Prawo do zgromadzeń jest podstawowym prawem obywatelskim w państwie demokratycznym, a w Polsce zapewnionym przez Konstytucję RP. Realizacji tego prawa służą przepisy ustawy Prawo o zgromadzeniach, zaś prawno karnej ochronie służą przepisy o wykroczeniach.

Minionej jesieni byłem świadkiem zdarzenia, które jest przyczynkiem do niniejszych rozważań, a celem niniejszych kilku zdań jest przestroga skierowana ku sprawcy tamtego zdarzenia i innych potencjalnych sprawców tego typu zajść.

Zgromadzenie publiczne jest dobrowolnym spotkaniem grupy osób w liczbie co najmniej 15, zorganizowane w celu wyrażenia wspólnego poglądu lub stanowiska. To określenie charakteru i celu zgromadzenia, zawarte  w art. 1 ust. 2 ustawy jest niezwykle istotne. Wspólność stanowiska, które ma być wyrażane wynika jednoznacznie, że na zgromadzeniu nie mogą być obecne osoby reprezentujące odmienne stanowisko. Wynika to z tego, że ulica nie może stawać się miejscem do uzgadniania poglądów ani stanowisk w danej sprawie. Jest to zrozumiałe, bo uzgadnianie takich stanowisk w miejscu publicznym może spowodować zagrożenie dla spokoju i porządku publicznego. Ustawodawca mając tego świadomość  wprowadził szereg ograniczeń. W szczególności przewidział, że kto ma odmienne poglądy od uczestników zgłoszonego władzom zgromadzenia publicznego ten, powinien zorganizować swoje własne. Najnowsza nowelizacja prawa o zgromadzeniach przewiduje, że zgromadzenia organizowane przez 2 lub większą liczbę organizatorów w tym  samym czasie, w miejscach lub na trasach przejścia, które są tożsame lub w części się pokrywają, mogą się odbyć, jeżeli jest możliwe ich oddzielenie lub odbycie   w   taki   sposób,   aby  ich   przebieg nie  zagrażał  życiu  lub  zdrowiu  ludzi  albo  mieniu w znacznych rozmiarach.   Jeżeli zorganizowanie dwóch manifestacji w ten sposób nie jest możliwe, zgodnie z zasadą kto pierwszy, ten lepszy, organizator zgromadzenia zgłoszonego później musi dokonać zmiany czasu lub miejsca zgromadzenia  albo  trasy  przejścia  uczestników. Wszystko to w celu zapewnienia bezpieczeństwa i porządku publicznego. Z uregulowań tych wynika jednoznacznie, że spotkanie w jednym miejscu, w jednym zgromadzeniu publicznym  osób, z których jedne mają poglądy „za", a inne „przeciw" jest niedopuszczalne.

Jeżeli na zgromadzeniu publicznym pojawia się intruz, który głosi poglądy nie w temacie manifestacji, a zwłaszcza wrogie manifestacji, przewodniczący powinien zażądać opuszczenia zgromadzenia przez taką osobę. Jest to postrzegane jako naruszanie  przepisów  ustawy, uniemożliwianie  lub  usiłowanie udaremnienia  zgromadzenie.  W   razie   niepodporządkowania   się   żądaniu,   przewodniczący zwraca się o pomoc do policji lub straży miejskiej. Intruz taki podlega odpowiedzialności na podstawie art. 13b ustawy, a jego zachowanie   karane jest grzywną. Jego zachowanie wyczerpuje również znamiona wykroczenia określonego w art. 52 §1 kw w postaci przeszkadzania  lub usiłowania przeszkodzenia w organizowaniu (jeśli próbował udaremnić rozpoczęcie zgromadzenia)  lub w przebiegu nie zakazanego zgromadzenia (jeżeli wystąpił z akcją przeciwko zgromadzeniu już po jego rozpoczęciu).  Wykroczenie to podlega karze aresztu   do   dwóch   tygodni,   karze   ograniczenia wolności do dwóch miesięcy albo karze grzywny i może ono zostać również popełnione w formie bezprawnego zajmowania miejsca lub nieopuszczania miejsce, którym inna osoba lub organizacja prawnie rozporządza jako zwołujący lub przewodniczący zgromadzenia.

Przypadek łódzki z ubiegłej jesieni polegał na tym właśnie, że podczas zgromadzenia publicznego pewien intruz wystąpił z transparentem z hasłem przeciwnym tematyce manifestacji. Na otrzymane przez przewodniczącego zgromadzenia polecenia opuszczenia miejsca manifestacji nie zareagował, w następstwie czego został wyprowadzony poza to miejsce przez służby porządkowe manifestujących. Bezczelność jego przekraczała wszelkie granice, albowiem złożył policji pilnującej wokół miejsca zgromadzenia porządku zawiadomienie, jakoby to on padł ofiarą bezprawnego zachowania uczestników zgromadzenia.  Jego bezczelności towarzyszyła chyba dezorientacja mediów publicznych, które w kilka dni później, i w eterze i na papierze, wychwalały owego intruza, a ganiły przewodniczącego zgromadzenia i wewnętrzne służby porządkowe zgromadzenia. Wyrażano zdziwienie, że policja nie podjęła wówczas działań skierowanych przeciwko przewodniczącemu zgromadzenia i jego uczestnikom i nie broniła tego intruza... Intruz zaś groził złożeniem doniesienia, jakoby naruszono jego nietykalność cielesną... Ciekawy przykład osobnika, który z własnego bezprawia usiłował osiągnąć korzyść...

Swego czasu, oceniając pewne zdarzenie, które zostało ukarane, zwane „polskim basenem narodowym" określiłem je jako przykład znikomej szkodliwości społecznej. Kwalifikując zdarzenie podczas łódzkiej manifestacji umieściłbym je na przeciwległym biegunie, jako zachowanie o szczególnie wysokim stopniu społecznej szkodliwości.  Wydarzenie to mogłoby wzniecić działania przeciwko bezpieczeństwu osób i mienia... Dlatego też chciałbym poinformować i przestrzec nieodpowiedzialnych osobników, którzy w przyszłości mieliby ochotę na indywidualne działania zakłócające legalnie odbywające się zgromadzenie, czy to w formie stacjonarnej manifestacji, czy też marszu, przez artykułowanie przeciwnych poglądów, haseł, opinii, że ich działanie będzie bezprawne i powinno spotkać się z surową odpowiedzialnością na podstawie prawa wykroczeń, spowodowaną wysokim stopniem społecznej szkodliwości. Media publiczne zaś, prosiłbym uprzejmie o nie zachwalanie takich postępków...