Marek Migalski: Kto dał zwycięstwo opozycji? Exit polle nie pozostawiają wątpliwości

Zakończona kampania i wybory parlamentarne obaliły kilka mitów obecnych w naszej przestrzeni społecznej od lat oraz takich, które zaistniały niedawno. Warto przyjrzeć im się bliżej.

Publikacja: 16.10.2023 10:15

Polacy nie są zmęczeni duopolem. Przed czterema laty na PiS i PO oddano łącznie 71 proc. ważnie odda

Polacy nie są zmęczeni duopolem. Przed czterema laty na PiS i PO oddano łącznie 71 proc. ważnie oddanych głosów, wczoraj bardzo podobnie

Foto: PAP/Darek Delmanowicz

Nie chcemy wcale merytorycznej debaty i ambitnych programów

Pierwszy mit dotyczy frekwencji. Przed każdą elekcją tabuny komentatorów biadolą nad tym, że ostrość sporu politycznego na pewno odstraszy wyborców i możemy spodziewać się wyjątkowo niskiego ich udziału w akcie głosowania. Rzeczywistość co kilka lat ośmiesza ich „prognozy”, co nie przeszkadza im przed następnymi elekcjami głosić je jeszcze intensywniej. Nie było w historii pokomunistycznej Polski brutalniejszej kampanii niż zakończona wczoraj i – jednocześnie – nie było wyższej frekwencji.

Czytaj więcej

Wybory parlamentarne. Polacy wybrali Sejm i Senat. Są ostateczne wyniki wyborów

Może już czas wyciągnąć z tego oczywiste (wydawałoby się) wnioski, a mianowicie takie, że im ostrzejsza rywalizacja, im bardziej gorszące sceny w studiach telewizyjnych, im wulgarniejsze słowa padające między politykami, tym zainteresowanie takim sporem większe. Tak jest w polityce, bo tak jest we wszystkich dziedzinach życia, co może potwierdzić każdy dziennikarz prowadzący programy publicystyczne czy reżyser produkujący filmy. Ludzie deklarują, że chcą merytorycznej debaty i ambitnych produkcji filmowych, ale w rzeczywistości trwają przy ekranach, gdy widzą jatkę w studiu telewizyjnym lub w sali kinowej. Tacy po prostu jesteśmy.

Dlaczego tak lubimy, jak politycy nas czymś straszą

Z tym związany jest drugi mit – o konieczności prowadzenia pozytywnej kampanii i unikania negatywnej. Nie było po 1989 roku sporu politycznego, w którym tyle miejsca zajęłoby straszenie, a tak mało proponowanie czegoś pozytywnego. I znów spotkało się to z narzekaniem komentariatu, któremu duże partie rzuciły jako ochłap jakieś programy (w niektórych wypadach było to nawet sto konkretów). Jednak jeśli przypatrzymy się przebiegowi całej kampanii, to zauważymy, że była ona przede wszystkim negatywna.

Przodowało w tym oczywiście PiS, które straszyło uchodźcami, Niemcami, „brukselczykami”, wyprzedażą majątku narodowego, wojną domową itp. Opozycja także odwoływała się do naszych lęków: polexitu, dyktatury Kaczyńskiego, załamania gospodarki – wszystko to w przypadku pozostania Zjednoczonej Prawicy przy władzy.

Bycie nadwrażliwym na niebezpieczeństwa bywało na afrykańskiej sawannie opłacalne przed setkami tysięcy lat i ta skłonność dostrzegania wszędzie potencjalnych zagrożeń pozostała z nami aż do dziś

Strach ma długą historię, liczoną w milionach lat ludzkiej i przedludzkiej ewolucji, oraz – jak widać – świetlaną polityczną przyszłość. Bycie nadwrażliwym na niebezpieczeństwa bywało na afrykańskiej sawannie opłacalne przed setkami tysięcy lat i ta skłonność dostrzegania wszędzie potencjalnych zagrożeń pozostała z nami aż do dziś. Zwracają na to uwagą neurobiolodzy czy psychologowie ewolucyjni. Nie dziwi fakt, że najsłynniejszym politycznym spotem w historii światowych kampanii wyborczych jest krótki filmik „Daisy” (stokrotka), straszący bombą atomową, wyemitowany tylko jeden jedyny raz podczas rywalizacji o urząd amerykańskiego prezydenta w 1960 roku. To nie przypadek – negatywne przekazy były i będą zasadniczą treścią każdej kampanii wyborczej (ku utrapieniu zbolałych komentatorów).

To nie kobiety zdecydowały o wygranej opozycji

Trzeci mit jest zupełnie nowy i pojawił się dopiero kilka tygodni temu. Brzmiał on następująco: „o wyborach zdecydują kobiety”. W podtekście – tylko ich mobilizacja może odsunąć PiS od władzy. Próbowałem walczyć z tym seksistowskim oraz nie opartym na żadnych faktach przekonaniem, ale bez efektu. Stał się on niemal oczywistością głoszoną wszem i wobec.

