Wołodymyr Zełenski stał się nadzieją wolnego świata i symbolem poświęceń Ukrainy w walce o demokrację. Symbolem czystego zła został Władimir Putin zsyłający ogień na broniące się miasta, chcąc obrócić je w perzynę, tak jak uczynił to z Groznym czy Aleppo. Agresja wojsk rosyjskich zwiększyła znacznie ukraińskie poparcie dla liberalnej demokracji.

Czy będzie tak i w Polsce? Uniosła nas fala wspaniałego humanitaryzmu. Czy Polska stanie się lepsza w obliczu tragedii wojennej? Czy rządzący nie wykorzystają potrzeby jedności i koniunktury międzynarodowej do dalszej budowy „suwerennej demokracji”?

Odmiana serca

Prezydent Duda postąpił właściwie. Wzywając do jedności, pokazał dowodnie, że nie polega ona na tym, że opozycja przyjąć ma program partii rządzącej. Można mieć nadzieję, że prezydent uznał, że jedność wymaga wyższego wspólnego mianownika. Prezydent zawetował kontrowersyjną ustawę zwaną lex Czarnek, zwołał po latach Radę Bezpieczeństwa z udziałem opozycji i uznał rolę samorządów, będących, obok administracji państwowej, władzą państwa, z którą należy współpracować. Działania prezydenta podjęte zostały w interesie państwa, nie partii. Oby nie pozostało to gestem chwili.

Żałować można jedynie, że trzeba było wojny, kryzysu humanitarnego i spotkań z przywódcami Zachodu, by doszło do takiej odmiany serca.

Jakość naszej demokracji, szanse i ryzyka w jej rozwoju mogą pomóc bądź rzucić się długim cieniem na perspektywę europejską i demokrację u naszego sąsiada. Polski populizm może stać się zaraźliwym przykładem.

Gdyby Ukrainie udało się zachować wolność, strzec się musi ona populizmu jak ognia. Bronić się w przyszłości przed tymi, co podzielą społeczeństwo i wprowadzą wzajemną nieufność. Polacy nigdy przedtem nie znajdowali się w stanie tak zimnej wojny domowej. To wynik plemiennej strategii władzy – „dziel i rządź”. Yuval Harari mówił ostatnio, że demokracja dla funkcjonowania potrzebuje zaufania obywatelskiego. Przekonania, że przeciwna partia nie jest obozem zaprzańców chcących szkodzić ojczyźnie. Gdy władza przekona swój elektorat, że opozycja chce zniszczyć jego sposób życia i tradycję, popierający władzę uczynią wszystko, by ją utrzymać. Choćby nielegalnie. Populistyczny przywódca nie potrzebuje zaufania między obywatelami, utrzymywanie animozji działa mu na rękę. Potrafi przez to zapobiec utworzeniu większości dla odsunięcia go od władzy.

Populiści lokalizują też ukryte rany pochodzące z zaszłości, sytuacje, w których panuje niezgoda wśród obywateli. Zamiast te rany zaleczać – rozdrapują. Czy ukraińskie dzieci, które zawitają do polskich szkół, rozliczane będą z ludobójstwa na Wołyniu, tak jak PiS chce rozliczać młode pokolenie Niemców, żądając od nich reparacji wojennych? Przez poprzednie sześć lat PiS, zajęty polityką historyczną, nie prowadził działań wzmacniających proces demokratyczny w Ukrainie. Partnerstwo Wschodnie zostało porzucone.

Wojna i jej skutki powinny przewartościować poglądy PiS na integrację europejską. Projekt cofania zegara historii o dekady poniósł fiasko: żadna luźna „wspólnota gospodarcza suwerennych państw” nie zdołałaby wytworzyć tak silnej odpowiedzi na agresję Rosji. Potrzebna do tego była Unia Europejska jako „wspólnota wartości”. I Stany Zjednoczone pod przywództwem prezydenta Bidena wartości te znów podzielające. Władza w Polsce chce widzieć w tej jedności wyłącznie „przyjęcie przez słaby Zachód polskiego punktu widzenia” bądź skutek „nacisku premiera Morawieckiego”.

