Powstające przez ostatnią dekadę jak grzyby po deszczu wyższe szkoły „śmego i owego" rozdają na prawo i lewo dyplomy z kosmetologii, ochrony fizycznej, dyplomacji, a egzotyka otwieranych kierunków z roku na rok jest w trendzie wzrostowym.
Wykształciła się też spora rzesza doktorów wychowanków owych uczelni. Szybki licencjat, a potem magisterka, niedrogo i bez kłopotu - stało się szeroko reklamowaną dewizą wielu szkół, które swoją postawą wcale nie kryją, że przede wszystkim liczy się biznes, a jakość to drugo, a nawet trzeciorzędna sprawa.
Do tej sytuacji zdołaliśmy przywyknąć, zwłaszcza, że obecność tego rodzaju szkół na rynku jest przez państwo po prostu akceptowana.
Niestety, w konsekwencji nadchodzącego niżu demograficznego, który mocno uderza w ekonomiczne podstawy funkcjonowania szkół wyższych na tendencja "kształcenia na skróty" zaczyna się pogłębiać i to już nie tylko przy akceptacji, ale aplauzie resortu nauki, jak i - o zgrozo - części władz renomowanych uniwersytetów.
Świetnie ilustruje to postawa wobec lansowanego na kilku uczelniach dwustopniowego modelu studiów prawniczych, prowadzonego według wzoru 3 lata geografii + 2 lata prawa (albo odwrotnie) = magister prawa.
Zdaniem minister Kudryckiej takie studia zwiększą tylko szanse młodych ludzi na rynku pracy. To porażające w ustach szefa resortu, który ma stać na straży najwyższych standardów kształcenia. Pal licho gdyby chodziło o "licencjata" z kosmetologii, który wraz z rozwojem intelektualnym zapragnął zostać magistrem kosmonautą, ale w tym przypadku chodzi przecież o kandydatów do zawodów zaufania publicznego ( adwokatów, prokuratorów czy radców), których kształcenie odbywa się według określonych reguł, wymaga wielu wyrzeczeń i jest długotrwałe.
Solidne i rzetelne wykształcenie takich ludzi leży przecież w interesie publicznym. Zastąpienie studiów 5-letnich, de facto 3- letnimi to prosta droga, aby poziom przyszłych prawników gwałtowanie obniżyć.
Poza tym jest niemal pewne, że upowszechnienie "nowego modelu studiów prawniczych" z czasem wywoła protest o dyskryminacje dwustopniowych absolwentów w dostępie do aplikacji, a od tego już tylko krok do zrównania ich ze studentami prawa kształcącymi się i wykształconymi w tradycyjny sposób.
Obecna sytuacja otwiera przed polską nauką zupełnie nowe perspektywy. Ciekawe, czy w dalszej kolejności edukacyjny ekspres obejmie także inne kierunki, których kształcenie jest trudne i czasochłonne np. medycynę.
Ja mam swój autorski pomysł na dalsze uproszczenia. Wprowadźmy ekspresową drogę dochodzenia do profesury, bez zbędnych konwenansów, ale zastrzegam - przynajmniej po magisterce, bo zaraz po licencjacie to już chyba byłaby przesada...