Rz: W poniedziałek wieczorem prezydent zdecydował, że nie podpisze noweli prawa o ustroju sądów powszechnych i skieruje ją do Trybunału Konstytucyjnego. Czy ta decyzja zaskoczyła sędziów?

Maciej Strączyński: Mnie tak. Prezydent jeszcze nigdy w takiej sprawie nie wziął w obronę sędziów. A miał ku temu okazję, bo za jego kadencji ustawa o ustroju sądów powszechnych była zmieniana 17 razy. Tym razem nie chodziło jednak o uzależnienie sędziów od władzy wykonawczej. W obronie władzy sądowniczej prezydent nigdy nic nie zrobił.

Patrząc na kalendarz wyborczy i autorów noweli, można się było spodziewać innej decyzji?

Obawiałem się, że prezydent podpisze ustawę i zaskarży tylko jeden jej przepis – dotyczący prawa wglądu ministra do elektronicznych akt spraw. W takiej sytuacji nowela wraz z kwestionowanym przepisem weszłaby w życie i obowiązywała do czasu rozstrzygnięcia przez TK. Ile szkód wyrządziłaby – tego nikt nie wie.

Co, pana zdaniem, sprawiło, że prezydent odmówił podpisania ustawy?

Przesądził przepis o wglądzie ministra do elektronicznych akt sprawy. W sądach działają dziś systemy pozwalające od ręki znaleźć orzeczenia i pełne protokoły rozpraw. Dzięki Wojciechowi Hajdukowi, wiceministrowi sprawiedliwości, i senatorowi Piotrowi Zientarskiemu, którzy za wszelką cenę chcieli przeforsować tę regulację, zablokowano całą ustawę. Ten właśnie przepis uderza wprost w prawa obywatelskie.

Po wyeliminowaniu przepisu nowela jest dla sędziów do zaakceptowania?

Ależ skąd! Są w niej rzeczy straszne. Odebranie resztek uprawnień kolegiom sądów, odebranie sędziom rejonowym proporcjonalnego udziału w zgromadzeniach, a te w sądach okręgowych opiniują kandydatów na sędziów i prezesów, odebranie sędziom prawa do zwrotu kosztów dojazdu do sądów. To ostatnie to ordynarne oszustwo. Załóżmy, że przed laty zaproponowano sędziemu z Warszawy, by w zamian za zwrot kosztów dojeżdżał do sądu np. w Gostyninie, bo tam brakowało sędziów. Zgodził się, a teraz jako sędzia sądu rejonowego straci możliwość odzyskania pieniędzy. W sądach rejonowych położonych poza siedzibami okręgów ponad połowa sędziów dojeżdża do pracy.

Jest jeszcze jedna zmiana, która oburzała sędziów: kary finansowe za przewinienia dyscyplinarne.

To nie żadna kara finansowa, tylko grzywna. W ciągu zawodowego życia sędzia, któremu powinie się noga, może nawet stracić sto kilkadziesiąt tysięcy złotych. Niewiele osób wie, że sędzia ukarany naganą na początku kariery odczuwa jej skutki finansowe przez 20 lat.

Co dalej z ustawą?

Nie wiadomo, ile czasu minie, zanim w jej sprawie wypowie się Trybunał. Prewencyjnie bada on całą ustawę, a nie tylko konstytucyjność jednego przepisu. Dobrze, bo nie o ten jeden przepis toczył się bój.

—rozmawiała Agata Łukaszewicz