Anna Kwiatkowska: Zeitenwende, czyli jak Ukraina staje się dla Niemiec nową Rosją

W projekt Zeitenwende, rozumiany jako modernizacja RFN i wzmocnienie jej potęgi gospodarczo-politycznej, mogą zostać wpisane odbudowa Ukrainy i nawiązanie z nią strategicznego partnerstwa. Zyskałby na tym nie tylko Kijów, ale też i Berlin, który wobec ogromu przedsięwzięcia zdobędzie potężny impuls rozwojowy.

Publikacja: 26.09.2023 03:00

W projekt Zeitenwende, rozumiany jako modernizacja RFN i wzmocnienie jej potęgi gospodarczo-politycz

W projekt Zeitenwende, rozumiany jako modernizacja RFN i wzmocnienie jej potęgi gospodarczo-politycznej, mogą zostać wpisane odbudowa Ukrainy i nawiązanie z nią strategicznego partnerstwa. Na zdjęciu Olaf Scholz i Wołodymyr Zełenski, Berlin, maj 2023 r.

Foto: PAP/EPA

Deklaracja kanclerza Olafa Scholza rozpoczęcia nowej ery w polityce, która padła trzy dni po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 r., rozbudziła wiele nadziei. Tę nadzieję i wiarę w zmianę strategii, a nawet całej kultury strategicznej RFN dało się zauważyć zwłaszcza w Europie Wschodniej i Środkowej oraz w USA, gdzie dotychczasowa polityka Niemiec budziła wiele wątpliwości.

Wiadomo dziś, że doraźna niemiecka decyzja o „zwrocie” (Zeitenwende) podyktowana była nie tylko napaścią Rosji, lecz także przeświadczeniem o szybkim upadku Ukrainy i w związku z tym obawą o konieczność zmierzenia się z agresywną Rosją stojącą u bram UE. Oprócz doraźnych istniały jednak głębsze przyczyny ogłoszenia „nowej ery” i zmian w kursie Berlina, a wynikały one z prostej konstatacji: kto prowadzi politykę bezalternatywną, czyli nie ma planu B, a co gorsza – nie weryfikuje strategicznych założeń swojego planu A, ten w razie fiaska pierwotnego projektu musi ogłaszać zwrot totalny.

Nitki Nord Streamu

Na pytanie, na czym skupiały się polityka i biznes Niemiec w ich postrzeganiu wschodu Starego Kontynentu – również po zjednoczeniu państwa i nawet po rozszerzeniu UE w 2004 r. – odpowiedź brzmi: na Rosji. W ich myśleniu strategicznym dominowały Rosja i jej surowce naturalne, Rosja i jej mityczny – w sensie rzekomego ogromnego potencjału – rynek i wreszcie: Rosja oraz jej poczucie bezpieczeństwa i percepcja zagrożeń. Właśnie priorytetowe traktowanie interesów z Rosją należy uznać za zasadniczy błąd niemieckiej strategii z punktu widzenia Polski oraz państw bałtyckich. Nadanie pierwszeństwa tym interesom oznaczało bowiem, że państwo trzecie, niezwiązane z Berlinem kluczowymi sojuszami w UE i NATO, miało więcej do powiedzenia w kształtowaniu polityki Niemiec niż ich najbliżsi sprzymierzeńcy i partnerzy, a niemieckie interesy uważano za nadrzędne.

Czytaj więcej

Prezydent Ukrainy i kanclerz Niemiec wzywają do przedłużenia umowy zbożowej

Sytuacja, w jakiej znalazła się Polska – ale też Litwa, Łotwa i Estonia – zakrawała na absurd. Wdzięczna pamięć o Niemczech jako adwokacie i orędowniku członkostwa RP w NATO, a następnie w UE, była nadal żywa, gdy w 2005 r. ogłoszono decyzję o budowie gazociągu Nord Stream 1. Wbrew uzasadnionemu sprzeciwowi państw regionu projekt ten nie tylko konsekwentnie realizowano, lecz także przedstawiano jako przedsięwzięcie bez znaczenia politycznego, a gospodarczo korzystne dla całej Unii. Głębokiej weryfikacji swojej strategii Berlin nie przeprowadził nawet po aneksji Krymu, która wydawała się niepodważalnie dowodzić poważnego kryzysu bezpieczeństwa w Europie. Jednocześnie bezkrytyczna wiara w budowanie współzależności i opcja oparcia niemieckiej transformacji energetycznej na rosyjskim gazie zyskały na znaczeniu, zamiast je całkowicie utracić. W konsekwencji umowa o budowie kolejnych nitek Nord Stream została podpisana, a przekonanie Polaków, że ich najważniejszy sojusznik w Europie prowadzi politykę podważającą bezpieczeństwo RP, utrwaliło się.

