Wynik Polskiego Stronnictwa Ludowego w ostatnich wyborach do sejmików wojewódzkich – 23,7 proc. głosów – jest nienaturalnie wysoki. Znacznie wyższy niż w badaniach opinii publicznej, w tym także w badaniach tzw. exit poll, w których partia ta uzyskała 17 proc. Obserwatorzy są zgodni, że wynik PSL nie oddaje preferencji wyborców. Różnią się jednak w ocenie przyczyn tego zjawiska.
Część obserwatorów twierdzi, że PSL zawdzięcza swój dobry wynik szczęściu. Tuż po wyborach poseł PSL Eugeniusz Kłopotek mówił: „Mieliśmy trochę szczęścia, bo wylosowaliśmy listę z numerem jeden. Szczęście zostało spotęgowane tym, że PKW zrobiła broszurę i ludziom nie chciało się szukać swojego komitetu, więc głosowali na partię, która była na pierwszej stronie". Dr Jarosław Flis wyliczył nawet, że takich wyborców było 700 tys., co wyjaśniałoby w pełni wysoki wynik ludowców (Eliza Olczyk, „Szczęśliwa jedynka PSL", „Rzeczpospolita", 21.01.2015 r.). Gdyby inna partia wylosowała listę numer jeden, to ona by na tym skorzystała.
Szczęście to za mało
Powyższe wyjaśnienie nie jest jednak przekonujące. Pierwsze miejsce na liście w połączeniu z zastosowaniem karty książeczkowej nie musi dawać znaczącego wzrostu liczby głosów. W 2010 r. zastosowano kartę do głosowania w postaci książeczki w województwie mazowieckim. Był to swoisty pilotaż, po którym cztery lata później wprowadzono ją w całym kraju. Na pierwszej stronie znalazły się Sojusz Lewicy Demokratycznej, który miał listę numer jeden, oraz Polskie Stronnictwo Ludowe, które zajmowało listę numer dwa. Korzyści nie rozłożyły się równo, PSL osiągnął na Mazowszu wynik o 7 pkt wyższy, a SLD o 0,7 pkt niższy niż w całym kraju, co tylko częściowo tłumaczy wielkość elektoratu obu partii.
Część badaczy twierdzi, że samo szczęście nie wyjaśnia wyników PSL w 2014 r., że musi być coś jeszcze. Na przykład dyrektor CBOS prof. Mirosława Grabowska utrzymuje, że „wyborcy nieświadomie poparli PSL, stawiając krzyżyk na pierwszej stronie. Być może dalej zakreślili wybraną przez siebie partię, ale komisja nie zaglądała do książeczki głębiej i głos mogła zaliczyć ludowcom" (Agnieszka Kublik, „CBOS. PSL skorzystał na książeczce?", „Gazeta Wyborcza", 31.12.2014). Prof. Grabowska sugeruje więc, że mogło dojść do masowego zafałszowania wyników wyborów poprzez uznawanie głosów nieważnych za oddane na PSL. Słabszy wynik PSL w Wielkopolsce mógł być jej zdaniem rezultatem tego, że komisje sprawdzały tu głosy bardziej skrupulatnie. Jest to ciekawa hipoteza także dlatego, że gdyby się potwierdziła, liczba głosów nieważnych, uznana już i tak za bardzo wysoką, byłaby jeszcze większa. Mogło jednak dojść do zafałszowania wyników także w inny sposób, np. poprzez uznawanie za nieważne głosów oddanych prawidłowo. Należałoby zatem zweryfikować hipotezę dyrektor CBOS, sprawdzając ponownie karty wyborcze. Zwłaszcza w komisjach, w których liczba głosów nieważnych była znacznie większa niż w komisjach sąsiednich. Ciekawe byłoby także zbadanie korelacji między wynikami poszczególnych partii a liczbą głosów nieważnych.
Państwowa Komisja Wyborcza nie wywiązuje się ze swoich obowiązków, ciągle czekamy na pełne wyniki wyborów. W wyborach do sejmików było blisko 2,5 mln głosów nieważnych, jednak do dziś nie wiemy, ile głosów nieważnych było w poszczególnych komisjach. Te dane PKW z pewnością posiada, ogłosiła bowiem, że np. w województwie podlaskim było 14,6 proc. głosów nieważnych, a w wielkopolskim – 22,8 proc. Skoro PKW ma dane sumaryczne, musi też mieć dane cząstkowe, które się na te dane sumaryczne złożyły.