Trzecia dekada XXI stulecia to epoka, kiedy realna wojna przybrała
pozornie nieszkodliwy kostium. W przeciwieństwie do nieodległych czasów bronią
najpowszechniej stosowaną w współczesnej „cichej” wojnie są nie kule, pociski
czy rakiety, lecz ataki w sferze cyfrowej. Co więcej, to wojna, w której nie
stosuje się żadnych konwencji. Nie jest wypowiadana. Atakuje się niespodzianie
i tylko jej efekty są świetnie widoczne. Niekiedy bardziej dotkliwe niż
tysiące zrzuconych bomb.
Skomplikowana geopolityka, w której – zazwyczaj bez
własnej winy – się obracamy, tylko potęguje zagrożenia. Polska, która w sprawie
Ukrainy opowiedziała się za jej wolnością i niepodległością, weszła tym samym w
główny nurt rosyjskich cyberataków. To dziś główne zagrożenie naszego bezpieczeństwa
cyfrowego. Innym polem walki jest globalna konfrontacja Stanów Zjednoczonych z
Chinami; tu też, stojąc na gruncie koniecznych dla naszego bezpieczeństwa
sojuszy, jesteśmy wystawieni na ataki hakerskie.