Zachowawcza na początku kryzysu postawa Brukseli stała się pretekstem do ataku na UE i podważania jej znaczenia. „Unia nie pomaga", „musimy radzić sobie sami" – słyszeliśmy.

– Rozmawiamy w UE również o tym, żeby razem w solidarny sposób znaleźć odpowiedź na te trudne wyzwania. Niestety, UE nie dała jeszcze ani eurocenta na walkę z wirusem – mówił premier Morawiecki. Jarosław Kaczyński, przekonywał, że „kryzys związany z epidemią uświadomił bardzo wielu ludziom słabość Unii". W radykalnych kręgach pojawiły się wręcz żądania wyjścia z UE.

Rzeczywiście jurysdykcja UE w sprawach zdrowia jest ograniczona i spoczywa na rządach państw członkowskich, ale np. unijne przetargi na środki ochrony zostały zlekceważone przez część krajów, w tym Polskę. Państwa zamknęły granice, każde samo stara się ratować swoich obywateli i gospodarkę. W całej Europie mówi się o nacjonalizacji wielkich firm w obronie przed przejęciami. W języku polityków dominują: „nasi obywatele", „nasze firmy".

W Polsce przy okazji kolejnych odsłon programu wsparcia podkreśla się, że to ratowanie „polskich" firm, „polskich" miejsc pracy. Promuje się kupowanie „polskich" towarów. Nie ma tutaj „Unii" i innych państw Wspólnoty, nie ma rynku europejskiego, któremu Polska tyle zawdzięcza.

Siłą rzeczy w walce z wirusem to właśnie działania rządów państw są widoczne i mocno promowane, co tworzy złudne wrażenie samowystarczalności w radzeniu sobie z problemem. Wyciąganie z tego wniosku, że Polska, średniej wielkości państwo o umiarkowanym potencjale, sama zwalczy gospodarcze skutki kryzysu, jest absurdalne.

Tym, którzy tak uważają, warto przypomnieć, że na rynki Unii trafiało przed kryzysem 80 proc. naszego eksportu. Sprzedaż zagraniczna ma ponad 50-proc. udział w PKB. Polska branża żywnościowa jest potentatem dzięki temu, że 80 proc. jej eksportu trafia na stoły Europy. Jesteśmy gigantem produkcji AGD dzięki temu, że 85 proc. idzie na eksport, z czego połowa na rynki niemiecki, francuski, brytyjski i włoski. Wniosek? „Patriotyzm gospodarczy" nie jest zły, ale pamiętać należy, że wiele towarów made in Poland trafia na rynki unijne. Warto uświadomić sobie zależności i ogromne korzyści, jakie daje nam swobodny przepływ towarów w UE.

Każdy kryzys jest pożywką dla uprzedzeń. Obserwując w całej Europie tendencje do izolacjonizmu, Stowarzyszenie Europejskich Izb Przemysłowo-Handlowych Eurochambres wezwało do europejskiej solidarności w walce z kryzysem. Przypomniało, że zasada ta powinna obowiązywać nie tylko w dobrych, ale zwłaszcza w złych czasach. Także Światowa Organizacja Handlu (WTO) ostrzega, że protekcjonizm zepchnie światową gospodarkę w objęcia recesji, tak jak w latach 30. ubiegłego wieku.

W dobie walki o zdrowie obywateli i ratowanie gospodarki słowa o paneuropejskiej i globalnej solidarności mogą brzmieć górnolotne. Trudno oczekiwać, by zwykli obywatele, którzy drżą o przyszłość swoich miejsc pracy, przejęli się „erozją idei wspólnej Europy". Ale od polityków, których wielu chętnie dziś przyłącza się do chóru krytyków UE, wypada oczekiwać dalekowzrocznego myślenia. Takiego, które zakłada, że wyjście gospodarki z kryzysu zależy głownie od tego, czy i kiedy rynek UE powróci do normy. I należy zrobić wszystko, aby ten proces wzmocnić. Pamiętając, że pandemia nie może stać się pretekstem do wywrócenia do góry nogami zdrowych zasad działania rynku. Nacjonalizm, izolacja i zbytnia wiara we własne możliwości to recepta na pogłębienie kryzysu.

Ostatnie miesiące pokazały, że nadmierne uzależnienie od dostawców z Azji może mieć katastrofalne skutki w razie blokady globalnego przepływu towarów. Dlatego jedną z lekcji z kryzysu powinno być stworzenie wspólnego systemu zabezpieczającego europejskie interesy w takich obszarach, jak nowe technologie, farmakologia, dostęp do surowców, energii.

Autopromocja
ORZEŁ INNOWACJI

Konkurs dla startupów i innowacyjnych firm

WEŹ UDZIAŁ

W cyberbezpieczeństwie ważne jest uniezależnienie się od mających inne interesy geopolityczne ośrodków i źródeł komunikowania oraz promowanych przez nie narzędzi, jak np. popularne komunikatory. To wszystko jest trudne, a wręcz niemożliwe do osiągnięcia w pojedynkę. Wniosek: silna i solidarna UE jest niezbędna do sprawnego pokonania skutków pandemii i recesji.

Dr Andrzej Arendarski jest prezesem Krajowej Izby Gospodarczej