Hymny narodowe zwykle odęte są nacjonalizmem i pogardą dla wroga. Tylko hymny dwu okrutnie doświadczonych narodów – Polski i Ukrainy – wyrażają trwożną nadzieję uciemiężonych, że „jeszcze nie zginęła”. Nawet izraelska „Hatikva” – hymn ludu, który cierpiał najbardziej – jest pieśnią wędrówki i nadziei. Trzeba długo broczyć krwią i wielu fałszywym światłom dać się omamić, by tak zaśpiewać. A jednak: „Nie zginęła”, albo „Szcze ne wmerła…”.

Każdy naród musi mieć założycielską legendę swego państwa, do której będzie się odwoływał w chwilach triumfu lub klęski, która pomoże wydobyć się z ciemności nieraz przez siebie samego zawinionej. Ukraina długo nie miała ku czemu się zwrócić. Do Rusi Kijowskiej, która jest pramatką także Moskwy? Do polskiego szlachcica Chmielnickiego, który usiłował z niezbornych i wichrzycielskich Kozaków stworzyć trzeci naród Rzeczypospolitej, ale Polska odpłacała mu ogniem i mieczem? Do hajdamackich buntów, których hasłem było zwykle: „Riezaty Łachiw, Żidiw i Kacapiw”? Do nieszczęsnego Petlury, do Bandery i wołyńskiej rzezi? Teraz Ukraina ma już swoją wielką, krwawą i dumną legendę, a putinowska Rosja nie pojmuje, jak wielki prezent jej sprawiła.

Ukraina ma już swoją wielką, krwawą i dumną legendę.

Wojna jest ucieczką głupca, ale pociechą tyrana. Zagrożeni skupiają się wokół sztandaru, nawet jeśli powiewa nim budzący niechęć samodzierżca albo trzeciorzędny polityk przypadkiem wyniesiony na najwyższy fotel, a teraz przebierający nogami z niecierpliwości, czy po zakończeniu kadencji znajdzie się dlań wygodny i najlepiej międzynarodowy fotel. Tak urósł Duda, wygramolił się Orbán, utrwalił swą przewagę Prezes na czele PiS-u, nawet Putinowi sporo przybyło.

„Łach, Żid i sobaka, wsich wira jidnaka” – powiadał jeden z przywódców buntów kozackich w upadającej Rzeczypospolitej, ataman Żeleźniak, wieszając ich na jednej szubienicy. Dzisiaj ta sama „samostijna” walczy pod przywództwem dzielnego Ukraińca pochodzenia żydowskiego, który pokazuje światu, jaki powinien być lider w XXI wieku. Oto droga, którą przebył ten kraj i naród.

Tak, to prawda, że rośnie w Europie nowa żelazna kurtyna. Nie musi ona przebiegać zgodnie z dzisiejszą linią frontów albo brzmieniem haseł, jakimi posługują się przywódcy. Ale na pewno oddzieli ona wolność od zniewolenia, demokrację od tyranii.