Wiem doskonale, że mieszkasz w odległym Rovaniemi, gdzie dzień trwa teraz tylko dwie godziny, jest bardzo zimno i śnieżnie, więc zupełnie inaczej niż w Polsce. Poza tym nie masz na głowie całego szeregu zmartwień, które my mamy.
•
Na przykład kraj, w którym mieszkasz, Finlandia, ma deficyt budżetowy na poziomie niższym niż 3 proc. PKB, więc nie prześladują go źli czarodzieje z Brukseli, a agencje ratingowe bez wahania dają mu ocenę AAA.
Nikt ci też nie mówi, że nie jesteś nowoczesny – wprawdzie zaprzężone w renifery sanie to archaiczny zabytek, ale za to w twoim kraju wydaje się jeden z najwyższych na świecie odsetków PKB na badania naukowe. W przepastnych kieszeniach masz też kupę szmalu, bo w końcu mieszkasz w jednym z najbogatszych państw Europy (uprzejmie proszę, pamiętaj o tym przy okazji wybierania prezentów).
•
Jednocześnie, słyszałem ostatnio, że wcale nie masz najlepszego humoru. Podobno powyrywałeś sobie z brody całkiem sporo pukli, kiedy zorientowałeś się, że waluta, której używasz, przeżywa spore kłopoty. Musiałeś więc uczestniczyć w składce na ratowanie Grecji i w niekończących się negocjacjach między twoimi kolegami z eurolandu.
Dawanie prezentów akurat nie jest zresztą dla ciebie niczym przykrym. Gorzej, że koledzy nie mogą podobno dojść do porozumienia, więc patrzysz bezradnie na to, co się dzieje, i zazdrościsz kuzynom ze Szwecji, nadal spokojnie używającym swoich koron.
Poza tym nadchodzący rok wcale nie wygląda u ciebie różowo: wszystkie wróżki mówią, że wpadniecie w recesję, spadnie ci PKB i eksport, a wzrośnie bezrobocie. Poza tym twoja kochana Nokia robi teraz bokami, bo nie wytrzymuje dalekowschodniej konkurencji. Czyli innymi słowy będziesz musiał się sporo namęczyć, żeby skombinować dostatecznie dużo kasy na prezenty.
Jak na wszystko popatrzeć, wychodzi na to, że właściwie to ja powinienem dawać ci prezenty, a nie ty mnie. W końcu u mnie cały czas gospodarka nieźle się trzyma, złoty póki co jakoś opiera się zawirowaniom, firmy mają dużo gotówki, banki przynoszą zyski, ludzie wydają pieniądze, a minister Jacek Rostowski, zdaje się, przekonał agencje ratingowe, że ma zamiar przestać już zaciągać długi.
Ale jednak nie będę przesadzać z tą propagandą, bo u nas też wcale nie jest aż tak beztrosko. To prawda, że od czterech lat wszyscy nam zazdroszczą wzrostu gospodarczego (jeśli to twoja zasługa, to oczywiście bardzo ci dziękuję). Ale myślę sobie, że w przyszłym roku będziemy potrzebowali od ciebie sporo pomocy i spełnienia całej długiej listy życzeń.
•
Jeśli więc mogę prosić cię o prezenty, to wybrałbym sobie takie.
Po pierwsze, żeby nasze firmy dobrze poradziły sobie z kiepskim popytem za granicą i umiały utrzymać zyskowność i wzrost produkcji.
Po drugie, żeby nie zabrakło im chęci do inwestowania (pieniędzy na to nie musisz im dawać, bo mają ich same aż w nadmiarze).
Po trzecie, żeby ministrowi finansów udało się rzeczywiście obniżyć nasz deficyt budżetowy do przyzwoitego poziomu i nie przekroczyć magicznej granicy 55 proc. relacji długu publicznego do PKB.
Po czwarte, żeby agencje to doceniły i podniosły nasze ratingi, przestając w końcu uważać Polskę za ryzykowny rynek gdzieś na końcu świata (przecież Finlandia jest jeszcze dalej).
Po piąte, żeby tak jak w roku 2009, dzięki współpracy pracodawców i pracowników, udało się uniknąć wzrostu bezrobocia.
Po szóste, żeby złoty był na tyle stabilny, byśmy nie musieli się martwić o zadłużonych we frankach szwajcarskich biedaków.
No i po siódme, żeby nasza drużyna przeszła fazę grupową Euro 2012.
Wiem, że to ostatnie jest najtrudniejsze, ale przecież ty potrafisz dokonywać cudów.
Z wyrazami szacunku (podpis nieczytelny).
Autor jest głównym ekonomistą PwC