Nie wystarczy wykonanie celu dotacji, ważne są też procedury. To wniosek z zeszłotygodniowego [b]wyroku warszawskiego sądu apelacyjnego (VI ACa 901/09)[/b].
Przekonała się o tym Fundacja Prawo Europejskie (obecnie w likwidacji), którą pozwało Ministerstwo Pracy (formalnie powodem jest Skarb Państwa), domagając się zwrotu 125 tys. zł, które Fundacja uzyskała jako dofinansowanie z programu „Rozwój zasobów ludzkich”. Dostała 308 tys. zł, ale tylko wydatkowanie 125 tys. zł ministerstwo zakwestionowało.
Pieniądze te miały wspierać prowadzone przez nią szkolenia, jak sobie radzić na europejskim rynku pracy. Umowa określała jej zadania, przewidywała też, że zatrudni ona kierownika i zastępcę oraz dwóch–trzech prawników – na umowy o pracę.
Tymczasem Fundacja zatrudniała te osoby na podstawie umów cywilnych, na zlecenie, co później dostrzegła kontrola. Zmiana ta była jednostronna i nieuprawniona, gdyż umowa przewidywała, że wszelkie jej zmiany miały następować na piśmie w formie aneksu.
Jako podstawę żądania ministerstwo wskazało nie tylko tę umowę, ale też przepisy [link=http://www.rp.pl/aktyprawne/akty/akt.spr?id=325303]ustawy o finansach publicznych[/link], która (wtedy w art. 211, a obecnie w art. 169) stanowi, że dotacje wykorzystane niezgodnie z przeznaczeniem czy z naruszeniem procedur podlegają zwrotowi wraz z odsetkami.
Sąd okręgowy powiedział krótko: była umowa, przewidywała obowiązki obu stron i jedynie pisemną formę jej zmiany. Fundacja warunków tych nie dotrzymała, więc wypłacone pracownikom zatrudnionym na zlecenie pieniądze ma zwrócić.
Sąd apelacyjny utrzymał ten wyrok. Nie pomogła argumentacja mec. Magdaleny Kwiatkowskiej, pełnomocnika Fundacji, że co do meritum umowa została wykonana, szkolenia przeprowadzone.
– Umowa nie została wykonana: nie chodziło tylko o cel, ale też o sposób jej wykonania, a umowa-zlecenie to jednak nie umowa o pracę – powiedział sędzia Maciej Kowalski.
Wyrok jest prawomocny.