Prof. Marek Dobrowolski w artykule opublikowanym na łamach „Rzeczpospolitej” sformułował tezę, że skoro Mariusz Muszyński był „dublerem”, a w jego miejsce została wybrana kolejna osoba przez Sejm X kadencji, to ów nowy sędzia, na zasadzie swoistego dziedziczenia, staje się kolejnym „dublerem”. Teza ta nie ma pokrycia w polskim prawie i zdaje się mylić republikańską zasadę kadencyjności z monarchicznym dziedziczeniem tytułów.

Pojęcie „dublera” w TK nie jest etykietą przypisywaną konkretnemu fotelowi sędziowskiemu raz na zawsze. „Dubler” to osoba, która bezprawnie zajmuje stanowisko sędziego TK obsadzone uprzednio poprzez legalny wybór sędziego. Innymi słowy, „wybór” dublera jest nieskuteczny, póki trwa kadencja „dublowanego”, ponieważ to miejsce pozostaje zajęte.

Czy upływ kadencji „uzdrawiał” skuteczność wyboru samego dublera?

Sędziowie wybrani przez Sejm VII kadencji w październiku 2015 r. dysponowali konkretnymi, indywidualnymi dziewięcioletnimi kadencjami. Kadencje te upłynęły – w zależności od konkretnej osoby – najpóźniej do 2024 r. Gdy skończyła się kadencja legalnie wybranego sędziego, zniknął podmiot będący „dublowanym”. „Dubler” nie przestawał być osobą wadliwie powołaną, ale przestawał kogokolwiek „dublować”, ponieważ nie było już w stanie czynnym sędziego, którego miejsce bezprawnie zajmował. Oczywiście, upływ kadencji nie „uzdrawiał” skuteczności wyboru samego dublera, ponieważ tę należy oceniać według stanu z daty podjęcia uchwały przez Sejm.

Czytaj więcej

Prof. Marek Dobrowolski: Czy w składzie TK mamy nowego „sędziego dublera”?

Prof. Dobrowolski zakłada, że miejsca dublerskie podlegają swoistemu „dziedziczeniu”, a każda kolejna osoba pojawiająca się „w miejsce” dublera, dziedziczy jego status, tworząc swoiste „linie dublerskie”. Takie rozumowanie być może byłoby poprawne w przypadku rozstrzygania sporów dynastycznych, ale nie ma żadnego związku z treścią polskiej Konstytucji.

Konstytucja RP w art. 194 określa indywidualną, dziewięcioletnią, nieodnawialną kadencję każdego sędziego TK. Kadencja jest zawsze przypisana do konkretnej osoby, a nie do etatu, krzesła na sali rozpraw, czy też gabinetu w budynku przy al. Szucha w Warszawie. Kiedy Mariusz Muszyński zakończył swoją faktyczną bytność w TK 3 grudnia 2024 r., miejsce, które „zajmował” było wakujące, ale bez żadnego związku z jego osobą, a w związku z upływem kadencji sędziego, którego dublował.

Zasada kadencyjności w TK

Dla rzetelności wywodu trzeba jednak zaznaczyć, że w pewnym układzie czasowym mechanizm „dziedziczenia dublowania” rzeczywiście istnieje, ale nie przez trwałe „skażenie stanowiska” w Trybunale, ale właśnie z powodu zasady kadencyjności. I tak, obecny dubler Jarosław Wyrembak zastąpił zmarłego dublera Henryka Ciocha. Jednak J. Wyrembak nie jest dublerem, dlatego że jego poprzednik w dublerstwie „skaził” to miejsce, ale dlatego, że obaj zostali nieskutecznie „wybrani” w czasie trwania kadencji legalnie wybranego sędziego Romana Hausera. Podobnie rzecz się ma z obecnym dublerem Justynem Piskorskim, który, podobnie jak uprzednio zmarły dubler Lech Morawski, został nieskutecznie „wybrany” w trakcie trwania kadencji legalnie wybranego sędziego Krzysztofa Ślebzaka.

Gdyby kierować się logiką wywodu prof. Dobrowolskiego, „dublerstwo” udzielałoby się w nieskończoność każdemu kolejnemu sędziemu niczym dziedziczna klątwa, obojętna na upływ czasu i kadencji. Ale jeszcze raz powtórzę: takie fatum nie istnieje, bo teza ta nie ma żadnego oparcia ani w tekście konstytucji, ani w dotychczasowym orzecznictwie, ani w doktrynie prawa konstytucyjnego.

Na koniec muszę przyznać, że w jednym się zgadzamy z prof. Dobrowolskim – obaj nie akceptujemy określenia „sędzia dubler”. Ma to swoje uzasadnienie merytoryczne: osoba, która nie została skutecznie wybrana na sędziego TK nie jest sędzią. Jest dublerem.

Autor jest konstytucjonalistą, doktorem nauk prawnych, adiunktem w Katedrze Prawa Konstytucyjnego Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz radcą prawnym

Czytaj więcej

Anatomia paraliżu. Pięć osi kryzysu, który niszczy Trybunał Konstytucyjny