Umowa handlowa Unii Europejskiej z Mercosurem to dla jej przeciwników co najmniej symbol niekontrolowanego otwarcia rynku, a najczęściej dowód na oderwanie Brukseli od realnych problemów europejskich rolników. Przede wszystkim polskich i francuskich. Tymczasem jest to raczej papierek lakmusowy współczesnych lęków – już posiadanych lub właśnie zaszczepianych przez polityków skrajnej prawicy – niż realne zagrożenie. Nie mamy przecież do czynienia z otwarciem granic bez reguł, lecz z porozumieniem, które w newralgicznych sektorach przewiduje długie okresy przejściowe, kontyngenty ilościowe i zachowanie ceł po przekroczeniu limitów. Czyli klasyczna umowa handlowa, a nie ideologiczny manifest globalizacji.
Czytaj więcej
Ktoś się chyba zobowiązał, że przekona panią premier Giorgię Meloni do zmiany zdania, powoływał się na przyjaźń i nie dowiózł - tak premier Donald...
Globalizacja nie znika, tylko zmienia kształt
Warto spojrzeć na tę dyskusję szerzej, przez pryzmat wniosków płynących z Global Cooperation Barometer 2026 przygotowanego przez World Economic Forum we współpracy z McKinseyem. Barometr pokazuje, że globalna współpraca nie znika – ona się zmienia. Multilateralizm słabnie, ale w jego miejsce pojawiają się mniejsze, bardziej elastyczne koalicje państw i firm. Handel i kapitał nie cofają się do epoki wojen celnych, a raczej przesuwają się w stronę partnerów uznawanych za bardziej przewidywalnych i o zbieżnych interesach. Globalizacja nie umiera na naszych oczach, staje się zaś selektywna.
Dane z barometru są jednoznaczne: tam, gdzie współpraca łączy się z interesem narodowym – jak w klimacie, technologiach czy innowacjach, przynosi realne efekty. Tam, gdzie dominuje strach i logika „każdy sobie”, współpraca w obszarze bezpieczeństwa i pokoju wyraźnie się załamuje. Zamknięcie rynku nie rozwiązuje problemów strukturalnych, tylko je kumuluje.
Dlatego handel międzynarodowy nie jest zagrożeniem samym w sobie, a protekcjonistyczna narracja brzmi jak recepta na świat, którego już nie ma. I który jeszcze – wbrew temu, co niektórzy próbują nam wmówić – nie wrócił.
Czytaj więcej:
Dostęp do surowców krytycznych, szansa dla przemysłu, zwłaszcza motoryzacji oraz narzędzie w walce handlowej z USA i Chinami – to są prawdziwe korz...
Pro
Iluzja protekcjonizmu
Narracja, że bezpieczeństwo i dobrobyt kraju da się zbudować poprzez izolację, jest zgubna, by nie powiedzieć, że niebezpieczna. Protekcjonizm opiera się bowiem na złudzeniu, że po zamknięciu granic problemy znikną. A tak się nie stanie. Mało tego, one będą jeszcze większe. Nie w pierwszej chwili, ale w drugiej przyjdzie każdemu za nie zapłacić, a ich rozwiązanie będzie bardzo szybko stawało się bardzo trudne.
Zamknięcie rynku nie naprawia strukturalnych słabości gospodarki, nie zwiększa jej odporności ani nie poprawia konkurencyjności. Przeciwnie – usuwa bodźce do modernizacji, osłabia presję na innowacje i przesuwa realne koszty w przyszłość. Zamiast zmierzyć się z problemami u źródła, polityka izolacji pozwala je jedynie przykryć kolejną warstwą regulacji i dopłat.
Dlatego prawdziwa debata o umowie z Mercosurem nie dotyczy tego, czy światowy handel jest „dobry” czy „zły”. Dotyczy wyboru między gospodarką, która uczy się funkcjonować w warunkach konkurencji, a taką, która próbuje przed nią uciec. Bezpieczeństwo – także żywnościowe – nie rodzi się z murów i zakazów, lecz z produktywności, skali i zdolności do współpracy. A tych nie da się zbudować w izolacji, nawet jeśli przez chwilę sprawia ona wrażenie komfortowej.