W artykule Andrzeja Halesiaka „Klucz do gospodarki – przestać wypychać sektor prywatny” („Rzeczpospolita” z 4.09.2026 r.) możemy przeczytać o przyczynach permanentnie utrzymującej się od lat niskiej skłonności inwestycyjnej sektora prywatnego w Polsce. Przed dwoma latami wraz z dr. Żytkiem zwracaliśmy uwagę na ten aspekt w kontekście słabej skłonności do oszczędzania. Kontynuując ten temat, moim zdaniem kluczowy dla naszego modelu rozwojowego, chciałbym dalej eksplorować wątek „wypychania” sektora prywatnego przez inwestycje w większości sektora publicznego, poprzez niejasne reguły prawne, nieprzewidywalność, nierówne reguły gry czy nieformalne preferencje dla firm kontrolowanych przez państwo.
Błędy państwowe, błędy prywatne
Spółki Skarbu Państwa nie są w stanie wypełnić luki inwestycyjnej, która może wykoleić nasz model rozwoju. Lepiej zresztą, by raczej ograniczały inwestycje, a nie starały się na siłę być głównym motorem napędowym inwestycji.
Sektor prywatny też popełnia gigantyczne błędy i zdarza się, że marnuje kapitał. Kluczowa różnica nie polega na tym, że menedżerowie sektora prywatnego są nieomylni, ale na mechanizmie oceniania i podejmowania ryzyka, szybkości podejmowania decyzji oraz sposobie zarządzania i pokrywania strat. W prywatnym biznesie straty pokrywa jego właściciel z własnej kieszeni, za nieudane decyzje sektora publicznego płacą podatnicy.
Dlatego udział sektora publicznego w PKB nie powinien być bardzo duży, a w Polsce – kraju, który doświadczył 45 lat realnego socjalizmu, wraz z jego bankructwem – właśnie przekroczył 50 proc. PKB i żadnej mainstreamowej partii politycznej to nie przeszkadza.
Czytaj więcej
Wydatki publiczne przekroczyły w Polsce symboliczny próg 50 proc. PKB, a za tym kryje się ogromny deficyt i skokowo rosnące zadłużenia państwa. Eko...
Badania mówią, że sektor prywatny jest bardziej efektywny
Wszystkie znane mi badania empiryczne, zarówno polskie, jak i zagraniczne, analizujące efektywność inwestycyjną i finansową firm państwowych (SOE) w porównaniu z prywatnymi nie pozostawiają cienia wątpliwości, że te drugie są bezwzględnie bardziej efektywne. W Polsce można zacytować np. badania Aleksandra Łaszka z FOR nad polskim rynkiem giełdowym i gospodarką. Łaszek porównał efektywność dużych firm prywatnych i publicznych na podstawie twardych danych GUS.
Wyniki wykazały zjawisko zwane „nieefektywnością nakładów”. Firmy państwowe miały wyższe nakłady inwestycyjne w przeliczeniu na pracownika niż firmy prywatne (np. 42 tys. zł wobec 30 tys. zł w dużych firmach). Mimo to, rentowność obrotu brutto oraz przychody przypadające na jednego pracownika były znacznie wyższe w sektorze prywatnym (przychód na pracownika wyniósł 666 tys. zł w firmach prywatnych wobec 456 tys. zł w państwowych). Świadczy to o tym, że kapitał inwestowany przez państwo przynosił mniejszy zwrot produkcyjny.
Z kolei analiza porównawcza Uniwersytetu Ekonomicznego w Poznaniu (2013-2015) największych niefinansowych przedsiębiorstw państwowych i prywatnych w Polsce wykazała, że choć spółki państwowe z racji swojej wielkości i pozycji monopolistycznej potrafią generować wysoki zwrot z aktywów (ROA), to wyraźnie przegrywają z sektorem prywatnym pod względem efektywności zaangażowanego kapitału, zarządzania zapasami oraz utrzymywania płynności finansowej.
Inne badanie analizujące efekty prywatyzacji w Polsce (2008-2011) badało 59 polskich przedsiębiorstw w okresie trzech lat przed i trzech po zmianie właściciela z państwowego na prywatnego. Okazało się, że zmiana struktury własnościowej na prywatną skutkowała istotnym wzrostem produktywności zatrudnienia i zmianą struktury inwestycji kapitałowych. Sektor prywatny natychmiast ucinał projekty nieuzasadnione ekonomicznie na rzecz inwestycji o szybszej stopie zwrotu.
Udział państwa obniża produktywność
Do podobnych konstatacji, jak w Polsce dochodzą szerokie analizy międzynarodowe. Globalne badanie ScienceDirect/Elsevier (2017) dokonało kompleksowej analizy ekonometrycznej wpływu bezpośredniego i pośredniego akcjonariatu państwa na efektywność przedsiębiorstw. Badanie wykazało bezpośrednią ujemną korelację między wzrostem udziału państwa w akcjonariacie a produktywnością pracy i zyskownością inwestycji. Co kluczowe, w firmach prywatnych wzrost rentowności był silnie skorelowany ze wzrostem produktywności (inwestycje przekładały się na realną wydajność pracy). W firmach państwowych zależność ta została całkowicie zerwana, inwestycje często nie generowały oczekiwanego wzrostu wydajności.
Cały szereg analiz MFW i OECD dokonuje przeglądu tysięcy firm na całym świecie, które regularnie wskazują, że przedsiębiorstwa państwowe osiągają średnio o 1/3 niższą wydajność skorygowaną o ryzyko (TFP – total factor productivity) w porównaniu z firmami prywatnymi z tych samych branż. Wpływ na to ma tzw. „miękkie ograniczenie budżetowe”, czyli świadomość, że państwo w razie potrzeby (czytaj: nieudanej inwestycji) dokapitalizuje spółkę, co automatycznie obniża dyscyplinę finansową państwowych menedżerów, którzy bardziej są wykonawcami woli politycznej. W czasie rządów PiS jego liderzy nawet nie kryli się ze swoim zdaniem w tym zakresie.
Bulwersujące porażki firm państwowych
Spójrzmy zresztą na porażki państwowych inwestycji i zestawmy je z kilkoma nietrafionymi inwestycjami sektora prywatnego. W sektorze energetycznym symbolem nietrafionych nakładów stała się Elektrownia Ostrołęka C, gdzie strata wyniosła blisko 2 mld zł. Miała to być ostatnia duża elektrownia węglowa w Polsce. Realizowały ją kontrolowane przez rząd spółki Enea i Energa.
Budowę rozpoczęto mimo ostrzeżeń ekspertów alarmujących przed drastycznie rosnącymi cenami uprawnień do emisji CO2 oraz brakiem zamknięcia finansowego. Była to woluntarystyczna decyzja ówczesnego ministra energii, a jej wykonawcami były zarządy spółek kontrolowanych przez rząd. W efekcie w 2020 r. budowa została przerwana ze względów ekonomicznych, postawione wieże zostały wyburzone, inwestorzy zrobili w swoich bilansach gigantyczne odpisy, a projekt ostatecznie przeprojektowano na zasilanie gazowe, nie wiadomo, jakie były koszty tej operacji, gdyż nie zostały one ujawnione.
Czytaj więcej
Działania Elektrowni Ostrołęka związane z wycofaniem się z budowy bloku węglowego i z rozliczeniem były nielegalne – ocenia NIK.
Innym mniej znanym, ale równie bulwersującym przykładem bezsensownego woluntaryzmu decyzyjnego nieliczącego się z konsekwencjami finansowymi była decyzja Grupy Azoty o budowie bloku węglowego w Puławach. Blok niestety wybudowano, może dlatego, że był znacznie mniejszy niż ten w Ostrołęce, jednak nie został on do dzisiaj uruchomiony i zapewne nigdy nie będzie, gdyż nie spełniał on zakładanych w projekcie parametrów technicznych, a kłótnia pomiędzy inwestorem a generalnym wykonawcą (nota bene są to spółki bezpośrednio bądź pośrednio kontrolowane przez Skarb Państwa) utknęła na długie lata w sądach.
Drenaż energetyki na rzecz górnictwa
Bulwersującym przykładem niegospodarności państwa jest ratowanie nierentownego górnictwa węgla kamiennego. Przez lata państwowe, kontrolowane przez rząd koncerny energetyczne (m.in. PGE, PGNiG, Enea) były zmuszane przez kolejne rządy do kapitałowego ratowania upadających kopalń węgla kamiennego (np. poprzez wejście do Polskiej Grupy Górniczej). W efekcie miliardy złotych ze spółek energetycznych, które powinny finansować transformację energetyczną i rozwój sieci przesyłowych i dystrybucyjnych, zostały zamrożone w aktywach węglowych. Obecnie bloki te generują wysokie koszty stałe, a ich rentowność drastycznie spada.
Słynna stępka ze Szczecina
Kolejne przykłady wesołej i beztroskiej działalności inwestycyjnej państwa i marnotrawienia miliardów publicznych pieniędzy dostarczają sektory stoczniowy, transportowy, infrastruktury i logistyki. Słynny program „Batory” i stępka w Szczecinie stały się symbolem woluntaryzmu polityków snujących mrzonki o odbudowie polskiego przemysłu stoczniowego wymyślane w zacnej siedzibie na ul. Nowogrodzkiej w Warszawie.
W 2017 r. uroczyście położono stępkę pod budowę nowego promu pasażersko-samochodowego dla polskiego armatora, tyle tylko, że prom w tej formule nigdy nie powstał, a rdzewiejąca stępka stała się memem i symbolem nieudanych inwestycji bez gotowych projektów i finansowania. Wydano dużo pieniędzy na przygotowania, zanim program został faktycznie zrewidowany. Wstyd, że firmował go premier, który w swoim CV miał dłuższy epizod kierowania bankiem komercyjnym w Polsce.
Czytaj więcej
NIK negatywnie oceniła proces restrukturyzacji spółki Morska Stocznia Remontowa Gryfia, nazywanej przez media „stocznia od stępki”. Przy udzielaniu...
Kolejnym „rarytasem” nieudolności inwestycyjnej państwa stał się projekt „Izera” (ElektroMobility Poland). Projekt został powołany przez cztery kontrolowane przez państwo koncerny energetyczne (PGE, Tauron, Enea, Energa) w celu stworzenia narodowej marki samochodów elektrycznych. W efekcie spółka ta przez lata pochłonęła setki milionów złotych z budżetu państwa i od udziałowców na pensje, koncepcje, marketing i zakup licencji od chińskiego Geely. Produkcja seryjna w Jaworznie wielokrotnie stawała pod znakiem zapytania, a rynkowa rentowność projektu – w obliczu globalnej wojny cenowej na rynku aut elektrycznych – pozostaje skrajnie niska.
Miliard utopiony w Radomiu
Z kolei lotnisko w Radomiu (PP Porty Lotnicze) jest klasycznym przykładem chciejstwa i marnotrawstwa środków budżetu państwa na pomysł wymyślony przez lokalnego działacza ówczesnej partii władzy. Państwowy podmiot przejął upadłe lotnisko samorządowe w Radomiu i zainwestował ok. 1 mld zł w jego całkowitą przebudowę (mimo że kilka lat wcześniej lotnisko zostało całkowicie od początku zbudowane), aby odciążyć Warszawę.
Choć lotnisko jest nowoczesne, z powodu braku zainteresowania ze strony linii lotniczych (poza nielicznymi czarterami i tanimi liniami) port generuje ogromne straty operacyjne. Koszty utrzymania infrastruktury drastycznie przewyższają przychody z obsługi niewielkiej liczby pasażerów.
Czytaj więcej
"Moim zdaniem budowa lotniska w Radomiu opłacała się. To jest rzeczywiście wydarzenie historyczne dla Radomia, okolic, jak również dla Warszawy, Ło...
Porażki firm prywatnych
Przykłady spektakularnych porażek inwestycyjnych tylko w ostatnich latach sektora państwowego można by mnożyć w nieskończoność. To oczywiście nie znaczy, że sektor prywatny nie podejmuje złych decyzji inwestycyjnych (np. takimi były liczne akwizycje Polimeksu-Mostostalu w przeszłości, Theranosa, Enrona, WeWork, Petrolinvest realizujący nieudane inwestycje w sektorze naftowym w Kazachstanie). Niemniej w tym przypadku koszty strat nie ponosili podatnicy (poprzez budżet państwa), czy konsumenci (w wyższych cenach prądu, usług czy paliw), tylko inwestorzy prywatni (fundusze venture capital, akcjonariusze giełdowi, banki udzielające kredytów).
Ponadto czas reakcji na błąd inwestycyjny w przypadku firm kontrolowanych przez rząd jest zwykle bardzo długi. Nieudane projekty są sztucznie podtrzymywane z powodów wizerunkowych i politycznych, często aż do zmiany rządu, państwo może dokapitalizować projekt ze środków publicznych, dotacjami celowymi lub wymusić na innych zdrowych spółkach państwowych sektora finansowego udzielenie pożyczki. Ryzyko bankructwa niemal nie istnieje, co zmniejsza presję na naprawę sytuacji.
Z kolei w sektorze prywatnym presja rynku i właścicieli wymusza natychmiastowe cięcia kosztów, restrukturyzację lub ogłoszenie upadłości. Gdy kończy się gotówka, a inwestycja nie spełnia planowanych założeń, banki odcinają finansowanie, a inwestorzy odmawiają dalszych wpłat. Wtedy następuje albo natychmiastowa restrukturyzacja albo upadłość.
Gdy inwestycja upada, w firmach państwowych trudno jest wskazać jedną osobę odpowiedzialną, często obwiniani są poprzednicy lub „czynniki zewnętrzne”, podczas gdy w sektorze prywatnym odpowiedzialność jest jasno zdefiniowana strukturą własności. Menedżerowie odpowiadają swoim majątkiem osobistym (w przypadku rażącego niedbalstwa), premiami oraz reputacją na rynku pracy. Straty finansowe bezpośrednio uderzają w kieszeń właścicieli.
Skaza na wizerunku polityka
Przyznanie się do błędu inwestycyjnego w biznesie kontrolowanym przez państwo (np. porzucenie budowy promu czy samochodu elektrycznego) oznacza dla polityków stratę wizerunkową i wyborczą, dlatego projekty często finansowane są latami, mimo że z ekonomicznego punktu widzenia dawno straciły sens. Choć menedżerowie w sektorze prywatnym też ulegają temu syndromowi, to jednak mechanizmy giełdowe, presja funduszy inwestycyjnych szybko ich weryfikują.
Jeśli projekt traci rentowność, zarząd, który go forsował, zostaje zwolniony przez radę nadzorczą, a projekt zostaje bezwzględnie zamknięty, by chronić resztę kapitału spółki. Sektor prywatny też przepala pieniądze na nietrafione wizje, ale robi to na własny koszt i ryzyko. Porażka prywatna działa jak mechanizm oczyszczający rynek („twórcza destrukcja” Schumpetera) – kapitał ucieka od nieefektywnych menedżerów. Porażka państwowych projektów konserwuje natomiast problem, ponieważ państwo posiada unikalną zdolność do finansowania strat z kieszeni swoich obywateli, co wydłuża życie nieefektywnych projektów.
Pora na zwrot w kierunku sektora prywatnego
To przykre, że po 36 latach udanej transformacji systemowej musimy cały czas przypominać fakty, których teoretycznym uzasadnieniem zajmują się studenci na pierwszym roku ekonomii. Polska gospodarka stoi przed nie lada wyzwaniami. Właśnie agencja Moody’s obniżyła rating Polski do poziomu niewiele wyższego niż „śmieciowy”. Potrzebujemy rozsądnej konsolidacji fiskalnej, kontynuowanie modelu wzrostu opartego na ogromnej roli nieefektywnego sektora państwowego jest nie do utrzymania.
Inaczej szybko zderzymy się z reakcją rynków finansowych, od których w coraz większym stopniu uzależniamy się. Wydatki publiczne w 2025 r. przekroczyły w Polsce 50 proc. PKB i wyniosły 50,9 proc. PKB. To więcej niż w krajach skandynawskich i Niemczech, które przez dekady uchodziły za modelowy przykład społecznej gospodarki rynkowej z wysokimi wydatkami socjalnymi (ale też z wysokimi podatkami), ale nawet ich nie stać na ich utrzymanie.
Szok zewnętrzny spowodowany wysokimi cenami surowców energetycznych w połączeniu z pogarszającym się otoczeniem geopolitycznym tuż za naszymi granicami, musi wymusić publiczną debatę publiczną o polskim modelu rozwoju. Nie skonsolidujemy finansów publicznych bez racjonalizacji wydatków państwa, w tym socjalnych i bez zmniejszenia roli państwa w gospodarce, którego efektywność, jak starałem się wykazać, jest wątpliwa.
To sektor prywatny powinien przejąć rolę wiodącą w naszej gospodarce, a rolą państwa powinno być stworzenie mu warunków, by wreszcie zaczął inwestować. Bez uruchomienia tego silnika, nasz wzrost będzie w najlepszym razie coraz bardziej rachityczny, dodatkowo możemy łatwo ześliznąć się na niebezpieczną ścieżkę utraty zaufania rynków finansowych, bez których nie damy rady sfinansować rosnącej góry długów.