Reklama

Piotr Rogowiecki: Czy państwo powinno wzmacniać monopol w dostępie do informacji o zadłużeniu?

System raportowania wierzycieli wtórnych do BIG-ów funkcjonuje od ponad 15 lat i realizuje swe cele. Rząd niepotrzebnie chce to zmienić.
Przez lata państwo budowało system wymiany informacji gospodarczej oparty na BIG-ach.

Przez lata państwo budowało system wymiany informacji gospodarczej oparty na BIG-ach.

Foto: Adobe Stock

Na początku marca prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów skierował do uzgodnień międzyresortowych projekt nowej ustawy o kredycie konsumenckim (UC82). Ma on wdrażać unijną dyrektywę CCD II i porządkować rynek kredytu konsumenckiego. W jego obecnym kształcie pojawił się jednak przepis, który może mieć konsekwencje znacznie wykraczające poza regulację samego kredytu, który w praktyce wzmacnia monopol jednej instytucji kosztem całego systemu wymiany informacji gospodarczej w Polsce.

Czytaj więcej

Konsument w świecie nowych cyfrowych możliwości

Chodzi o propozycję rozszerzenia obowiązku raportowania danych o kredycie konsumenckim do bazy prowadzonej przez Biuro Informacji Kredytowej (BIK) również na podmioty nabywające wierzytelności z tytułu takich kredytów, czyli tzw. wierzycieli wtórnych. W praktyce są to firmy, które kupują portfele niespłacanych zobowiązań, a następnie dochodzą ich spłaty.

Na pierwszy rzut oka może się wydawać, że to jedynie techniczna zmiana zwiększająca zakres informacji dostępnych dla instytucji finansowych. W rzeczywistości jednak propozycja ta rodzi poważne wątpliwości prawne, systemowe i konkurencyjne.

Niepotrzebny gold-plating

Dyrektywa CCD II bardzo jasno określa krąg podmiotów objętych obowiązkami raportowania. Są to wyłącznie kredytodawcy oraz pośrednicy kredytowi. Nabywcy wierzytelności nie mieszczą się w żadnej z tych kategorii. Nałożenie na nich obowiązków raportowych w ustawie implementującej dyrektywę oznaczałoby wyjście poza zakres jej transpozycji, czyli tzw. gold-plating. Komisja Europejska od lat krytycznie ocenia takie praktyki, ponieważ naruszają zasadę proporcjonalności prawa unijnego i prowadzą do nadregulacji rynku. W skrajnym przypadku mogą być także przedmiotem sporów dotyczących prawidłowości implementacji dyrektywy.

Reklama
Reklama

Czytaj więcej

Kupowanie bez płacenia zostanie uregulowane. Część zapisów budzi wątpliwości

Problem jest jeszcze głębszy. Polski porządek prawny nie zna dziś definicji „nabywcy wierzytelności z tytułu kredytu konsumenckiego”. Wprowadzenie takiej kategorii bez precyzyjnego określenia jej zakresu i obowiązków oznaczałoby stworzenie nowego pojęcia prawnego bez analizy skutków regulacyjnych i bez jasnego określenia, jakie podmioty faktycznie będą nim objęte.

Efekt domina

Najpoważniejsze konsekwencje projektowanych zmian mogą jednak dotyczyć funkcjonowania całego rynku informacji o zadłużeniu. Od ponad 15 lat wierzyciele wtórni raportują informacje o zaległościach do biur informacji gospodarczej (BIG). Dane te trafiają następnie do szerokiego grona odbiorców – od banków i firm pożyczkowych, po małe i średnie przedsiębiorstwa. Dzięki temu systemowi przedsiębiorcy mogą sprawdzać wiarygodność kontrahentów, a sam fakt możliwości wpisania dłużnika do bazy działa dyscyplinująco na płatników.