Błyskawiczne zmiany

W reakcji na wybuch pełnoskalowej wojny 24 lutego 2022 r., który unaocznił porażkę niemieckiego planu A, kanclerz Scholz ogłosił bezprecedensowe decyzje o zmianach w polityce wewnętrznej i zagranicznej RFN. Po pierwszym roku trwania „nowej ery” można z pewnością stwierdzić, że w Niemczech doszło do zmian mentalnościowych, a także do namacalnych, radykalnych reform w wybranych sferach. Zarówno jedne, jak i drugie dokonały się jednak tylko w tych obszarach, które zdefiniowano jako nieodzowne, a poniechanie reorientacji zagrażałoby bezpieczeństwu państwa i obywateli. Mówimy więc o: 1) poszerzeniu wyobraźni, tj. konstatacji, że nawet niewyobrażalne scenariusze mogą się ziścić, dlatego trzeba się na nie przygotowywać (np. Niemcy – jak każde inne państwo – mogą być szantażowane przez Rosję) oraz 2) o przeforsowaniu reform, głównie w sferze energetycznej (np. zastąpieniu rosyjskiego gazu i tras jego przesyłu surowcem LNG pochodzącym z pływających i ze stacjonarnych gazoportów), co – jak na warunki wojenne – przeprowadzono (na razie częściowo) w błyskawicznym tempie i z użyciem ogromnych środków.

Zasadniczej ewolucji mentalnościowej nie zauważymy za to choćby w kwestii rozliczeń z dotychczasową polityką oraz ścigania i ukarania odpowiedzialnych np. za kreowanie jej pod dyktando – a co najmniej pod wpływem – Gazpromu. Także inwestycje w odbudowę Bundeswehry zaraz po odparciu przez Ukraińców ataku wroga w pierwszych tygodniach rosyjskiej inwazji przestały być postrzegane jako kluczowe i niezbędne. Jako nienewralgiczne nie będą cieszyły się pierwszeństwem na liście celów, które trzeba osiągnąć z „niemiecką szybkością”, jaką chwalił się Scholz przy urzeczywistnianiu projektów pływających gazoportów LNG.

Namacalnych zmian nie widać też w podejściu do państw Europy Środkowej i Wschodniej oraz postulatu ich partnerskiego traktowania. Okazało się, że kraje te lepiej percypowały i oceniały strategię Rosji, a także słusznie postrzegały USA jako jedynego gwaranta europejskiego bezpieczeństwa. Z uznania wyższości ich ekspertyzy i postępowania przez część elity politycznej w Niemczech nie wyciągnięto konsekwencji w postaci brania pod uwagę w wystarczającym zakresie zdania państw bałtyckich czy Polski w kreowaniu obecnego kursu Berlina (vide np. kwestia członkostwa Ukrainy w NATO czy kształtowania nowej europejskiej polityki wobec Rosji).

Trudno nie ulec wrażeniu, że Niemcy nadal oferują państwom regionu Europy Środkowej i Wschodniej w najlepszym przypadku „opiekę” i ewentualnie „pomoc” w reprezentowaniu ich interesów zamiast równego, partnerskiego podejścia. W wielu krajach odczytuje się to jako ubezwłasnowolniający paternalizm. Notabene na takie traktowanie skarżą się w samej RFN także mieszkańcy wschodnich landów oraz Niemcy z korzeniami migracyjnymi. Można więc postawić hipotezę, że jest to pewnego rodzaju modus operandi, często wykorzystywany przez niemieckich polityków.

Polityka „Russia First”

W średniej i dłuższej perspektywie gabinet SPD–Zieloni–FDP wprzęgnie prawdopodobnie pojęcie Zeitenwende do swojego programu głębokiej reformy państwa zawartego w umowie koalicyjnej. Nowo opakowane priorytety Niemiec – osiągnięcie zeroemisyjności gospodarki, przyspieszanie transformacji cyfrowej czy poluzowanie zależności inwestycyjnych i eksportowych – będą reklamowane jako koło zamachowe budowania siły ekonomicznej, a przez to także politycznej. Zamysł ten opiera się na przekonaniu, że każdy kryzys to dobry pretekst do przeprowadzenia uciążliwych i kosztownych zmian. Bezprecedensowy wzrost notowań AfD pokazuje, jak bardzo są one uciążliwe i kosztowne oraz jak bardzo polaryzują niemieckie społeczeństwo.

Koncepcja opowieści przekształcającej Zeitenwende w „nadreformę”, „reformę wszystkich reform” i koło zamachowe niemieckiego rozwoju ma wiele zalet z punktu widzenia decydentów, którzy muszą zarządzać procesem głębokiej zmiany w kraju. Po pierwsze, może ona pozwolić na łatwiejsze (choć nadal trudne) zdobycie poparcia społecznego dla przeobrażeń, które będą wymagały licznych wyrzeczeń. Po drugie, pozwoli na odsunięcie na dalszy plan niewygodnych kwestii bardzo popularnych na początku rosyjskiej inwazji, kiedy to dyskusja koncentrowała się na niemieckich błędach w polityce bezpieczeństwa (zaniedbanie Bundeswehry), zagranicznej (polityka „Russia first”, podobieństwo stopnia uzależnienia gospodarczego od Rosji i Chin) i energetycznej (coraz głębsza zależność od rosyjskiego reżimu). Będzie to skutkowało nie tylko pojawieniem się możliwości wyciszenia postulatów rozliczenia się z tych strategicznych pomyłek i z zaniechań stworzenia rozwiązań alternatywnych. Da też pretekst do nieskupiania się na sprawach definiowanych jako już nie najpilniejsze, np. reformie Bundeswehry i polityki bezpieczeństwa. Nie zostaną one zarzucone, ale tempo ich realizacji spadnie do tempa korekt dotychczasowego modelu.