Nielegalna izba

Ma rację Michał Szułdrzyński, twierdząc, że w obliczu inwazji Rosji trwanie w konflikcie z Unią to działanie wbrew interesom Polski. Milion euro kar płaconych co dzień przez nas, podatników, wskutek niewykonywania wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej jest policzkiem dla wszystkich wpłacających swoje oszczędności na pomoc dla Ukrainy. Postulat likwidacji Izby Dyscyplinarnej nie jest „szaleństwem opozycji”, jak chcą tego niektórzy. Boli, że 28 lutego, gdy wszyscy sparaliżowani byli wobec bombardowań rakietowych Charkowa i Kijowa, prezydent RP, działając wbrew wyrokowi TSUE, powołał Adama Rocha na stanowisko przewodniczącego nielegalnej izby. Co z ograniczaniem niezawisłości sędziowskiej w Polsce i zawieszaniem sędziów? Widać, jakie kary wymierzają wołającym o pokój rosyjskie i białoruskie „niezawisłe sądy”.

Dyktatorzy stają zwykle przed podstawowymi wyzwaniami: kontrolowaniem elit, z którymi rządzą, oraz powstrzymywaniem mas przed wyrażaniem publicznego niezadowolenia z reżimu. Widać to po Putinie czy po Orbánie. Czy demokratów z Ukrainy nie zdziwią próby wejścia na tę drogę przez polskie władze?

Nie można będzie ukryć przed obserwatorami z Ukrainy procesu kreacji posłusznych władzy elit. Ani powstrzymywania społeczeństwa przez rządzących przed wyrażaniem niezadowolenia ze status quo.

Politolodzy są zgodni, że istnieją trzy sposoby likwidacji protestów: dobrobyt gospodarczy, kłamstwo lub strach. Wszystkie te trzy obecne były w Polsce od siedmiu lat. Nie da się ukryć używania wobec pokojowych demonstrantów przemocy fizycznej. Zdziwią się pewnie Ukraińcy na wieść o akcji pozbawiania koncesji telewizji będącej własnością amerykańską. Wywoływana przy każdych wyborach partyjna nagonka na ludzi LGBT wydać może się im całkiem podobna do tej putinowskiej.

A marzących o Europie zaszokują polskie opinie o „zgniłym Zachodzie”, a szczególnie wypowiedź Andrzeja Zybertowicza, że dryf cywilizacyjny legł u podstaw tego, że Zachód nie potrafił zapobiec wojnie Rosji z Ukrainą. Ze zdumieniem dostrzegą w Polsce billboardy obwiniające Unię Europejską o 60 proc. udziału w podwyżce cen energii. Zaskoczy ich pewnie podobna do putinowskiej obsesja demograficzna PiS: musi nas rodzić się więcej, bo nadejdą „obcy”.

A co ukraińscy ludzie kultury powiedzą na usuwanie ze stanowisk dyrektorów teatrów wystawiających „niesłuszne sztuki”? A na rządzących polityków recenzujących kreacje artystyczne?

Odwaga w demokracji

Machiavelli zachęcał księcia do zastraszania poddanych: „Dla władcy najlepiej jest, gdy kochają i boją się go zarazem. Ale o wiele bezpieczniej, by się go bano niż kochano, skoro nie może mieć jednego i drugiego”.

Taka metoda władzy ma zgubne skutki dla demokracji. Wszak strach prowadzi do pesymizmu co do perspektyw działań zbiorowych („nikt nie wyjdzie na ulice, to ja też nie wyjdę”) i mniejszej gotowości do podejmowania ryzyka. Wszystko to zmniejsza chęć obywateli do wyrażania nielojalności wobec władz. Politykę strachu potęguje również fakt, że wielu pracuje w „budżetówce”. Badania dowodzą, że zatrudnieni w sektorze państwowym są mniej skłonni do indywidualnych protestów.

Nacjonalizm, populizm i polityka zastraszania szkodzą demokracji. Dopóki rząd PiS nie postawi na realną integrację z Europą wartości, trudno będzie uwierzyć w długoterminową zmianę kursu. Dla Putina łatwym przeciwnikiem byłaby Europa „suwerennych narodów”, a nie Europa zjednoczona. A także demokracja bez demokratów.

W historii rzadko zdarzają się momenty, w których podział na dobro i zło jest krystalicznie czysty i nie ma w nim miejsca dla symetrystów. Stańmy po dobrej stronie historii. Bądźmy dzielni jak Zełenski i stańmy się też lepszymi demokratami.

Autor jest adwokatem i menedżerem