Czytaj więcej

Ukryta strona płatności w branży usługowej

Przeniesienie obowiązku raportowania wierzycieli wtórnych do BIK oznaczałoby w praktyce przesunięcie ogromnej części informacji o zaległościach z systemu BIG do systemu kontrolowanego przez BIK. To z kolei uruchamia mechanizm, który można nazwać rynkowym efektem domina.

Najpierw nastąpi koncentracja danych w jednej bazie. Następnie banki i instytucje finansowe – które dziś korzystają zarówno z danych BIK, jak i BIG – przestaną w praktyce pobierać informacje z BIG-ów, bo kluczowe dane o zadłużeniu będą już dostępne w BIK. W efekcie BIG-i stracą najważniejszą grupę odbiorców swoich usług, a wartość ich baz danych zacznie gwałtownie spadać.

Reklama
Reklama

To z kolei uderzy w przedsiębiorców. Jeśli informacje o zaległościach nie będą trafiały do sektora bankowego poprzez BIG-i, dla wielu wierzycieli – zwłaszcza z sektora MŚP – wpis do rejestru przestanie być skutecznym narzędziem windykacyjnym. Spadek dyscypliny płatniczej może przełożyć się na wzrost zatorów płatniczych, które już dziś są jedną z największych barier rozwojowych polskich firm.

Ryzyko monopolizacji rynku

BIK jest prywatną spółką prawa handlowego. Już dziś pełni dominującą rolę w obszarze informacji kredytowej. Obecność BIG-ów stanowi jednak ważny element równowagi rynkowej – zarówno w zakresie dostępu do danych, jak i warunków cenowych.

Projektowane przepisy tę równowagę mogą zburzyć. Koncentracja danych w BIK oznaczałaby w praktyce wzmocnienie jego pozycji monopolistycznej. W dłuższej perspektywie może to prowadzić do ograniczenia konkurencji, wzrostu kosztów dostępu do informacji oraz marginalizacji instytucji, które dziś pełnią kluczową rolę w systemie bezpieczeństwa obrotu gospodarczego.

Sprzeczność z polityką państwa

Przez lata państwo budowało system wymiany informacji gospodarczej oparty na BIG-ach. System ten został uregulowany ustawą o udostępnianiu informacji gospodarczych i jest jednym z fundamentów przeciwdziałania zatorom płatniczym. Propozycja przeniesienia części kluczowych danych do BIK de facto podważa sens tej infrastruktury. Co więcej, stoi w sprzeczności z polityką wspierania transparentności obrotu gospodarczego i bezpieczeństwa transakcji, którą od lat realizuje administracja publiczna.

Warto pamiętać, że obecny system raportowania wierzycieli wtórnych do BIG-ów funkcjonuje od ponad 15 lat i w praktyce realizuje cele, które chce osiągnąć ustawodawca: zapewnia szeroki dostęp do informacji o zadłużeniu, wspiera dyscyplinę płatniczą i utrzymuje konkurencję na rynku informacji gospodarczej.

Jeśli ustawodawca uzna za konieczne rozszerzenie obowiązków raportowych, powinny one wzmacniać istniejący system, a nie go osłabiać. W przeciwnym razie regulacja, która miała poprawić przejrzystość rynku kredytu konsumenckiego, może doprowadzić do niezamierzonego skutku – stworzenia faktycznego monopolu w dostępie do informacji o zadłużeniu. A monopol w tej dziedzinie rzadko kiedy służy gospodarce.

Reklama
Reklama

Piotr Rogowiecki, dyrektor Departamentu Analiz i Legislacji Pracodawców RP

Opinie Prawne
Marek Kobylański: Nowe uprawnienia PIP to straszak na przedsiębiorców
Materiał Promocyjny
Franczyza McDonald’s – Twój własny biznes pod złotymi łukami!
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Opinie Prawne
Robert Gwiazdowski: Duch Hansa Kelsena w Trybunale Konstytucyjnym
Opinie Prawne
Marcin Olechowski: „SAFE zero proc.”, czyli złoto dla zuchwałych
Opinie Prawne
Wojciech Hartung: Trudno mówić o zmowie w ramach jednej grupy kapitałowej
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama