Reklama

Jacek Czaputowicz: Sukces PSL wciąż podejrzany

W demokracji zdarzają się fałszerstwa wyborcze, ale nie ma na nie przyzwolenia, niezależnie od tego, komu przynoszą one korzyść – pisze politolog.

Aktualizacja: 02.02.2015 23:55 Publikacja: 02.02.2015 22:00

Jacek Czaputowicz

Jacek Czaputowicz

Foto: Fotorzepa/Piotr Nowak

Wynik Polskiego Stronnictwa Ludowego w ostatnich wyborach do sejmików wojewódzkich – 23,7 proc. głosów – jest nienaturalnie wysoki. Znacznie wyższy niż w badaniach opinii publicznej, w tym także w badaniach tzw. exit poll, w których partia ta uzyskała 17 proc. Obserwatorzy są zgodni, że wynik PSL nie oddaje preferencji wyborców. Różnią się jednak w ocenie przyczyn tego zjawiska.

Część obserwatorów twierdzi, że PSL zawdzięcza swój dobry wynik szczęściu. Tuż po wyborach poseł PSL Eugeniusz Kłopotek mówił: „Mieliśmy trochę szczęścia, bo wylosowaliśmy listę z numerem jeden. Szczęście zostało spotęgowane tym, że PKW zrobiła broszurę i ludziom nie chciało się szukać swojego komitetu, więc głosowali na partię, która była na pierwszej stronie". Dr Jarosław Flis wyliczył nawet, że takich wyborców było 700 tys., co wyjaśniałoby w pełni wysoki wynik ludowców (Eliza Olczyk, „Szczęśliwa jedynka PSL", „Rzeczpospolita", 21.01.2015 r.). Gdyby inna partia wylosowała listę numer jeden, to ona by na tym skorzystała.

Szczęście to za mało

Powyższe wyjaśnienie nie jest jednak przekonujące. Pierwsze miejsce na liście w połączeniu z zastosowaniem karty książeczkowej nie musi dawać znaczącego wzrostu liczby głosów. W 2010 r. zastosowano kartę do głosowania w postaci książeczki w województwie mazowieckim. Był to swoisty pilotaż, po którym cztery lata później wprowadzono ją w całym kraju. Na pierwszej stronie znalazły się Sojusz Lewicy Demokratycznej, który miał listę numer jeden, oraz Polskie Stronnictwo Ludowe, które zajmowało listę numer dwa. Korzyści nie rozłożyły się równo, PSL osiągnął na Mazowszu wynik o 7 pkt wyższy, a SLD o 0,7 pkt niższy niż w całym kraju, co tylko częściowo tłumaczy wielkość elektoratu obu partii.

Część badaczy twierdzi, że samo szczęście nie wyjaśnia wyników PSL w 2014 r., że musi być coś jeszcze. Na przykład dyrektor CBOS prof. Mirosława Grabowska utrzymuje, że „wyborcy nieświadomie poparli PSL, stawiając krzyżyk na pierwszej stronie. Być może dalej zakreślili wybraną przez siebie partię, ale komisja nie zaglądała do książeczki głębiej i głos mogła zaliczyć ludowcom" (Agnieszka Kublik, „CBOS. PSL skorzystał na książeczce?", „Gazeta Wyborcza", 31.12.2014). Prof. Grabowska sugeruje więc, że mogło dojść do masowego zafałszowania wyników wyborów poprzez uznawanie głosów nieważnych za oddane na PSL. Słabszy wynik PSL w Wielkopolsce mógł być jej zdaniem rezultatem tego, że komisje sprawdzały tu głosy bardziej skrupulatnie. Jest to ciekawa hipoteza także dlatego, że gdyby się potwierdziła, liczba głosów nieważnych, uznana już i tak za bardzo wysoką, byłaby jeszcze większa. Mogło jednak dojść do zafałszowania wyników także w inny sposób, np. poprzez uznawanie za nieważne głosów oddanych prawidłowo. Należałoby zatem zweryfikować hipotezę dyrektor CBOS, sprawdzając ponownie karty wyborcze. Zwłaszcza w komisjach, w których liczba głosów nieważnych była znacznie większa niż w komisjach sąsiednich. Ciekawe byłoby także zbadanie korelacji między wynikami poszczególnych partii a liczbą głosów nieważnych.

