Tomasz Pietryga: Krzywizna banana nie przeszkodziła integracji europejskiej

Harmonizacja polskiego i unijnego prawa było olbrzymią operacją legislacyjną, która zakończyła się sukcesem. Dziś jesteśmy już w innym miejscu niż 20 lat temu, a połączone systemy okrzepły i stały się spójne.

Publikacja: 30.04.2024 04:30

Operacja zakończyła się sukcesem

Operacja zakończyła się sukcesem

Foto: Adobe Stock

Pamiętam, kiedy ponad 20 lat temu opisywałem proces przystosowania polskiego prawa do unijnych zasad w ramach procesów przedakcesyjnych. Pojawiły się wtedy egzotycznie brzmiące sformułowania, takie jak „dyrektywa”, „implementacja”, „transpozycja”, „acquis communautaire” oraz tzw. ustawy czyszczące. Te ostatnie stanowiły zlepek wielu polskich projektów ustaw, które „wdrażały” za jednym zamachem setki unijnych regulacji. Wyścig z czasem trwał, ale ostatecznie okazał się zwycięski. Unijny dorobek prawny wdrożyliśmy z powodzeniem.

Czytając pierwsze dyrektywy, można było się przerazić unijną nowomową, przydługimi wstępami, ogólnością sformułowań i definicji, które znacznie różniły się od precyzji widocznej w polskich przepisach. Nowa ogólna siatka pojęciowa sprawiała, że czasem trudno było wyciągnąć jednoznaczne wnioski dotyczące tego, czego Unia oczekuje od nas.

Dobre prawo przykryło absurdy

Z czasem, kiedy połączone systemy prawne okrzepły, można było spojrzeć na nie całościowo. Wtedy zaczęliśmy dostrzegać ich spójność i doceniać pracę, jaką włożyli nasi prawnicy i legislatorzy. Prawnie zostaliśmy połączeni z organizmem UE na wielu płaszczyznach, a nasze systemy stały się w pełni kompatybilne. Normy techniczne, patenty, znaki towarowe, procedury dopuszczenia do obrotu, normy ochrony środowiska, transportu, VAT, ochrona konsumentów, dane osobowe i wiele innych stały się stopniowo takie same w Warszawie i Lizbonie. To stworzyło faktyczny, realny fundament dla integracji, wykraczający poza polityczne deklaracje. Nawet pojawiające się od czasu do czasu unijne absurdy, takie jak słynne normy dotyczące „krzywizny banana”, nie mogły tego przesłonić.

Zagrożeniem jest ideologizacja prawa, która w UE stanowi zjawisko widoczne. Światopoglądowe emocje widać m.in. w przypadku wdrażania przepisów związanych z ekologią, klimatem czy migracją

Generalne korzyści z wdrożenia przepisów unijnych i ich „harmonizacji” zdecydowanie przeważają nad kosztami, jakie trzeba było ponieść, chociażby w rybołówstwie. Polscy przedsiębiorcy i eksporterzy widzą to oraz doceniają, a niektórzy jeszcze pamiętają, z czym wiązała się zamknięta za szlabanami, zasnuta cłem granica.

Czytaj więcej

Źródeł konfliktu wokół sądownictwa należy szukać w PRL-u

Czego życzyć eurokratom?

Oczywiście są też nadal zagrożenia. Chęć regulowania wszystkiego, lansowana przez cześć eurokratów, rodzi niebezpieczne zjawisko przeregulowania rynku, co widać np. w podejściu UE do sztucznej inteligencji. Stworzenie zbyt sztywnych zasad i norm może być w tej mierze przeciwskuteczne i tłumić wolny rynek, zamiast go wzmacniać. Innym zagrożeniem jest ideologizacja prawa, która w UE stanowi zjawisko widoczne. Światopoglądowe emocje widać m.in. w przypadku wdrażania przepisów związanych z ekologią, klimatem czy migracją. Wiele projektowanych lub przyjmowanych norm idzie w kierunku nieakceptowalnym dla wielu obywateli Unii ze względu na wysokie koszty, jakie trzeba będzie w związku z nimi ponieść. Takie ideologiczne podejście może osłabić poparcie dla realizacji wielu ważnych projektów. Przepychanki związane z Zielonym Ładem są tego najlepszym dowodem.

Jednocześnie Polska ma dziś wciąż zaległości we wdrożeniu unijnego prawa. Ostatnio Trybunał Sprawiedliwości UE nałożył na nas wysoką karę finansową za niewdrożenie dyrektywy o sygnalistach. Patrząc jednak na istniejące zaległości, przez pryzmat tego, z czym Polska musiała się mierzyć 20 lat temu, śmiało można powiedzieć, że to zaledwie niewielki promil unijnego dorobku prawnego. A całą operację można uznać za olbrzymi sukces.

Pamiętam, kiedy ponad 20 lat temu opisywałem proces przystosowania polskiego prawa do unijnych zasad w ramach procesów przedakcesyjnych. Pojawiły się wtedy egzotycznie brzmiące sformułowania, takie jak „dyrektywa”, „implementacja”, „transpozycja”, „acquis communautaire” oraz tzw. ustawy czyszczące. Te ostatnie stanowiły zlepek wielu polskich projektów ustaw, które „wdrażały” za jednym zamachem setki unijnych regulacji. Wyścig z czasem trwał, ale ostatecznie okazał się zwycięski. Unijny dorobek prawny wdrożyliśmy z powodzeniem.

Pozostało 87% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Prawne
Paweł Litwiński: Jak chroni się dane w sądach? Cóż…
Opinie Prawne
Prof. Pecyna o zabezpieczeniu TK i reakcji komisji ds. Pegasusa: "Pogłębianie chaosu"
Opinie Prawne
Jan Skoumal: Czy obowiązuje nas nowelizacja języka polskiego?
Opinie Prawne
Kazus Szmydta. Wypadek przy pracy sądownictwa administracyjnego czy pytanie o jego sens?
Opinie Prawne
Prof. Marek Safjan: Prawo jest jak kostka Rubika
Materiał Promocyjny
Technologia na etacie. Jak zbudować efektywny HR i skutecznie zarządzać kapitałem ludzkim?