Rząd przyjął 7 stycznia „Plan naprawczy Kompanii Węglowej SA", który przedłożył pełnomocnik rządu ds. restrukturyzacji górnictwa węgla kamiennego. Według niego niezbędna jest głęboka reforma Kompanii Węglowej, gdyż znalazła się w dramatycznej sytuacji finansowej. Proponowane zmiany mają obniżyć koszty spółki, dzięki m.in. likwidacji czterech nierentownych kopalń – co budzi oczywiście najgorętsze emocje. Tego samego dnia grupa posłów PO (tak jakby nie mógł uczynić tego rząd) złożyła w Sejmie projekt noweli ustawy o funkcjonowaniu górnictwa węgla kamiennego, która ma umożliwić program. Uzasadnienie ustawy jest wyjątkowo skąpe – choć dotyczy tak istotnego i wrażliwego społecznie problemu.
Nic dziwnego że – jak powiedział w radiu prezydencki minister – prezydent Bronisław Komorowski „czuje się trochę jak górnik, nie wiedząc o planach rządu w sprawie likwidacji kopalń Kompanii Węglowej", a że działania rządu w obszarze górnictwa mają zostać zwieńczone ustawą, prezydent nie chce być zaskoczony, bo może ją tylko zawetować lub podpisać. Chce, by rozwiązania były wypracowywane w dialogu z nim.
Trudno nie przyklasnąć Belwederowi w tej sprawie. W Polsce stanowione prawo, w tym ustawy, zawiera wiele mankamentów nie tylko legislacyjnych, technicznych, ale i merytorycznych. Część z nich wychwytuje, zwykle po latach, Trybunał Konstytucyjny, lepiej jednak, żeby były usuwane, zanim ustawa zostanie uchwalona. Nie jest zaś specjalnym odkryciem, że prezydent, mając m.in. prawo weta, partycypuje w tworzeniu prawa, które jest zwykle narzędziem reform. Dobrze więc, że włączył się do tego procesu już teraz, nie czekając na gotową ustawę. Nie ma lepszych okazji wypełnienia legislacyjnego obowiązku, niż zaangażować się w prace nad trudną ustawą.
Nie gwarantuje to sukcesu reformy, ale zmniejsza ryzyko uchwalenia bubla.