Kamila Gasiuk-Pihowicz z Koalicji Obywatelskiej lansuje się z rolnikami na dożynkach, lamentując na Twitterze, że hodowcom jest coraz ciężej. Ta sama Gasiuk-Pihowicz swego czasu ochoczo głosowała za „piątką dla zwierząt” – skrajnym projektem PiS, który oznaczałby gigantyczne problemy dla hodowców właśnie, gdyby po kryzysie w koalicji nie trafił do sejmowej zamrażarki.
Janusz Cieszyński, minister cyfryzacji, ogłasza, że w mObywatelu – aplikacji z dokumentami cyfrowymi – będzie można oglądać mecze polskiej reprezentacji (po rozwalcowaniu nas przez Albanię wydaje mi się, że to średni materiał na kiełbasę wyborczą). Państwo ma się zatem zająć czymś, do czego w ogóle nie jest powołane, korzystając z instrumentu, który ma służyć zupełnie czemu innemu.
A to tylko dwa przykłady z pierwszych godzin poniedziałku.
Czytaj więcej
"Jarosław Kaczyński wymyślił sobie referendum w dniu wyborów parlamentarnych, aby bez przerwy na ciszę wyborczą atakować Donalda Tuska" - mówi Zuza...
Poniedziałek, jak wiadomo, następuje po sobocie (nie bezpośrednio, rzecz jasna), a w sobotę obrodziło nam dobrem wszelakim. Zjednoczona Prawica przedstawiła jeden nowy punkt, za to mocny, bo w perspektywie dobijający już kompletnie polski system emerytalny, czyli kryterium stażowe przejścia na emeryturę, stworzone w całkowitym oderwaniu od demograficznych i finansowych realiów. Poza tym powtórzyła swoje „konkrety”, wśród których jest gomułkowskie zarządzanie handlem, czyli „lokalna półka”. W następnym kroku na Nowogrodzkiej powinien zostać powołany Centralny Kumitet (właśnie tak: kumitet) Ustalania Cen Narodowych.
Donald Tusk przelicytował liczbą pomysłów. Próżno jednak wśród jego 100 konkretów szukać czegokolwiek o problemach takich jak ustabilizowanie polskiego budżetu – w ogóle o kosztach całości tego zestawu propozycji nic nie wiemy. Nie ma nic o najważniejszym wyzwaniu polskiej polityki zagranicznej – relacjach z Ukrainą. Nie ma nic o polityce migracyjnej, choć znalazł się tam wątek afery wizowej.
PiS i PO milczą w sprawie polityki klimatycznej UE
Zaś oba największe ugrupowania konsekwentnie milczą w sprawie nadchodzących dramatycznych dla Polski konsekwencji unijnej polityki klimatycznej. Powody tego milczenia nietrudno zrozumieć. PiS milczy, ponieważ to Mateusz Morawiecki przyklepał wszystkie radykalne klimatyczne pomysły, z Fit For 55 na czele. Platforma milczy, ponieważ klimatyzm niesie na sztandarach, Rafał Trzaskowski na Campusie Polska grzmiał o „klimatycznej katastrofie”, a ten element polityki UE nigdy nie był przez PO w najmniejszym stopniu kontestowany.
Czytaj więcej
Jednym z filarów zrównoważonego rozwoju jest poprawa efektywności energetycznej: uzyskanie w naszym otoczeniu, domach i firmach, mniejszego zużycia...
I to jest w tej kampanii największych ugrupowań najbardziej ordynarna luka, bo poza wojną w Ukrainie – do której zresztą też brak odniesień – nic nie będzie mieć na nasz kraj większego wpływu w najbliższych latach. Elementy Fit For 55 zaczynają już wchodzić w życie. Za trzy lata zaczną obowiązywać pierwsze elementy dyrektywy EPBD o charakterystyce energetycznej budynków. Za zaledwie cztery lata wchodzi nowy system handlu emisjami w ramach ETS2, który każde polskie gospodarstwo będzie kosztował tysiące złotych rocznie. I co? I nic. Tematu nie ma.
Tak się, proszę państwa, robi wyborcę w balona.