Niestety, stare dobre czasy nieodwołalnie skończyły się wraz z uchwaleniem przez ONZ prawie pół wieku temu Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i Politycznych, którego odnośną kwintesencję zawiera artykuł 40. miłościwie panującej nam Konstytucji („Nikt nie może być poddany torturom ani okrutnemu, nieludzkiemu lub poniżającemu traktowaniu i karaniu. Zakazuje się stosowania kar cielesnych").

Różnice zdań na temat surowości/łagodności karania przez państwo za wykroczenia i przestępstwa były, są i będą. Mnie akurat trudno przelicytować, skoro od lat zbieram na swej internetowej stronie podpisy za przywróceniem kary śmierci – no, ale nie oznacza to przecież, bym proponował powrót do kodeksu Hamburabiego (wpisz w google). Jednak coś szybko i skutecznie zrobić trzeba w sytuacji, gdy nad Wisłą przebywa dziś za kratkami tylko połowa prawomocnie skazanych (ponad 75 000 osób), gdyż dla drugiej połowy brak miejsc w celach!

Na dodatek postępowa Komisja Europejska naciska na polskie władze, aby zwiększyły powierzchnię przypadającą na jednego osadzonego: z okrutnych trzech do humanitarnych czterech metrów kwadratowych. Ponieważ drugiej Polski więziennej w krótkim czasie raczej nie uda się zbudować nikomu, trwają przygotowania do wielkiej reformy prawa i całego systemu penitencjarnego. Główne zmiany mają dotyczyć obecnych proporcji dopuszczalnych kar: kary grzywny, kary ograniczenia wolności oraz kary więzienia.

Grzywny stanowią dziś jedną piątą orzekanych kar, podczas gdy w Europie Zachodniej około połowy (we Francji niespełna 40%, ale w Niemczech już prawie 80%). Sędziowie są niezawiśli, jednak podlegają ustawom, te zaś uchwalają posłowie. Symulacje pokazują, że dzięki odpowiednim zmianom w kodeksie karnym odsetek wyroków-grzywien wzrósłby do około 60%, a odsetek kar ograniczenia wolności (przede wszystkim prace społecznie użyteczne) do 20%.

Nowością mają być m. in. kary mieszane (część – odsiadka, część – odpracowanie) oraz mniej kar w zawieszeniu. Nowe mają też być „bodźce" skłaniające skazanego do uiszczenia grzywny. Jeśli będzie zalegał z zapłatą – trafi do Krajowego Rejestru Dłużników, co w praktyce oznacza niemożność wzięcia jakiegokolwiek kredytu. Jeśli całą kwotę zapłaci w terminie, jego personalia po pół roku znikną z Krajowego Rejestru Karnego. Możliwa będzie też sądowa „wymiana barterowa": przeliczenie grzywny lub jej części na nieodpłatne prace na rzecz instytucji publicznej.

Te i inne zmiany (ponoć największe od czasów reformy prawa karnego z 1927 roku) miały wejść w życie od 1 stycznia 2015, ale właśnie dowiaduję się, że są dopiero na etapie komisji sejmowych. Skoro tak, to ja w ramach obywatelskich pomysłów zgłaszam jeszcze dwie sugestie.

Po pierwsze, jako fizyk (z dawnego wykształcenia) proponuję, aby skorzystać ze powszechnych osiągnięć technologicznych XXI wieku i wprowadzić do katalogu kar WIĘZIENIE DOMOWE. Oczywiście tylko za niektóre przestępstwa i po spełnieniu pewnych wyrazistych warunków, ale żeby taka forma kary – dziesięciokrotnie tańsza od tradycyjnego kicia – w ogóle zaistniała ustawowo! Przypomnę: skazanemu zapina się na kończynie elektroniczną bransoletkę, mieszkanie wyposaża w czujniki, i każda próba opuszczenia domostwa szybko kończy się – w konsekwencji – trafieniem delikwenta za prawdziwe kraty.

Po drugie, jako prawodawca wyznaczyłbym nareszcie absolutną kodeksową nieprzekraczalną GRANICĘ-TERMIN dla instytucji aresztu tymczasowego, nadal zwanego często niechlubnym aresztem wydobywczym (wpisz w gugle). Dziś takiej obligatoryjnej granicy nie ma – co oznacza, że podejrzanego można bez sądu pozbawić wolności praktycznie dożywotnio.