Państwowa Komisja Wyborcza nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, ciągle czekamy na pełne wyniki wyborów. W wyborach do sejmików było blisko 2,5 mln głosów nieważnych, jednak do dziś nie wiemy, ile głosów nieważnych było w poszczególnych komisjach. Te dane PKW z pewnością posiada, ogłosiła bowiem, że np. w województwie podlaskim było 14,6 proc. głosów nieważnych, a w wielkopolskim – 22,8 proc. Skoro PKW ma dane sumaryczne, musi też mieć dane cząstkowe, które się na te dane sumaryczne złożyły.

Reklama
Reklama

Ordynacja wyborcza stanowi, że obwodowa komisja wyborcza ustala liczbę głosów nieważnych oraz liczbę głosów ważnie oddanych, a liczby te są wpisywane do protokołu. PKW jest z kolei zobowiązana do opublikowania statystyki zawierającej szczegółowe informacje o wynikach. Na stronach internetowych PKW możemy więc znaleźć informację o liczbie głosów nieważnych w każdym obwodzie odnośnie do wyborów samorządowych w 2010 r., jednak nie w 2014 r. Dlaczego informacja ta jest istotna?

Kiedy nauka staje się bezradna

Po pierwsze, obywatele mają prawo poznać pełne wyniki wyborów. Zarówno ci, którzy głosowali na konkretnego kandydata, jak i ci, którzy oddali głos nieważny, jako np. akt protestu. Mają oni prawo do informacji o tym, ile było takich osób w poszczególnych okręgach, takie samo jak do informacji, ile głosów otrzymali poszczególni kandydaci.

Po drugie, informacja o rozkładzie głosów nieważnych może mieć istotne znaczenie dla sądów rozpatrujących protesty wyborcze. Bez niej orzekanie o ważności wyborów może być obarczone błędem. Inna jest bowiem sytuacja wtedy, gdy w komisji wyborczej, której dotyczy protest, liczba głosów nieważnych nie odbiega od średniej, a inna wtedy, gdy jest ona znacznie większa, wynosi np. 45 proc. wobec 15 proc. w komisjach sąsiednich. Nasuwa się pytanie, jakie będzie dalsze postępowanie sądów, które oddalą protesty wyborcze, a następnie się okaże, że liczba głosów nieważnych uwiarygodnia zarzut fałszerstwa. Czy w takiej sytuacji zarzut ukrywania dowodów przez PKW byłby bezpodstawny?

System książeczkowy ma tę właściwość, że komplikuje liczenie, zwiększa liczbę głosów nieważnych i dodaje głosów PSL. Wyjaśnienie tego zjawiska w świetle dostępnej wiedzy naukowej może być niemożliwe. Gdy nauka staje się bezradna, obowiązek wyjaśnienia wątpliwości wyborczych spoczywa na instytucjach państwa, w tym na wymiarze sprawiedliwości. Demokracja nie polega na tym, że nie ma fałszerstw wyborczych, bo takie zdarzają się wszędzie. Demokracja polega na tym, że nie ma przyzwolenia na fałszerstwa wyborcze, niezależnie od tego, komu przynoszą korzyść. Brak woli ich wyjaśnienia może być oznaką braku demokracji.

Autor jest profesorem Uniwersytetu Warszawskiego, kierownikiem Zakładu Metodologii Badań Europejskich na Wydziale Dziennikarstwa i Nauk Politycznych

Opinie polityczno - społeczne
Piotr Pałka: Polska 2050 już wybrała przewodniczącą. Tylko o tym nie wie
Opinie polityczno - społeczne
Dr hab. Krzysztof Wasilewski: Jak Donald Trump kreuje rzeczywistość za pomocą memów
Opinie polityczno - społeczne
Jan Zielonka: Donald Trump w Davos jak w kabarecie Olgi Lipińskiej
Opinie polityczno - społeczne
Janusz Lewandowski: Zbigniew Ziobro z Viktorem Orbánem niszczą tysiącletnie braterstwo Polski i Węgier
Opinie polityczno - społeczne
Jerzy Surdykowski: Rada Pokoju Donalda Trumpa, czyli Karol Nawrocki w krainie czarów
Reklama
Reklama
REKLAMA: automatycznie wyświetlimy artykuł za 15 sekund.
Reklama
Reklama