Sergiusz Prokurat: „Kredyt na start” to szkodliwa rządowa zrzutka na mieszkania

Subsydiowanie popytu na rynku nieruchomości, przy zablokowanej podaży, to przykład działań niekorzystnych społecznie.

Publikacja: 02.07.2024 04:30

Sergiusz Prokurat: „Kredyt na start” to szkodliwa rządowa zrzutka na mieszkania

Foto: mat. pras.

Załapię się czy się nie załapię? – oto dylemat Polaków czekających na decyzję, czy program „Kredyt na start” (KNS0%) wejdzie w życie jako kontynuacja wcześniejszego „Bezpiecznego kredytu 2 proc.” (BK2%). Czy rząd znów „rzuci” dofinansowane mieszkania na rynek niczym w PRL deficytowe produkty do sklepów? W PRL każdy znał magiczne słowa „załatwić” i „wykombinować”...

Subsydiowanie popytu to hodowanie „gapowiczów”

Można zżymać się na odwołanie do PRL, ale prawda jest oczywista – tworzymy zjawisko gapowiczów (free-rider problem), problem dobrze znany w naukach ekonomicznych. Taki „gapowicz” to osoba, która korzysta z dóbr lub usług i nie płaci adekwatnie do ich wartości. Rząd za pomocą magicznej różdżki i zaklęcia pokazuje: „ty, ty i ty od teraz nie podlegacie prawom rynku”, i rości sobie prawo do jego regulacji.

Czytaj więcej

Adam Roguski: Rynek mieszkaniowy daleki od stabilizacji

Na „gapowiczów” można by machnąć ręką, szacowany koszt programu to „tylko” 22 mld zł w ciągu dziesięciu lat, ale widoczna od lat licytacja polityków na programy dla kredytobiorców testuje rozumienie zjawisk ekonomicznych przez Polaków. Wiele osób dostrzega, że programy subsydiowania popytu nie są dobrym pomysłem. Gdyby były takie dobre, to dlaczego rząd nie pomija ustalanej przez NBP polityki stóp procentowych przy wszystkich kredytach hipotecznych czy konsumpcyjnych, np. na pralkę, na samochód? Mógłby. Wtedy komunikat od rządów byłby jeszcze bardziej czytelny: „to my Wam załatwimy i wykombinujemy”.

O ile ogólnym efektem takich programów, jak BK2% i KNS0%, jest wzrost cen mieszkań w wyniku niezrównoważonej (przez wzrost podaży mieszkań) stymulacji popytu, to problem jest szerszy. Większość krajów zachodnich stoi w obliczu podobnego wyzwania jak Polska – podaż mieszkań nie nadąża za popytem. Nawet niska dzietność i problemy demograficzne nie ograniczają zwiększonego popytu, który pojawia się m.in. dzięki imigrantom. W Polsce popyt na mieszkania wzrósł jeszcze bardziej wraz z przybyciem ponad 2,5 mln osób z Ukrainy.

Ponadto w wyniku zmian demograficznych oraz kulturowych ludzie znacznie rzadziej dzielą ze sobą wspólną przestrzeń. Kiedyś na jedno mieszkanie przypadało w Polsce około pięciu osób, a teraz może to być jedna osoba lub para. Popyt wzrasta, ale ponieważ podaż gruntów jest nieelastyczna, to ceny nie maleją.

Wywołuje to przekonanie, że przeciętnemu Polakowi coraz trudniej jest kupić lokal mieszkalny, co nie jest prawdą.

Ceny mieszkań rosną proporcjonalnie do zarobków

W Polsce ceny mieszkań są silnie skorelowane ze średnimi zarobkami – rosną proporcjonalnie do wzrostu wynagrodzeń. W 2012 r. za przeciętne miesięczne wynagrodzenie można było kupić 0,59 mkw. mieszkania w Warszawie, w 2016 – 0,68 mkw., w 2020 – 0,61 mkw., a w 2024 r. – 0,61 mkw.

To pokazuje, że ceny mieszkań podążają za zarobkami. Ponadto obecne pokolenia mają znacznie lepsze warunki mieszkaniowe niż jakiekolwiek poprzednie. Każda kolejna generacja zarabia coraz lepiej, a na pracę poświęca coraz mniej czasu.

