Dla Miłady Jędrysik z "Gazety Wyborczej" wynika tyle, że ten tygodnik lansuje tylko męską wizję historii i świata.
Jędrysik nie ograniczyła się do tego argumentu. Pracowicie zliczyła autorki w ostatnim numerze "Uważam Rze". Uznała, że siedem to za mało, nadto pisały o nie najważniejszych sprawach. Odpowiedziałem jej na to w portalu wPolityce.pl, aby policzyła, ilu jest w jej gazecie funkcyjnych mężczyzn, a ile kobiet. Na 17 nazwisk w stopce przypadają trzy panie, na nie najważniejszych funkcjach. Biblijne powiedzonko o źdźble i belce nasuwa się samo. Choć podjąłbym się obrony redakcji z Czerskiej przed Jędrysik – że na przykład w ogóle w Polsce jest więcej dziennikarzy niż dziennikarek. No, ale mamy do czynienia ze zwolenniczką parytetów, która pokazałaby swoim szefom, Kurskiemu ze Stasińskim, gdzie raki zimują. Gdyby mogła. A skoro nie może, wyżywa się na nielubianym tygodniku.