Jedną z naszych najbardziej fatalnych cech narodowych jest zdziecinnienie. Chorobliwy brak samodzielności, myślenie życzeniowe, emocjonalne rozchwianie, postrzeganie świata wyłącznie w czarno-białych barwach, kompletne upośledzenie „zmysłu tragiczności”, od posiadania którego zależy przetrwanie w świecie dorosłych narodów i państw – wszystkie te objawy genetycznego zdziecinnienia dają o sobie znać wyraźniej niż kiedykolwiek od czasu wybuchu wojny w Ukrainie. 

A jedną z wad, z których z wiekiem należałoby wyrosnąć, jest obrażanie się na rzeczywistość. Taką na przykład, że pomimo zbieżności w wielu kwestiach polskie i ukraińskie interesy nie są całkowicie tożsame. Władzom w Kijowie zależy (i zależeć z ich punktu widzenia powinno, bo taka jest racja stanu Ukrainy) na rozszerzeniu konfliktu o kolejne kraje. Warszawa z kolei powinna robić wszystko, by do tego nie doszło, bo pierwszym państwem, jakie zostanie wówczas wciągnięte do wojny, jest Polska.

Jest oczywiście w naszym interesie, by Ukraina tę wojnę wygrała, uzyskując możliwie korzystny dla samej siebie pokój, dlatego udzielamy jej tak ogromnego militarnego i dyplomatycznego wsparcia. Powinno mieć ono jednak swoje granice, wyznaczone polską racją stanu. Dostrzeżeniu tej banalnej oczywistości przeszkadza jednak „drabina eskalacyjna” infantylizacji, po jakiej wspina się od kilku miesięcy debata publiczna w Polsce.

Czytaj więcej

Łukasz Warzecha: Nominacja Andrija Melnyka nie zaskakuje

Kolejnym jej szczeblem jest trauma zranionej miłości, jaką część komentatorów przeżywa od tygodnia po reakcji ukraińskich władz na tragiczne zdarzenie w Przewodowie i nominacji Andrija Melnyka – postaci co najmniej kontrowersyjnej – na stanowisko wiceministra spraw zagranicznych. Niedojrzałe osobowości reagują na odrzucenie ich uczuć przeważnie na jeden z dwóch sposobów. Zauroczenie przeradza się we wściekłość i żal albo przeciwnie staje się jeszcze silniejsze. Obiecujemy sobie wtedy, że będziemy kochać jeszcze mocniej, jeszcze bardziej się starać, aż wreszcie zmusimy drugą stronę do wzajemności. W polskich mediach można było zaobserwować obie te reakcje, choć zdaje się, że drugą z nich częściej.

Co to jednak za różnica, skoro obie są równie bezsensowne. Najlepiej byłoby wziąć przykład z samych Ukraińców i zachowywać się w polityce zagranicznej jak dorosły człowiek, a nie zakompleksiona nastolatka.