwa do sądów państwa członkowskiego, w którym znajduje się centrum jej interesów, w celu uzyskania naprawienia całości poniesionej szkody. Może wystąpić do sądów każdego państwa członkowskiego, w którym program został wyemitowany i w którym, według niej, naruszono jej dobre imię, jednak ich jurysdykcja ogranicza się do naprawienia szkody wyrządzonej na terytorium danego państwa. Naprawienia całości poniesionych szkód można natomiast dochodzić przed sądami państwa, w którym pozwany ma miejsce zamieszkania lub w którym producenci serialu mają siedzibę.

Czytaj więcej

„Nasze matki, nasi ojcowie”. Gdzie dochodzić sprawiedliwości za serial?

Osoba poszkodowana musi być indywidualnie zidentyfikowana

Co się tyczy treści audiowizualnych rozpowszechnianych w sieci, to TSUE wskazał, że sądy państwa członkowskiego, w którym znajduje się centrum interesów osoby fizycznej lub prawnej uważającej się za poszkodowaną, mogą rozpatrywać jej powództwo o naprawienie w całości szkód tylko wtedy, gdy treści te pozwalają na bezpośrednie lub pośrednie indywidualne zidentyfikowanie wspomnianej osoby. Kryterium to nie wydało się zaś TSUE spełnione w przypadku byłego żołnierza AK, gdyż serial nie pozwala nawet na jego pośrednie zidentyfikowanie.

W piątek pełnomocnicy obu stron wnosili, aby SN kontynuował już raz zawieszoną sprawę w zakresie żądania Światowego Związku Żołnierzy AK i rozstrzygnął kwestię jurysdykcji, ale trójka sędziów (Paweł Grzegorczyk, Grzegorz Misiurek i Dariusz Zawistowski) uznała, że żądania obu powodów są powiązane, i zawiesiła tym razem postępowanie z powodu śmierci kpt. Radłowskiego do czasu przystąpienia do sprawy jego ewentualnych spadkobierców.

Sygnatura akt: II CSKP 459/23