Po trzecie wreszcie, RFN liczy, że dzięki przeobrażeniom, na których się skoncentruje – rewolucji cyfrowej i energetycznej, znajdowaniu nowych źródeł rozwoju gospodarczego i dostosowywaniu się do nowego wzorca globalizacji z newralgiczną rolą Chin – wzmocni się gospodarczo. Pozwoli jej to kontynuować przejmowanie przywództwa w UE, którą chce przekształcić w jedną z potęg regionalnych, jakie w „nowym wielobiegunowym porządku międzynarodowym” mają zarządzać ładem na świecie.

Ukraiński impuls

W projekt Zeitenwende, rozumiany jako modernizacja RFN oraz wzmocnienie jej potęgi gospodarczej i politycznej, mogą też zostać wpisane odbudowa Ukrainy i nawiązanie z nią swoistego strategicznego partnerstwa. Doraźnie Berlin będzie wspierać Kijów, stosując swoją stałą metodę udzielania pomocy rozwojowej na całym świecie. Zasada win-win, zgodnie z którą korzystają na tym zarówno państwa beneficjenci, jak i niemieckie firmy, sprawi, że zyskałaby nie tylko Ukraina, lecz także Niemcy, które wobec ogromu przedsięwzięcia – w końcu mówimy o odbudowie państwa – zdobędą potężny impuls rozwojowy.

Długofalowo ten „ukraiński” impuls może zastąpić wielu niemieckim podmiotom ich marzenia o impulsie „rosyjskim”, czyli o mitycznym potencjale rosyjskiego rynku. W tym sensie Ukraina może stać się dla Niemiec „nową Rosją” (nie mylić z marzeniem Putina o Noworosji), z którą współpraca zapewni im przewagi, jakie dawała i miała dać rzekoma współzależność energetyczna i kooperacja z Federacją Rosyjską – a nawet więcej. Ukraina prawdopodobnie chętnie – bo z korzyścią dla siebie – podejmie się odgrywania ważnej roli we wzmacnianiu politycznego i gospodarczego znaczenia Niemiec. Nie oznacza to oczywiście, że Berlin zrezygnuje w ogóle ze współdziałania z Moskwą, zwłaszcza jeśli ta zawróci z obecnej neoimperialnej drogi „rozwoju”.

Dr Anna Kwiatkowska jest kierowniczką zespołu Niemiec i Europy Północnej w Ośrodku Studiów Wschodnich

Tekst jest fragmentem raportu Ośrodka Studiów Wschodnich pt. „W poszukiwaniu straconego czasu. Niemcy w erze Zeitenwende”

Anna Kwiatkowska

Anna Kwiatkowska

mat. pras.

Deklaracja kanclerza Olafa Scholza rozpoczęcia nowej ery w polityce, która padła trzy dni po rosyjskiej inwazji na Ukrainę w 2022 r., rozbudziła wiele nadziei. Tę nadzieję i wiarę w zmianę strategii, a nawet całej kultury strategicznej RFN dało się zauważyć zwłaszcza w Europie Wschodniej i Środkowej oraz w USA, gdzie dotychczasowa polityka Niemiec budziła wiele wątpliwości.

Wiadomo dziś, że doraźna niemiecka decyzja o „zwrocie” (Zeitenwende) podyktowana była nie tylko napaścią Rosji, lecz także przeświadczeniem o szybkim upadku Ukrainy i w związku z tym obawą o konieczność zmierzenia się z agresywną Rosją stojącą u bram UE. Oprócz doraźnych istniały jednak głębsze przyczyny ogłoszenia „nowej ery” i zmian w kursie Berlina, a wynikały one z prostej konstatacji: kto prowadzi politykę bezalternatywną, czyli nie ma planu B, a co gorsza – nie weryfikuje strategicznych założeń swojego planu A, ten w razie fiaska pierwotnego projektu musi ogłaszać zwrot totalny.

Pozostało 89% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie polityczno - społeczne
Zuzanna Dąbrowska: Koniec wojny to koniec rządu w Izraelu. Dlatego wojna trwa
Opinie polityczno - społeczne
Tomasz Krzyżak: Puchnący budżet Sejmu
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Czarna dziura w świadomości Zachodu
Opinie polityczno - społeczne
Michał Kolanko: Dlaczego kampania w USA jest niczym zastępcze wybory w Polsce
Materiał Promocyjny
Mała Księgowość: sprawdzone rozwiązanie dla małych i średnich przedsiębiorców
Opinie polityczno - społeczne
Paweł Łepkowski: Kamala Harris może być większym kłopotem dla demokratów niż Joe Biden