Reklama

Michał Szułdrzyński: Joe Biden wymierzył liberalnej demokracji solidny cios

Ułaskawienie Huntera Bidena przez prezydenta USA to prezent dla populistycznej prawicy, która podważa zaufanie do rządów prawa i wolnych mediów. Decyzja wzmacnia narrację o korupcji elit i rzuca cień na instytucje gwarantujące liberalną demokrację.

Aktualizacja: 02.12.2024 17:01 Publikacja: 02.12.2024 11:54

Joe Biden i Hunter Biden

Joe Biden i Hunter Biden

Foto: AFP

Ułaskawiając swojego syna Huntera, prezydent USA Joe Biden napisał w wydanym oświadczeniu: „Mam nadzieję, że Amerykanie zrozumieją”. Kłopot w tym, że jego decyzja ma konsekwencje znacznie poważniejsze niż zrozumienie lub jego brak ze strony amerykańskich wyborców.

Dlaczego Joe Biden ułaskawił swojego syna Huntera?

Decyzja Joe Bidena po ludzku jest zrozumiała. Dotyczyła człowieka, którego wciągnęła machina wymiaru sprawiedliwości dlatego, że jego ojcem był prezydent Stanów Zjednoczonych. Z tego powodu Hunter Biden został poddany skrupulatnemu badaniu, które wykazało, że gdy kilka lat temu kupował broń, zeznał nieprawdę, oraz że zalegał z podatkami. Prezydent Biden uznał, że każdy inny obywatel z tego powodu nie zostałby skazany. Dlatego stwierdził, że „żadna rozsądna osoba, która przyjrzy się faktom w sprawie Huntera, nie może dojść do innego wniosku, niż to, że został wzięty na cel”.

Oświadczenie Białego Domu o ułaskawieniu Huntera Bidena

Oświadczenie Białego Domu o ułaskawieniu Huntera Bidena

Foto: Reuters

Dlaczego przeciwnicy liberalne demokracji uderzają w zaufanie do rządu, sądów i mediów?

Ale sprawa wykracza znacznie poza kwestie rodzinne. Dotyczy też Partii Demokratycznej, której ustępujący prezydent bardzo zaszkodził. Jest również ciosem wymierzonym całej liberalnej demokracji. Bo to woda na młyn wszystkich spiskowych teorii, które żywią tożsamościowe ruchy polityczne spod znaku alt-right, podważające zaufanie do władz państwowych, wymiaru sprawiedliwości i mediów.

Jak w swej ostatniej książce „Nexus” podkreślał Yuval Noah Harari, to właśnie te instytucje są gwarantami liberalnej demokracji. Media czy sądownictwo stanowią zawór bezpieczeństwa sprawiający, że władza nie będzie arbitralnie naruszać praw i wolności obywateli. Każdy ma w liberalnej demokracji prawo odwołać się od decyzji państwa do niezależnego sądu. Media zaś pełnią funkcję kontrolną, ujawniając nieprawidłowości władzy.

Reklama
Reklama

Joe Biden daje do ręki argumenty tym, którzy uważają, że władza dba o swoje przywileje, wykorzystuje media i wymiar sprawiedliwości (a w tym przypadku prawo łaski) do utrwalania swej przewagi nad masami. I których frustracja doprowadziła do tego, że Donald Trump z tak dużą przewagą wygrał z Kamalą Harris.

Dlatego od lat reżimy autorytarne usiłują pokazywać, że ta wolność mediów, niezależność sądów to fałszywa fasada. Że między rządem, mediami i sądami istnieje tajne porozumienie, którego celem nie jest pomyślność obywateli, ale utrzymanie dominacji skorumpowanych elit, które obywateli chcą wykorzystywać. Tę narracje przeciw liberalnej demokracji przejęły tożsamościowe ruchy polityczne spod znaku alt-right.

Ułaskawienie Huntera Bidena to woda na młyn populistycznej prawicy

Przecież to Trump mówił w kampanii, że rządzi tzw. głębokie państwo (ang. deep state), którego Biden czy Harris są tylko marionetkami. Że prawdziwy wróg jest wrogiem wewnętrznym, że trzeba cały ten układ zniszczyć. Zaś jego bliski doradca Elon Musk przekonywał, że media kłamią, a dotychczasowy model mediów należy zastąpić platformami społecznościowymi, jak choćby jego X (dawniej Twitter). To właśnie użytkownikom X gratulował Musk zwycięstwa Trumpa, pisząc: „To wy jesteście prawdziwymi mediami”.

Czytaj więcej

Fenomen kandydata Republikanów. Trump podbił całą Amerykę

I oto nagle Joe Biden wykonuje ruch, który idealnie wpisuje się w tę narrację. Daje do ręki argumenty wszystkim tym, którzy uważają, że władza dba o swoje przywileje, wykorzystuje media i wymiar sprawiedliwości (a w tym przypadku prawo łaski) do utrwalania swej przewagi nad masami. Masami, których frustracja doprowadziła do tego, że Donald Trump z tak dużą przewagą wygrał z Kamalą Harris. Tyle tylko, że implikacje tego, co dzieje się w najważniejszej demokracji świata, wykraczają poza amerykańską politykę. Biden wymierzył cios liberalnej demokracji w skali globalnej, bo populistyczne alt-rightowe partie z całego świata patrzą na Trumpa, J.D. Vance’a czy Muska jako na wzór do naśladowania i źródło inspiracji w tożsamościowych kontrrewolucjach we własnych krajach. Nic więc dziwnego, że Trump natychmiast skomentował decyzję Bidena, nazywając ją nadużyciem. 

Opinie polityczno - społeczne
Marek Kutarba: Zajęcie połowy Opolszczyzny zajęłoby Rosjanom rok
felietony
Marek A. Cichocki: Czy ostatnie 35 lat rozwoju okażą się tylko epizodem w historii Polski?
felietony
Jerzy Surdykowski: Weto prezydenta do DSA. Czy nie lepiej przecie pisać to w klozecie?
Opinie polityczno - społeczne
Hubert Salik: Przejęcie Grenlandii w amerykańskim kinie gangsterskim
Opinie polityczno - społeczne
Piotr Kłodziński: Selekcja negatywna w rządzie. Dlaczego państwo odrzuca najsprawniejszych ludzi?
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama