To sedno poniedziałkowej uchwały siedmioosobowego składu Sądu Najwyższego (sygn. I KZP 8/08)
.
Kwestia ta wynikła w sprawie Joanny N. handlującej na poznańskim bazarze podrabianymi artykułami sportowymi z markowymi metkami. Sąd rejonowy skazał ją na 4 tys. zł grzywny za paserstwo – uznając, że wiedziała o podróbce. Rozpatrujący odwołanie sąd okręgowy powziął jednak pewne wątpliwości prawne, z którymi zwrócił się do Sądu Najwyższego.
Prawo własności przemysłowej z 2000 r. (które zastąpiło wcześniejszą ustawę o znakach towarowych) karze bowiem także wprowadzenie do obrotu podrobionych towarów (choć znacznie łagodniej).
Sądy nie mają jednak pewności, czy handlowanie takimi towarami po ich zakupie, a także ich kupowanie (przed zmianami prawa) było paserstwem. Ono zaś zagrożone jest karą do pięciu lat więzienia.
Paserstwo polega na nabyciu lub pomocy w zbyciu rzeczy uzyskanej „za pomocą czynu zabronionego”. Według pytającego sądu nie jest jednoznaczne, czy taki czyn jak handlowanie podrobionymi towarami i kupowanie ich miało być uznawane za paserstwo – czy też ustawodawca w prawie własności przemysłowej świadomie zaniechał penalizacji takich zachowań.