Reklama

Stefan Szczepłek: Legia Warszawa, czyli złe języki

Po zatrudnieniu na Łazienkowskiej Romeo Jozaka wyraziłem głównie żal.
Stefan Szczepłek: Legia Warszawa, czyli złe języki

Foto: Fotorzepa, Grzegorz Rutkowski

Spowodowany on był odejściem Jacka Magiery i końcem przebudowy drużyny, dokonywanej przez oddanego jej młodego trenera. Nie było w tekście żadnych kategorycznych stwierdzeń, a korciło mnie, by napisać, że Jozak może w Warszawie nie przetrwać nawet roku. Uznałem, że nie powinno się skreślać człowieka, nim zaczął pracę, nawet jeśli intuicja i doświadczenie mówiły mi co innego.

Dariusz Mioduski przyznał, że zwolnienie Magiery było jedną z najbardziej przykrych decyzji w jego życiu, ale miał wizję wielkiej Legii z trenerem z kraju, który znaczy dziś w klubowym futbolu więcej niż Polska. Chciał dobrze, ale – jako nie pierwszy i nie ostatni właściciel klubu – dał wiarę biznesowym doradcom i wątpliwości dotyczące braku doświadczenia nowego trenera w prowadzeniu drużyny seniorów zostały zagłuszone. Dopóki jakoś to szło, krytyki pod adresem trenera i członków sztabu – jego rodaków – były rzadkie. Kiedy zaczął się kryzys, przyszły czarne dni.

Nie sztuką jest prowadzić drużynę, w której wszystko gra. Ale żeby wyprowadzić ją z kryzysu, trzeba mieć doświadczenie, którego trenerowi Jozakowi brakuje.

Nie chodzi wyłącznie o to, co widzimy na boisku. Także o transfery i atmosferę w szatni, przenoszącą się na trybuny. Legia nie stanowi jedności, za dużo w niej złych języków i prywatnych interesów zawodników. To przenosi się na boisko i prowadzi do konfliktów.

Romeo Jozak (w przeciwieństwie do niewiele rozumiejącego Besnika Hasiego) na konferencjach nie zaognia atmosfery, sensownie te problemy tłumaczy. Tyle że nie daje sobie z nimi rady.

Reklama
Reklama

Jagiellonia, która w porównaniu z Legią jest manufakturą, w meczu na Łazienkowskiej zdominowała ją w sposób rzadko w ekstraklasie spotykany. Michał Probierz wykorzystał w pełni możliwości zespołu, a Ireneusz Mamrot idzie jego śladem. Cezary Kulesza to jeden z dwóch prezesów klubów ekstraklasy, którzy byli w przeszłości piłkarzami ligowymi (drugi to Krzysztof Zając w Koronie). On się na tym zna. Wie, jakiego trenera sprowadzić i jak kupić tanio zawodnika pasującego do drużyny. Dzięki temu Jagiellonia, mająca budżet sześć razy mniejszy niż Legia, walczy o mistrzostwo.

Żal mi polskich zdolnych trenerów, takich jak Radosław Mroczkowski, a teraz Kazimierz Moskal w Sandecji czy Piotr Stokowiec w Lechii, którzy muszą pracować w klubach zarządzanych przez dyletantów. Ojciec prezesa Lechii Adama Mandziary, Aleksander, był dobrym piłkarzem Szombierek i trenerem GKS Tychy. Przemiły, kulturalny człowiek. Syn zajął się handlem piłkarzami, aż został prezesem zasłużonego klubu, który jednak nie takiego szefa potrzebuje. W ostatnich dniach prezes zwolnił cały dział prasowy Lechii. Wcześniej otrąbił sukces z powodu podpisania kontraktu z 17-letnim Indonezyjczykiem, którego nazwisko wyleciało mi z głowy i wątpliwe, aby kiedykolwiek wróciło.

Komisja Licencyjna PZPN powinna zajmować się nie tylko możliwościami finansowymi klubów, ale także kompetencjami ich prezesów.

felietony
Amerykanom wyłączają się wszelkie hamulce
Materiał Promocyjny
Jak zostać franczyzobiorcą McDonald’s?
Materiał Promocyjny
OTOMOTO rewolucjonizuje dodawanie ogłoszeń
Opinie polityczno - społeczne
Chińska transformacja w galopie Ognistego Konia
Opinie polityczno - społeczne
Komisja do zbadania pedofilii w Kościele powstała – czy spełni oczekiwania?
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Nizinkiewicz: Wielki plan prezydenta Nawrockiego. PiS może wygrać wybory, ale nie zdecyduje o wyborze premiera
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama