Od wielu miesięcy postępuje tak LOT, a teraz Stadion Narodowy. Myślę, że podobną strategię przyjmie też nowe kierownictwo Kompanii Węglowej. Już poprzednia pani prezes opowiadała, że jest świetnie, ale nie mówiła o wyniku finansowym. No i okazało się, że Kompania wyprodukowała prawie 340 mln zł straty w pół roku. Dwaj panowie ze Stadionu Narodowego zgarną natomiast 250 tys. zł premii za pierwszy milion straty mniej niż wpisali sobie do biznes planu. Za każdy następny dostaną 150 tysięcy nagrody i w ten sposób ustawią się do końca życia. Zaś dziennikarze są zachwyceni i łykają jak pelikany to, co im podają menedżerowie, nie zadając żadnych kłopotliwych pytań.
Czytam rozkoszne informacje o tym, że kupimy sobie łodzie podwodne . Ale to nie analitycy budżetu (jeśli są tacy), nie eksperci od efektywności zakupów wojskowych czy publicznych, nie dziennikarze, lecz obywatelski omnibus czyli Krzysztof Rybiński zapytał, po kiego grzyba nam łodzie podwodne za 7,5 miliarda złotych wypłaconych z kieszeni podatników stoczniowcom w Niemczech albo Francji.
Nie pytają dziennikarze, pytajmy zatem sami. Kompania Węglowa zapowiada kolejną redukcję wydobycia, ale od zaraz dodaje, że górników nie będzie zwalniać, lecz przenosić z kopalni do kopalni. Mam pytanie, jaka będzie ich wydajność przy wydobyciu zmniejszonym o 13,5 procent i cenach sprzedaży niższych w podobnym stopniu, co razem daje zawał na jedną czwartą przychodów. Zapytajmy także o rentowność tak ładnie rosnącego w tym roku eksportu węgla.
Agencja Rozwoju Przemysłu ogłosiła, że nie będzie już dopłacać do wyczynów prywatnego właściciela Stoczni Gdańskiej. No i dobrze. Zapytajmy jednak, dlaczego w ogóle wcześniej utopiła w niej 150 mln zł. ARP ma już cały pęczek stoczni w swoim, jak to się ślicznie nazywa, portfolio. A minister skarbu zachęca by je nadal rozbudowywać.
Ten sam minister wraz z ministrem transportu pracuje nad ideą połączenia lotniska Chopina z Lotem. A ja pytam, czy Polski Holding Lotniczy to jest kopernikańskie odkrycie, czy jeszcze jeden sposób, żeby podtrzymać narodowego czempiona przy życiu, tym razem dotując go via dochodowe lotnisko na Okęciu.
Wszystkie te pytania – co za przypadek – dotyczą deficytowych firm państwowych. Od ponad 10 lat kolejne rządy z lewa, prawa i centrum mają nową gospodarczą misję do spełnienia. Nie, nie chodzi o ochronę własności, zniesienie biurokracji czy sprawne sądy gospodarcze. Misja gospodarcza polega na zarządzaniu państwową własnością, łączeniu, dzieleniu, manipulowaniu, kręceniu, a przede wszystkim podtrzymywaniu licznych posad dla znajomych królika. Z efektami jak wyżej. Wprawdzie rządy nazywały się lewicowe, prawicowe albo obywatelskie, ale oczywiście wszystkie są z tego samego pnia etatyzmu gospodarczego. W Polsce nie ma dziś znaczącej siły politycznej, która chciałaby odejść od państwowego kapitalizmu uprawianego na koszt podatników.
W wyborach wybór jest zatem pozorny. Obywatele i podatnicy mogą natomiast pytać władzę, dlaczego mają płacić za jej etatystyczne wybryki. Powinni pytać coraz częściej i coraz głośniej. Kto pyta mniej płaci.