[b]Tak stwierdził 8 kwietnia 2009 r. Sąd Najwyższy w wyroku wydanym w sprawie, jaką Czesław S. wytoczył swojemu byłemu pracodawcy, Samodzielnemu Publicznemu Zakładowi Opieki Zdrowotnej w Borowie (sygn. II PK 270/08)[/b].
Dyrektor zażądał dodatkowego wynagrodzenia za prowadzenie księgowości szpitala. Choć wykonywał te obowiązki bez żadnej dodatkowej umowy, uznał, że należy mu się wynagrodzenie za dwie godziny dodatkowej pracy dziennie.
Szpital nie chciał mu zapłacić i udowadniał, że Czesław S. przychodził do pracy później niż inni pracownicy, wychodził zaś wcześniej od nich. Jego praca, nawet z wykonywaniem obowiązków księgowego, nie przekraczała ośmiogodzinnej dniówki. W takiej sytuacji zdaniem szpitala nie można było mówić o pracy w nadgodzinach. Ponadto to dyrektor sam zrezygnował z zatrudnienia księgowego, co miało zapewnić szpitalowi oszczędności. Dochodzenie teraz wynagrodzenia za obowiązki, które przejął z własnej inicjatywy, szpital ocenił jako nadużycie zasad współżycia społecznego.
Sądy obu instancji uwzględniły żądania byłego dyrektora i przyznały mu prawo do tego wynagrodzenia. Szpital nie dawał jednak za wygraną i skierował skargę kasacyjną do Sądu Najwyższego.
W wyroku, jaki zapadł na rozprawie 8 kwietnia, SN potwierdził prawo dyrektora do dodatkowego wynagrodzenia. Obowiązki księgowego nie wynikały bowiem z jego umowy o pracę na stanowisku dyrektora. Sąd Najwyższy uznał także, że ich wykonywanie nie musiało być potwierdzone oddzielną umową.