Sztandarowa obietnica wyborcza, czyli 500+, pozwoliła partii „dobrej zmiany" na samodzielne rządy. Politycy wiedzą, że lud potrzebuje chleba i igrzysk. Jeśli to jest zapewnione, ważne są też pociągające wizje przyszłości i wzbudzające podziw budowle. Sprawdziło się to już w czasach rzymskich i niezmiennie kreuje narodową dumę oraz więź ludu z władzą.

„Dobra zmiana" odrobiła tę antyczną lekcję. Lista zapowiedzianych projektów, które powinny napawać dumą obywateli nadwiślańskiego kraju, jest imponująca:

– Centralny Port Komunikacyjny mający obsługiwać 100 mln, a może i 150 mln pasażerów rocznie, oczywiście największy w Europie Środkowej,

– tunel do Świnoujścia,

– przekop Mierzei Wiślanej,

– rewitalizacja portu Elbląg,

– budowa promów w Stoczni w Szczecinie,

– budowa 21 mostów na Wiśle, Odrze, Warcie,

– budowa sieci kanałów pomiędzy Bugiem, Wisłą, Wartą i Odrą łączącej się z kanałami w Europie Zachodniej,

– budowa zapór na Wiśle i jej regulacja pozwalająca na żeglugę Warszawa – Gdańsk,

– uruchomienie produkcji aut elektrycznych i osiągnięcie 1 mln takich aut w 2025 r.,

– uruchomienie produkcji dronów dla MON i na eksport.

Warto ocenić, ile z tych projektów ogłoszonych z wielkimi fanfarami zostało zrealizowanych po prawie trzech latach rządów. Da to podstawę do oceny, czy obietnice są prawdziwe, czy też to dobrze sprzedająca się, fikcyjna opowieść, którą kupi „ciemny lud".

Rzeczywistość wydaje się korygować marzenia rządzących. Mimo dwóch lat uzgodnień firma, która miała wybudować tunel do Świnoujścia, wycofała się z podpisania umowy i trzeba było szukać innej (17 września podpisało umowę konsorcjum pod wodzą firmy PORR – red.).

Budowa promów dla PZB zakończyła się na występie premiera RP ogłaszającego ten program w świetle reflektorów. Do dzisiaj nie ma projektu promu, a stocznia ledwie zipie.

Przekop Mierzei Wiślanej: nie ma projektu, nie wybrano miejsca przekopu, trwają przepychanki z ekologami, brak studium opłacalności projektu. Nie ma też potencjalnego inwestora.

Rewitalizacja portu w Elblągu: patrz przekop Mierzei.

Budowa sieci kanałów mających włączyć rzeki do sieci kanałów Europy – wstępne dyskusje pomiędzy ekspertami wskazują, że projekt jest spóźniony o 100–150 lat, bo dzisiejsze metody transportu są konkurencyjne w stosunku do transportu wodnego. Koszty budowy połączeń wodnych w Polsce są ogromne i nie wiadomo, jak je finansować.

Budowa zapór wodnych na Wiśle – się dyskutuje...

Budowa zakładów produkujących auta elektryczne – eksperci twierdzą, że Polska stoi dieslem i dieslem będzie stała przez 30–50 lat. Poza Górnym Śląskiem i wielkimi miastami, takimi jak Warszawa, Trójmiasto, Wrocław, Poznań, Łódź i może Szczecin, brak infrastruktury stacji ładowania takich samochodów w wymaganej skali. Żaden projekt związany z budową elektrycznych aut nie jest nawet w fazie koncepcyjnej. Wyjątkiem były autobusy.

Drony na potrzeby MON i eksport – produkujemy krótkie serie. Brak poważnych zamówień krajowych, większość produkcji idzie na eksport, a i tak jego wielkość jest znikoma.

Program budowy 21 mostów za 2 mld dopiero się zaczął, a realizację da się ocenić najwcześniej niż za dwa lata.

Budowa Centralnego Portu Komunikacyjnego – brak studium wykonalności i opłacalności, w tym oceny, czy duopol Okęcie-Modlin nie jest bardziej konkurencyjny. Nie ma spójnej wizji przyszłości Okęcia. Brak rzetelnej wyceny kosztów inwestycji. Brak ustaleń dotyczących odszkodowań dla lokalnej społeczności.

Zamiast zapowiadanych projektów pompuje się miliardy w deficytowe kopalnie węgla i zniechęca do budowy elektrowni wiatrowych, wspomagając rosnący import węgla, głównie z Rosji.

Dla realizacji planów brak „dobrej zmianie" spełnienia trzech warunków: czasu, środków finansowych oraz kapitału ludzkiego. Każdy w miarę rozgarnięty ekonomista zdaje sobie sprawę, że sfinansowanie zapowiedzianych programów wymaga kompleksowego podejścia. Potrzeba systemu zachęt, stabilności warunków działania, w tym przewidywalności prawa.

Pojemność strony wydatkowej budżetu jest ograniczona poprzez reguły unijne i bezkarnie pewnego poziomu deficytu nie da się utrzymać, nawet przy najlepszej inżynierii finansowej. Zmuszenie sektora prywatnego do realizacji rządowych zachcianek nie jest możliwe, na co wskazuje niski poziom inwestycji.

Niedobór siły roboczej, w tym w budownictwie, staje się zjawiskiem trwałym, a to ten sektor ma w oczach sterników „dobrej zmiany" być sztandarowy. Zamiast ułatwić napływ pracowników z Ukrainy, Białorusi czy Dalekiego Wschodu, wprowadza się kolejne biurokratyczne utrudnienia w dostępie do naszego rynku pracy. Samobójczym ruchem okazała się obniżka wieku emerytalnego z jednej strony i rezygnacja z obniżki wieku szkolnego z siedmiu do sześciu lat. Te decyzje to utrata ok. 400 tys. pracowników.

Jest jeszcze jedna bariera, której pokonanie nie leży w możliwościach „dobrej zmiany". Decydenci nie mają pomysłu na zwiększenie dostaw energii, niezbędnej dla tak rozdętych projektów, i utrzymanie gospodarki w ruchu. Brak kompleksowej polityki energetycznej przekreśli możliwość realizacji aspiracji „dobrej zmiany".

Autor jest ekonomistą, członkiem PRB i członkiem rad nadzorczych spółek notowanych na GPW