Marek Migalski: PiS na tropie nowego Andrzej Dudy

Jarosław Kaczyński woli postawić w wyborach prezydenckich na kandydata, który przegra, niż wskazać potencjalnego zwycięzcę lub nawet przegranego z dobrym wynikiem, który ukradnie mu partię.

Publikacja: 26.06.2024 04:30

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński przemawia na konwencji Prawa i Sprawiedliwości w P

Prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński przemawia na konwencji Prawa i Sprawiedliwości w Pułtusku.

Foto: PAP

W spekulacjach, kogo PiS wystawi w wyścigu prezydenckim, pomija się jedną najważniejszą rzecz, a mianowicie to, że dla Jarosława Kaczyńskiego o wiele ważniejsze niż zwycięstwo w nim jest to, jak zachowa się po wyborach pisowski nominat i jakie będzie miało to konsekwencje dla pozycji prezesa w partii oraz na prawicy. Mówiąc wprost – Kaczyński woli przegrać w tych wyborach, niż postawić na kandydata, który w przypadku wygranej (lub przegranej) ukradnie mu jego formację lub ograniczy wpływy na całej scenie politycznej. Dlatego właśnie szuka nowego Andrzeja Dudy – nie kogoś, jak się mylnie mniema, kto może wygrać, ale przede wszystkim kogoś, kto będzie powolny, pozbawiony politycznych talentów i nie zagrozi jego pozycji w partii i poza nią.

Dlaczego Andrzej Duda był doskonałym wyborem PiS

Obecny prezydent był doskonałym wyborem prezesa PiS, bo okazał się takim, jakim chciał go widzieć Kaczyński: słaby psychicznie, niesamodzielny intelektualnie, lojalny oraz – najważniejsze – niezagrażający pozycji prezesa w partii. W ciągu swych dwóch kadencji sprzeciwił się swemu politycznemu mentorowi dosłownie kilka razy. Raczej się na niego dąsał, niż działał przeciwko. Nie uprawiał realnej polityki – raczej autoterapię. Nie był głową państwa, a jedynie odgrywał tę rolę. Stąd brały się te wszystkie teatralne gesty, które weszły już do „memosfery”, operowe miny, nadęcia, wypowiedzi o sobie jako niezłomnym i twardym. Duda przez dziesięć lat uczestniczył w psychodramie, którą sam sobie napisał i w której obsadził siebie w głównej roli antycznego bohatera. Realną politykę zostawił Kaczyńskiemu. Nie dlatego, że tak się umówili, ale z tego powodu, że prezes PiS trafnie dostrzegł w nim już w 2014 roku te wszystkie narcystyczne cechy i niedojrzałość intelektualną oraz mentalną. I się nie pomylił.

Czytaj więcej

Kaczyński wymyśla lepszego Dudę

Ponadto obecny prezydent był wówczas człowiekiem złamanym. To tajemnica tego, dlaczego Kaczyński postawił w 2015 roku na niego oraz na Beatę Szydło. Ta dwójka cztery lata wcześniej „zdradziła” swego politycznego bossa, czyli Zbigniewa Ziobrę. Gdy został wyrzucony w 2011 roku z PiS, wszyscy „ziobrzyści”, czyli ludzie zawdzięczający mu wejście i obecność w polityce, poszli za nim i utworzyli Solidarną Polskę. Jednymi z niewielu, którzy tego nie zrobili i wybrali wierność Kaczyńskiemu, byli właśnie Duda i Szydło. Oto tajemnica ich karier – byli „zdrajcami” i dlatego właśnie prezes PiS im wierzył, dlatego mógł na nich postawić, dlatego był pewien, że są odpowiednimi ludźmi.

Szukanie „nowego Dudy” nie oznacza więc rozglądanie się za kimś, kto potrafi wygrywać wybory, ale za kimś z przetrąconym kręgosłupem, pozbawionym talentów politycznych i charakteru. To musi być ktoś, kto po wygranej (lub przegranej) nie odbierze Kaczyńskiemu partii, nie założy swojej. Ktoś do bólu lojalny – przez brak wyobraźni politycznej, skazę mentalną, ograniczenia intelektualne.

Prezydentura Tuska lub Kaczyńskiego jest mniej groźna niż silny konkurent w PiS

Kiedy więc zaczynamy spekulować o potencjalnych kandydatach PiS na prezydenta, te refleksje powinny nam towarzyszyć. Tak, Kaczyński chętnie pokonałby w tych wyborach reprezentanta koalicji rządowej, ale nie za wszelką cenę. Z jego puntu widzenia prezydentura Rafała Trzaskowskiego czy nawet Donalda Tuska jest mniej groźna niż kradzież jego partii przez zwycięskiego lub pokonanego kandydata PiS. To jego koszmar senny, nie przetrzymanie dwóch lat w opozycji do nowego rządu i prezydenta z KO.

Czytaj więcej

PiS chce postawić w wyborach prezydenckich na niezgranego polityka. Czy to jest nowy Duda?

Dlatego rozważając kandydatury Mateusza Morawieckiego, Beaty Szydło, Patryka Jakiego (sic!) czy Tobiasza Bocheńskiego, zaproponowaną perspektywę warto mieć przede wszystkim na uwadze. Z punktu widzenia Kaczyńskiego nie chodzi o kto, kto ma większe szanse na wygraną, lecz kto ma mniejsze skłonności do rzucenia mu rękawicy i odebrania rządu dusz na prawicy. Jak widać, z wymienionych polityków najbliższy ideałowi prezesa PiS byłby ten ostatni. Nie oznacza to, że to właśnie on ostatecznie będzie reprezentował największą partię opozycyjną w przyszłorocznej elekcji, ale o to, że musi to być ktoś taki.

Przewidując, kogo Kaczyński wyśle do walki o stanowisko głowy państwa, nie należy kierować się politologicznymi teoriami czy PR-owskimi wskazaniami. Trzeba wejść do głowy, odkryć jego modus operandi i dostrzec, co leży w jego osobistym interesie. Inaczej skazani będziemy na śmieszność. 

W spekulacjach, kogo PiS wystawi w wyścigu prezydenckim, pomija się jedną najważniejszą rzecz, a mianowicie to, że dla Jarosława Kaczyńskiego o wiele ważniejsze niż zwycięstwo w nim jest to, jak zachowa się po wyborach pisowski nominat i jakie będzie miało to konsekwencje dla pozycji prezesa w partii oraz na prawicy. Mówiąc wprost – Kaczyński woli przegrać w tych wyborach, niż postawić na kandydata, który w przypadku wygranej (lub przegranej) ukradnie mu jego formację lub ograniczy wpływy na całej scenie politycznej. Dlatego właśnie szuka nowego Andrzeja Dudy – nie kogoś, jak się mylnie mniema, kto może wygrać, ale przede wszystkim kogoś, kto będzie powolny, pozbawiony politycznych talentów i nie zagrozi jego pozycji w partii i poza nią.

Pozostało 84% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Michał Szułdrzyński: Kukiz z Ardanowskim. Mały sojusz, który może wstrząsnąć wielkimi planami Kaczyńskiego i PiS
Opinie polityczno - społeczne
Joanna Ćwiek-Świdecka: Czym różni się Jarosław Kaczyński od Janusza Korczaka?
Opinie polityczno - społeczne
Daniel Jankowski: W upamiętnianiu powstania warszawskiego nie chodzi o spieranie się, czy było warto
felietony
Gambit Emmanuela Macrona i polskie karpie cieszące się na Wigilię
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kozubal: Rzeź wołyńska w naszych głowach
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą