Przepisy te miały zacząć obowiązywać od lipca 2015 r., „amerykanizując" polski proces karny. Ostro krytykował je m.in. prokurator generalny. A ich korekta i przesunięcie terminu wejścia w życie miałyby sprzyjać normalizacji stosunków z Andrzejem Seremetem, które za czasów urzędowania Biernackiego powoli przeistaczały się w bitwę dwóch instytucji.
Dodatkowo przejrzane mają być podobno wszystkie inicjatywy legislacyjne, w tym obowiązujący już regulamin urzędowania prokuratury, których autorem był zastępca Biernackiego Michał Królikowski.
Z reformami firmowanymi przez Biernackiego można się zgadzać lub nie, krytykować wady, uwypuklać zalety. Wszystko jednak ma swoje miejsce i czas.
Reforma procedury była przygotowywana przez kilka lat. Kosztowała podatników zapewne wiele setek tysięcy złotych, zaczynając od wynagrodzeń ekspertów, na kilogramach kartek papieru analiz i druków kończąc.
Projekt był poddawany konsultacjom wewnętrznym w obrębie ministerstw i z zewnętrznym udziałem zainteresowanych środowisk. Omawiał go rząd, później przez wiele miesięcy pracował i debatował nad nim Sejm, wreszcie posłowie przyjęli go większością głosów, Senat dokonał korekt i ustawę podpisał prezydent, akceptując jej treść i termin wejścia w życie.
Bardzo źle świadczyłoby to o nowym ministrze sprawiedliwości, gdyby rzeczywiście po kilku dniach od objęcia urzędu rozważał tak radykalne posunięcia i zastopowanie reformy. Zwłaszcza że ze stenogramów sejmowych wynika, iż sam głosował za przyjęciem reformy w obecnym kształcie. Taki ruch należałoby traktować raczej jako efektowne „wejście na urząd" niż głęboką analizę popartą troską o państwo.
Wypada mieć zatem nadzieję, że Grabarczyk nie wpisze się w złą tradycję wywracania przyjętych przez parlament reform, którego świadkami byliśmy w ostatnich latach wielokrotnie.