Z uwagą przeczytałem artykuł redaktora Tomasza Pietrygi dotyczący stosunku większości sędziów do sędziów „dobrej zmiany", nie tylko w Sądzie Najwyższym. Ogólnie zmierzał on do tego, że sędziowie generalnie nie lubią PiS, dlatego osoby, które poszły na współpracę z nową władzą, są przez resztę środowiska, delikatnie to ujmując, traktowane chłodno. Rzeczywiście, można dostrzec sporą rezerwę większości sędziów wobec nowych nominatów w sądownictwie – zarówno w sądach powszechnych, jak i Sądzie Najwyższym. Wcale mnie nie dziwi wstrzemięźliwość „starych" sędziów Sądu Najwyższego w podawaniu ręki nowym kolegom. Nie aprobując oczywistych przejawów niegrzeczności, nie tylko wśród sędziów, jako orzecznik od lat (wliczając okres asesury) już siedemnastu też sobie obiecałem, że nigdy tego nie uczynię, przynajmniej z własnej inicjatywy i w stosunku do najnowszych „nabytków" do SN.