Unia pewnie PiS praworządność odpuści. Bo w czasie wojny z Rosją potrzebuje Polski tak samo, jak przed wojną potrzebowała Rosji. To niepokoi zwolenników praworządności (ale tej przez nich zdefiniowanej).

Trybunał Sprawiedliwości UE orzekł właśnie, że sam fakt, iż sędzia został powołany w czasie, gdy jego państwo członkowskie nie było jeszcze demokratyczne, nie podważa niezawisłości i bezstronności tego sędziego. Każda ze stron sporu uznała to za swój sukces.

Więc najpierw przypomnę, że istotą praworządności (rządów prawa) nie jest to, że sędziów wybierają sędziowie, lecz to, że prawo jest ogólne, równe dla wszystkich i pewne. A sędziowie, którzy rozpoznają sprawy, powinni być nie tylko niezawiśli i niezależni, ale także bezstronni. A czy zapewniamy podatnikom bezstronność sędziów rozpoznających ich spory z fiskusem, skoro większość sędziów w izbach finansowych sądów administracyjnych to byli pracownicy fiskusa?

Czytaj więcej

Robert Gwiazdowski: Broń od handlarza respiratorami

Nie jest tak, że wyborcy PiS „sprzedali praworządność za 500+”. Nie mogli sprzedać czegoś, czego nie mieli. Dlatego odebranie PiS władzy pod hasłem, „żeby było tak, jak było”, może się znów nie udać. Dlaczego bowiem kilkadziesiąt tysięcy ofiar tak zwanej ulgi meldunkowej miałoby chcieć, żeby „było tak, jak było”? Ale twierdzenia zwolenników PiS, że w czasie trwającej wojny Rosji z Ukrainą UE powinna bronić „prawdziwych wartości”, a nie praworządności, też wymagają riposty. Jeśli nadzwyczajne sytuacje usprawiedliwiają naruszanie prawa, to będziecie dążyć do tworzenia sytuacji nadzwyczajnych dla usprawiedliwienia naruszania prawa.

Potrzebna jest radykalna zmiana w funkcjonowaniu wymiaru sprawiedliwości – od modelu powoływania sędziów po funkcjonowanie sądów. I potrzebna jest zmiana modelu stanowienia prawa i jego stosowania. Zmiana polegająca na tym, że kandydatów na sędziów będą mogły wskazywać także ośrodki akademickie, to kpina w żywe oczy. Bo konflikt wśród sędziów nie jest tylko polityczny. Zaczął się, jak jeszcze nie było ani PiS, ani PO. Sędziowie z największych apelacji wspierani przez ośrodki akademickie sekowali sędziów z sądów rejonowych w małych apelacjach. I dziś zbieramy tego sporu pokłosie. A konflikt polityczny się na to nałożył. Nie jest winą młodych sędziów, że Platforma przegrała wybory (moim zdaniem m.in. przez brak praworządności) i że to PiS decyduje o ich powoływaniu. Nie wyklucza to bynajmniej ich niezależności, skoro nie wyklucza niezależności sędziów powołanie ich w czasie, gdy państwo członkowskie nie było jeszcze demokratyczne.

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI