W połowie XX w. Albert Jay Nock ostrzegał przed niebezpieczeństwem ze strony państwa w książce „Państwo – nasz wróg", a Friedrich Hayek napisał „Drogę do niewolnictwa". I nie była to wcale „political fiction" jak „Rok 1984" Orwella. Była to polityczna i ekonomiczna analiza, co nas może czekać ze strony państwa, jeśli się nie przeciwstawimy jego omnipotencji. A przecież oni jeszcze nie wiedzieli, jakie środki za pół wieku będzie miało państwo do kontroli obywateli.

Minister Niedzielski nakazał właśnie lekarzom składanie donosów na ich pacjentki – która zaszła w ciążę. Na razie nie pyta z kim, ale to pewnie kwestia czasu. Po wyroku Trybunału Konstytucyjnego w sprawie aborcji pisałem, że trzeba będzie odebrać Polkom paszporty, a na granicach ustawić posterunki ginekologiczne. Nie doceniłem Ministerstwa Zdrowia – a powinienem, biorąc pod uwagę jego biegłość, a nawet przebiegłość, w handlu respiratorami.

Plan Niedzielskiego wywołał oburzenie. Jak było do przewidzenia, największe wśród tych, którzy wcześniej Nocka czy Hayeka uznawali za oszołomów. Nawet znany pirat drogowy Donald Tusk skrytykował pomysł, głosząc, że ten rząd ma złe intencje. Czy to znaczy, że inny rząd w „dobrych intencjach" mógłby taki rejestr prowadzić?

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: Rejestr ciąż? Genialne

Ponoć zakres „wolności od" się poszerza, a my musimy zadbać o „wolność do". Moim skromnym (albo raczej nieskromnym) zdaniem jest dokładnie odwrotnie – zakres wolności od przymusu nie tylko się nie poszerza, ale też jest zmniejszany. Zwiększa się przymus wywierany na nas dla naszego dobra. Niedzielski twierdzi, że „chodzi o względy medyczne" i dobro kobiet. Ale czy ktoś widział kogoś głoszącego, że chce czegoś dla swojego dobra? Wszyscy chcą naszego. Dlatego mamy go coraz mniej.

Gdy rządzi jakiś tyran, sprawa jest jasna. Ale mamy demokrację. Jak jednak pokazywali już starożytni filozofowie, demokracja i tyrania to przeciwnicy mający bardzo wiele wspólnego. „Demokracja skrajna jest właściwie tyranią" (Arystoteles), a „nie z innego ustroju powstaje dyktatura, tylko z demokracji" (Platon). Ale nie dzieje się to gwałtownie, tylko powoli – jak z gotowaną żabą nieczującą, że woda, w której siedzi, staje się coraz bardziej gorąca. Lud najpierw poddaje się demagogom, którzy robią karierę polityczną, głosząc, że są „przyjaciółmi ludu". A na koniec jeden z tych przyjaciół zostaje tyranem. Ale kto ma dziś głowę, by czytać Platona?

Autor jest adwokatem, profesorem Uczelni Łazarskiego i szefem rady WEI