Opozycja wspólnie z organizacjami sędziowskimi, społecznymi i prawniczymi aktywistami zaprezentowała obszerny pakiet ustaw naprawczych odwracających pisowskie reformy. Podejście jest kompleksowe. Praworządność ma być przywrócona w Krajowej Radzie Sądownictwa, Sądzie Najwyższym i w sądach powszechnych.

Dotychczas odkręcanie reform polegało na deklaracjach i ogólnikowych zapowiedziach. Zaprezentowane w czwartek projekty świadczą o tym, że opozycja po zmianie władzy będzie mogła szybko przystąpić do prac legislacyjnych. To miałoby przywrócić praworządność w Polsce, przeciąć bezsensowny spór z Brukselą, która zamroziła nam wypłatę miliardów złotych.

Projekty można określić mianem powrotu do tego, co było przed PiS, z pewnymi modyfikacjami. Propozycje są miejscami radykalne, czasami czuć w nich chęć odwetu. Chodzi m.in. o ponowną weryfikację sędziów, którzy przeszli proces nominacyjny przed wybraną przez polityków KRS, a także weryfikację orzeczeń tych sędziów, którzy okażą się niepraworządni. Sędziowie, którzy stracą stanowiska w Sądzie Najwyższym, będą musieli też zwrócić część swojego wynagrodzenia.

Projekty mają więc pewien wymiar rozliczeniowy. Mogą przez to prowadzić do paradoksalnej sytuacji, w której weryfikacji nigdy nie zostali poddani sędziowie nominowani przez Radę Państwa i gen. Jaruzelskiego, a są nią objęci sędziowie wyłonieni za rządów Prawa i Sprawiedliwości. Przez nową KRS przeszło ok. 1500 sędziów (ponad 15 proc. sędziowskiego stanu), ludzie ci mogli wydać w ostatnich latach setki tysięcy wyroków i decyzji. Przy weryfikacji tych jurystów z łatką „neosędziów" pojawiałoby się ryzyko, że wydane przez nich wyroki są nieważne, a procesy trzeba powtarzać. Z punktu widzenia obywateli, a także stabilności  życia gospodarczego i społecznego to sytuacja absolutnie nie do przyjęcia, która może wywołać jeszcze większy konflikt i jeszcze bardziej pogrążyć sądownictwo.

„Odkręcanie reform" wymaga nie tylko wiedzy prawniczej, ale też twardego stąpania po ziemi i wyczucia pozaprawnych realiów. Ważny jest też dystans i brak odwetowych motywacji. Są sędziowie, którzy mocno zaangażowali się w walkę ze zmianami resortu Zbigniewa Ziobry. Za niektórymi z nich ciągną się postępowania dyscyplinarne, a nawet realne już sankcje, mają oni niekiedy osobiste porachunki z politykami i ludźmi z własnego środowiska po drugiej stronie barykady. Państwo nie powinno być polem dla takiego odwetu, bo nie o indywidualne emocje i ambicje tu chodzi, ale o dobro wspólne.

I jeszcze jedno – dziś padają mocne zarzuty o sędziowskiej współpracy z władzą polityczną wobec niektórych usłużnych wobec władzy sędziów. Jednakże firmowanie projektów naprawczych wspólnie przez Stowarzyszenie Sędziów Polskich Iustitia i polityków to prosta droga do tworzenia nowych zależności.

Lepiej zostawić  co cesarskie cesarzowi i nie angażować się w legislacyjny proces, który jest domeną władzy politycznej, nawet jeśli jest on na początkowym etapie. Bo gdy zmieni się władza, w miejsce „ich" złych sędziów przyjdą „nasi" dobrzy i praworządni sędziowie. Tylko czy to będzie miało coś wspólnego z niezależnym sądownictwem?

Czytaj więcej

Opozycja chce cofnięcia "dobrej zmiany" PIS w sądownictwie