Gdyby chcieć powiedzieć coś naprawdę trafnego o tym, kto dał zwycięstwo opozycji, to należałoby stwierdzić, że zrobili to młodzi, wykształceni, z większych ośrodków miejskich

Co pokazały nam exit polle? Że udział kobiet w głosowaniu był tylko minimalnie wyższy niż mężczyzn, co jest wynikiem nie tego, że są one bardziej aktywne, ale po prostu jest ich więcej (zwłaszcza w starszej populacji, bo mężczyźni umierają o osiem lat wcześniej). A rozkład głosów? Prawie identyczny jak u „brzydkiej płci” – gdyby głosowały tylko kobiety, PiS także by wygrało. Jedyne znaczące odchylenie zanotowaliśmy w przypadku Konfederacji (co zresztą było wiadomo od zawsze). Zatem kryterium płciowe jest faktorem irrelewantnym. Odwrotnie do kategorii wiekowej, związanej z wykształceniem czy miejscem zamieszkania.

Gdyby chcieć powiedzieć coś naprawdę trafnego o tym, kto dał zwycięstwo opozycji, to należałoby stwierdzić, że zrobili to młodzi, wykształceni, z większych ośrodków miejskich. Gdyby tylko oni pojawiliby się w lokalach wyborczych, to Koalicja Obywatelska miałaby samodzielną większość, a cała opozycja większość konstytucyjną. Czego nie da się powiedzieć o przypadku, gdyby głosowały tylko kobiety. Należy wyrazić nadzieję, że ten seksistowski i po prostu niemądry mit zniknie z naszej debaty publicznej tak samo szybko, jak się w niej pojawił.

Polacy nie są zmęczeni duopolem PO-PiS – wprost przeciwnie

Wreszcie mit ostatni – o zanikaniu duopolu PO-PiS. O ile zrozumiałe było wieszczenie go przez liderów pozostałych partii politycznych, o tyle dostrzeganie go na horyzoncie politycznym przez naukowców z tytułami i stopniami naukowymi oraz publicystów i dziennikarzy już takie nie było.

Czytaj więcej

Michał Szułdrzyński: PiS się przeliczył i obudził olbrzyma. Kto wziął udział w referendum?

Nie, Polacy nie są zmęczeni duopolem – wprost przeciwnie: chętnie w nim tkwią. Przed czterema laty na PiS i PO oddano łącznie 71 proc. ważnie oddanych głosów, wczoraj bardzo podobnie. Duopol, który dominuje w polskiej polityce od 2005 roku, ma się dobrze i nic nie wskazuje na to, by miał się skończyć.

Jarosław Kaczyński i Donald Tusk nadal skupiają uwagę i emocje większości wyborców i tak pozostanie w najbliższej przyszłości. W zgodzie bowiem z wymyśloną przeze mnie przed laty zasadą, iż w polityce gdzie dwóch się bije, tam obaj korzystają, Polacy przede wszystkich zwracają uwagę na spór na linii PiS-PO, mniej skupiając się na słabszych graczach. Warto zatem porzucić także i ten mit – mit o kończeniu się tego duopolu.

Autor

Marek Migalski

Politolog, profesor Uniwersytetu Śląskiego

Nie chcemy wcale merytorycznej debaty i ambitnych programów

Pierwszy mit dotyczy frekwencji. Przed każdą elekcją tabuny komentatorów biadolą nad tym, że ostrość sporu politycznego na pewno odstraszy wyborców i możemy spodziewać się wyjątkowo niskiego ich udziału w akcie głosowania. Rzeczywistość co kilka lat ośmiesza ich „prognozy”, co nie przeszkadza im przed następnymi elekcjami głosić je jeszcze intensywniej. Nie było w historii pokomunistycznej Polski brutalniejszej kampanii niż zakończona wczoraj i – jednocześnie – nie było wyższej frekwencji.

Pozostało 92% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Joanna Ćwiek-Świdecka: Czym różni się Jarosław Kaczyński od Janusza Korczaka?
Opinie polityczno - społeczne
Daniel Jankowski: W upamiętnianiu powstania warszawskiego nie chodzi o spieranie się, czy było warto
felietony
Gambit Emmanuela Macrona i polskie karpie cieszące się na Wigilię
Opinie polityczno - społeczne
Marek Kozubal: Rzeź wołyńska w naszych głowach
Materiał Promocyjny
Mazda CX-5 – wszystko, co dobre, ma swój koniec
Opinie polityczno - społeczne
Przemysław Prekiel: Dla Ukraińców nigdy nie było dobrego czasu, by uczcić ofiary Wołynia
Materiał Promocyjny
Branża bankowa gorszy okres ma za sobą