„Jestem nacjonalistą!”, wykrzyknął młody publicysta polskiej prawicy. Podczas debaty o ideach sugerował, że mówi coś niegrzecznego. Wypowiadał mimo wszystko słowa banalne. Manifestowanie zewnętrznych oznak independentyzmu ma się w Polsce znakomicie. Pytanie raczej, co się dziś rozumie pod Wielkimi Słowami czy Symbolami. Jedni w debacie, wypowiadając słowa o nacjonalizmie, zaciskają pięści. Inni zapraszają do rozmowy o dziedzictwie, którego warstwy układały prawica, lewica i centrum. 11 listopada 2025 nawet gest wywieszenia polskiej flagi na budynku zwykle kryje skrajnie różne intencje.
Czytaj więcej
„Jak ocenia Pani/Pan organizowany co roku w dniu Narodowego Święta Niepodległości Marsz Niepodległości?” - takie pytanie zadaliśmy uczestnikom sond...
I tak musi być. To właśnie konfliktowe rozumienie słów i symboli zapewnia ich trwałość. Najtrwalsze są wieloznaczne, nacechowane emocjonalnie, zatem historycznie nieprzemijające. Kto marzy o kontemplacyjnym patriotyzmie, nie tyle grzeszy naiwnością, ile próbuje składać Wielkie Słowa czy Symbole do muzeum narodowego. Mnie ten gest nie przeszkadza. Znam jednak wielu, których niskie temperatury debaty doprowadzają do szewskiej pasji.
Większym problemem jest to, że nacjonalistyczne slogany powszechnie brane są za rzeczywistość. „Powiem coś w imię narodu – więc mam rację”. Albo: „Powiem coś w imię narodu – i tak musi być!”. Już prywatnie takie gierki są drażniące, choć można je psychologicznie zrozumieć. Jednak w polityce, szczególnie międzynarodowej, to poprzeczka zawieszona tak nisko, że możemy się o nią potknąć i wybić zęby.
Czytaj więcej
Policja przygotowuje się do obchodów Święta Niepodległości. Szczególnie środki wprowadzone zostaną w Warszawie, gdzie przejdzie Marsz Niepodległośc...
Weźmy Donalda Trumpa. Ostatnio „przyjaciołom” z Polski zapewnia wyłącznie fasadowe uznanie. Wzniosłe „bla-bla” w Białym Domu. Poklepywanie po plecach. I coś ze słownika polskiego nacjonalizmu na osłodę. Tyle. W porównaniu z transatlantyckimi sukcesami sprytnego Victora Orbana to dramatyczne nic. Ostatnio Budapeszt w sprawie sankcji uzyskał od USA przywilej, co jest na korzyść Rosji. Trudno wtedy nie pomyśleć o kilkunastu dronach skierowanych na Polskę.
Ostatecznie nad Wisłą chodzi nam o zapewnienie niepodległości w XXI wieku. 11 listopada, wcześniej i później. Po rozbiorach i okupacjach najważniejsze przykazanie polskiej polityki brzmi: „nie daj się znów wymazać z mapy”. To alfa i omega naszej polityczności. I warunek życia w demokracji. A w tej sprawie chodzi o skuteczność, a nie o branie metafor niepodległości za rzeczywistość. Szczególnie gdy potem przychodzi siedzieć w piątym rzędzie trumpizmu, UE czy NATO.
Przy okazji 11 listopada powiem krótko: Rodacy, stać nas na więcej.