Czytaj więcej

Kredyt „Na start” najwcześniej od 2025 roku – wynika z deklaracji ministra

Martwi to, że postrzeganie wartości mieszkań zmieniło się drastycznie – wiele osób domaga się wręcz, by stały się przedmiotem akcji afirmatywnej. Do tego sprowadza się hasło: „mieszkanie jest prawem, a nie towarem”. A im bardziej będziemy traktować mieszkanie jako prawo, a więc żądać interwencji państwa celem tworzenia preferencji (programy subsydiów, takie jak „Kredyt na start”), tym większe kłopoty sprawimy osobom, które na preferencje się nie załapią. Efektem takiej polityki będzie bowiem ogólny wzrost cen. Nie ma uzasadnionej potrzeby ingerencji państwa w rynek nieruchomości.

Jest jeszcze inny wymiar tego programu. Politycy są odpowiedzialni za tworzenie prawa, natomiast społeczeństwa powinny wnikliwie patrzeć na ręce władzy, bo zdarza się, że na podstawie błędnych polityk, złudnych idei lub celowych działań tworzone są niekorzystne dla większości instytucje.

Posłowie mają cztery razy więcej mieszkań niż przeciętni Polacy

Dla polityków programy subsydiowania popytu, poza efektem licytacji „my damy wam więcej”, mają kilka celów. Po pierwsze, to instrumentalizacja prawa tworzonego w celu realizacji swoich własnych interesów. Istnieje podejrzenie, że politycy dobrze wiedzą, że subsydiowanie popytu przyniesie wzrost cen mieszkań, na czym skorzystają.

Wielu polityków ma ulokowany kapitał w mieszkaniach. W 2024 r. w Sejmie X kadencji trzy mieszkania lub więcej posiada 88 posłów – to prawie 20 proc. składu Sejmu. Średnio na posła przypada 1,7 mieszkania – zdecydowanie więcej niż średnia w Polsce, która wynosi 0,4 mieszkania na osobę.

Po drugie, przyśpieszenie akcji kredytowej. W wyniku programów subsydiowania popytu następuje „rozgrzanie” gospodarki, jako że w systemie bankowym wygenerowane zostają dodatkowe fundusze, co może prowadzić do wyższego wzrostu PKB czy zwiększenia inwestycji. Politycy często starają się osiągnąć te cele, aby pokazać „efekty” rzekomo swoich działań, zdobyć poparcie społeczeństwa i zwiększyć swoje szanse na reelekcję.

Szkodliwe tworzenie prawa „pod” branżę

Po trzecie, brak transparentności regulacji. Konstruowanie treści przepisów może przybierać formę tworzenia prawa przewidzianą pod konkretną branżę (np. dla deweloperów), co może mieć znamiona działań na granicy akceptacji społecznej takiej relacji lub niekiedy, w szczególności w krajach rozwijających się, nawet korupcji.

Wreszcie, wiele wskazuje na to, że subsydiowanie popytu na rynku nieruchomości (np. takie programy, jak BK2%, KNS0%), przy zablokowanej podaży, to przykład „instytucji ekstraktywnych” (redystrybuujących zasoby do elit) w takim rozumieniu, jak opisują je badacze Acemoglu i Robinson w publikacji „Dlaczego narody przegrywają” i są jawnym przykładem działań niekorzystnych społecznie.

CV
Sergiusz Prokurat

Wykładowca Coventry University, autor książki „Praca 2.0: Nie ukryjesz się przed rewolucją rynku pracy” i członek Towarzystwa EkonomIstów Polskich

Załapię się czy się nie załapię? – oto dylemat Polaków czekających na decyzję, czy program „Kredyt na start” (KNS0%) wejdzie w życie jako kontynuacja wcześniejszego „Bezpiecznego kredytu 2 proc.” (BK2%). Czy rząd znów „rzuci” dofinansowane mieszkania na rynek niczym w PRL deficytowe produkty do sklepów? W PRL każdy znał magiczne słowa „załatwić” i „wykombinować”...

Subsydiowanie popytu to hodowanie „gapowiczów”

Pozostało 93% artykułu
2 / 3
artykułów
Czytaj dalej. Subskrybuj
Opinie Ekonomiczne
Witold M. Orłowski: Gospodarka wciąż w strefie cienia
Materiał Promocyjny
Jak wykorzystać potencjał elektromobilności
Opinie Ekonomiczne
Piotr Skwirowski: Nie czarne, ale już ciemne chmury nad kredytobiorcami
Ekonomia
Marek Ratajczak: Czy trzeba umoralnić człowieka ekonomicznego
Opinie Ekonomiczne
Krzysztof Adam Kowalczyk: Klęska władz monetarnych
Opinie Ekonomiczne
Andrzej Sławiński: Przepis na stagnację