Reklama

Duch Dominika Tarasa nad Frankfurtem

Niemiecki piątek Piotra Semki

Publikacja: 22.04.2011 12:58

Piotr Semka

Piotr Semka

Foto: Fotorzepa, Kuba Kamiński kkam Kuba Kamiński Kuba Kamiński

Wśród polskich katolików stosunkowo mała jest wiedza o tym, jaką rangę ma Wielki Piątek dla protestantów. Znam w Warszawie wyznawców katolicyzmu, którzy w ten jeden dzień odwiedzają kościoły ewangelickie, aby usłyszeć najwyższej klasy wielkopiątkowe koncerty pasyjne, ale to raczej wyjątek potwierdzający regułę.

Sam zawsze z ogromnym szacunkiem obserwowałem sposób przeżywania tego dnia w  Niemczech, gdzie nosi on tradycyjną nazwę Karfreitag. To dla niemieckich protestantów dzień głębokiej żałoby i refleksji nad sensem życia. Nic dziwnego, że ochronie wyciszenia w tym dniu służyły od średniowiecza przepisy porządkowe zakazujące urządzania hucznych zabaw i imprez tanecznych. Ostatnie takie prawo z 1952 roku obowiązuje we wszystkich 16 niemieckich landach. Za złamanie zakazu grożą wysokie grzywny.

A jednak od paru lat we Frankfurcie nad Menem i w paru innych miastach Hesji, przed nadejściem Wielkiego Piątku, rozpoczynają się akcje facebookowe wzywające do łamania zakazu tańca w sposób tak masowy, aż władze będą bezradne wobec skali oporu.

Co charakterystyczne do tej nastoletniej kontestacji dołączają się już pojedynczy politycy Zielonych. Pojawiają się już glosy o zakazie tańca, jako zamchu na świeckość państwa. W reakcji na takie akcje, w tym roku Stadtrat Volker Stein, czyli członek zarządu miasta we Frankfurcie nad Menem z ramienia FDP z poparciem heskiego ministra spraw wewnętrznych Borisa Rheina, rozesłał do frankfurckich lokali przypomnienie o zakazie imprez tanecznych w Wielki Piątek. Przypomniał również o karach za jego łamanie i zapowiedział kontrole sprawdzające czy prawo jest egzekwowane.

W odpowiedzi na Facebooku zapowiedziano na dziś prowokacyjny taneczny korowód. Ma się odbyć na „Roemerze" - frankfurckim rynku.

Reklama
Reklama

Oto zarówno nad Menem, jak i nad Wisłą pod Wawelem wyłania się pop-polit-kultura, która lubuje się w obrażaniu czyichś uczuć. Kiedyś nawet na lewicy byli ludzie, którzy potrafili rozróżnić protesty w słusznej sprawie od małpiej chęci wyszydzenia cudzych wartości. Dziś ludzie lewicy w takich wypadkach milczą, albo bronią kontestatorów. Wola podlizywać się młodym, niż zachować minimum zdrowego rozsądku.

Raz w roku jeden dzień można powstrzymać się od balangi – ten postulat winien rozumieć każdy kulturalny człowiek. Ale w imię kultu transgresji coraz częściej wygrywa satysfakcja z tego, że młodzi zatruwają życie nielubianym adwersarzom.

Przypominają się akcje Dominika Tarasa i zachwyty nad antyprezydenckimi wyskokami Janusza Palikota, których świadkami byliśmy za życia Lecha Kaczyńskiego.

Ta subkultura pogardy znana nam spod Krzyża na Krakowskim Przedmieściu – objawia się dziś w Frankfurcie nad Menem. Gdzie pojawi się jutro?

Opinie polityczno - społeczne
Kata Tüttő dla „Rzeczpospolitej”: Europa oszczędza na własnej przyszłości
Materiał Promocyjny
AI to test dojrzałości operacyjnej firm
Opinie polityczno - społeczne
Jacek Czaputowicz: Dobre i złe wiadomości w sprawie Ukrainy
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Na naszym podwórku nikt nam nie podskoczy
Opinie polityczno - społeczne
Jakub Chabik: Dyskryminacja pozytywna plus równość selektywna to bunt mężczyzn
Materiał Promocyjny
ROP na zakręcie. Bez kompromisu się nie uda
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama