Może tego z zewnątrz nie widać, ale atmosfera w Trybunale Konstytucyjnym jest gorąca. Z kilku co najmniej powodów. Na pierwszy plan wysuwa się sprawa kierownictwa tego organu. Już przed rokiem prof. Stanisław Biernat, były wiceprezes TK pisał na naszych łamach, że po analizie rozlicznych ustaw zwanych naprawczych, uchwalanych przez parlament w 2016 roku, które skończyły się wprowadzeniem tam trzech osób, które zajęły legalnie obsadzone urzędy sędziowskie, doprowadzono do ogromnego zamieszania. Ustaw było kilka, a każda zmieniała stan prawny dotyczący sędziów. Skutkiem zaś jest to, że Julia Przyłębska została powołana na prezesa TK na mocy przepisu, który wyznacza jej sześcioletnią kadencję. Upływa ona właśnie 20 grudnia 2022 roku.

Czytaj więcej

Stanisław Biernat: Co się może wydarzyć u Julii Przyłębskiej 20 grudnia 2022 r.

I co? Może się wydawać, że nic, bo biuro Trybunału zakomunikowało jakiś czas temu, że ta interpretacja jest błędna, a pani prezes będzie rządzić TK do końca swej sędziowskiej kadencji. Podobnie mówi rzecznik rządu Piotr Mueller. Tylko że może się okazać, iż to nie załatwia sprawy, bo w Trybunale – jak słyszę z różnych źródeł - atmosfera jest napięta.

Nie wszyscy bowiem mówią tam jednym głosem – choć nie oznacza to niestety, że wybrani tam prawnicy reprezentują pełne spektrum opinii, jakie przewijają się w debacie publicznej. Przeciwnie: stanowią reprezentację jej mniejszości. Ale i tak bywa, że Stanisław Piotrowicz musi zmierzyć się z tym, że mówi się do niego „panie pośle”, a Mariusz Muszyński – „panie profesorze”, który to tytuł bez wątpienia mu przysługuje.

Każdy członek Trybunału prezesowską buławę trzyma w plecaku, więc teoretycznie każdy może zostać wybrany na prezesa. Ale aby tak się stało powinien uzyskać poparcie w 15-osobowym zgromadzeniu sędziów TK, które wyłoni kandydatury dla prezydenta – to on bowiem wybiera spośród nich prezesa.

Ale zanim do tego dojdzie, ktoś musi stwierdzić, że jest wakat. Dlatego ciekawie będzie oglądać, co się wydarzy w TK 21 grudnia. Wówczas bowiem – aż do powołania nowego prezesa - pracami Trybunału musiałby kierować sędzia Trybunału o najdłuższym stażu pracy licząc łącznie orzekanie w TK, a także bycie sędzią lub nawet aplikantem w sądzie powszechnym albo praca w administracji państwowej szczebla centralnego. I jest to…. Julia Przyłębska, która zwoła – lub nie zwoła – zgromadzenie wyborcze sędziów TK.

Czytaj więcej

Prawnicy: za 12 dni Julia Przyłębska powinna przestać kierować Trybunałem

Nawet jako interrex sędzia Przyłębska może zarządzać Trybunałem. Ale zarządca tymczasowy to nie prezes, co ma znaczenie np. przy wydawaniu zarządzeń o kierowaniu spraw do rozpoznania przez pełny skład TK – czyli co najmniej 11 sędziów. Jeśli znajdzie się pięciu, którzy by się temu sprzeciwili – pełnych składów nie będzie do końca sędziowskiej kadencji Julii Przyłębskiej.

Czy to możliwe? Dość powiedzieć, że niedawno TK zebrał się 8 listopada na zgromadzeniu by rozpoznać wniosek o zgodę na uchylenie immunitetu sędzi Krystyny Pawłowicz, którą do odpowiedzialności karnej za zniesławienie chciałby pociągnąć poseł Lewicy Tomasz Trela. Choć może trudno w to uwierzyć – immunitet pani sędzi ocalał tylko jednym głosem.

Ale tego Trybunał nie ujawnia. Oficjalnie jest bowiem monolitem – może z wyjątkiem sędziego Piotra Pszczółkowskiego, który odkąd w nim zasiadł odciął się od sejmowej większości PiS, która go wybrała i nie waha się tego mówić publicznie.

Prezesa Trybunału wybiera prezydent. Co ciekawe, nie słyszeliśmy dotąd opinii Andrzeja Dudy, który zapewne ma jakiś pogląd co do tego, czy kadencja prezes Przyłębskiej dobiega końca. I chyba pora, by Strażnik Konstytucji zajął stanowisko w tej sprawie.