Obawiam się, że raport Banku Światowego zalecający budowę gospodarki żywnościowej raczej na produktach roślinnych niż na mięsie, którego produkcja intensywnie pochłania kurczące się zasoby planety, zostanie ośmieszony i zhejtowany. Tak samo jak produkcja białka oparta na hodowli owadów stała się w Polsce maczugą do walenia po głowie przeciwników politycznych pod hasłem „każą nam jeść robale”. W czasach mediów społecznościowych wszystko może stać się taką pałką i w efekcie trudno podejmować racjonalne decyzje w gospodarce, oparte na faktach. Emocje rządzą.

Czytaj więcej

Nowy raport Banku Światowego: musimy jeść mniej mięsa, bo ugotujemy planetę

Zaczęło się od straszenie prywatyzacją

Na podobnej zasadzie w swoim czasie politycy dorobili gębę prywatyzacji, choć pomogła ściągnąć do Polski zachodnich inwestorów z kapitałem, nowoczesną produkcją i dostępem do rynków zbytu. I stała się kluczowym składnikiem paliwa dla przyspieszenia gospodarczego, dzięki czemu polski eksport wystrzelił, a wokół zachodnich fabryk wyrosła cała populacja polskich podwykonawców i kontrahentów. Korzyści z tego czerpiemy do dzisiaj.

To nie przeszkodziło politykom doprowadzić pod hasłem „repolonizacji” do faktycznej renacjonalizacji kilku banków. A np. w zdominowanych przez państwo sektorach energetycznych i paliwowych zniszczyć konkurencję oraz wzmocnić kontrolę politycznej nomenklatury, a w efekcie zmniejszyć efektywność tych kluczowych także dla prywatnego biznesu sektorów, ze stratą dla całej gospodarki.

Czytaj więcej

Za polityczną czystką w Banku Pekao stoi prezes PiS

Tymczasem ekonomiści generalnie uważają, że prywatyzacja części spółek z udziałem skarbu państwa miałaby na polską gospodarkę wpływ zdecydowanie pozytywny. Tego zdania jest aż trzech na czterech uczestników panelu ekonomistów „Rzeczpospolitej”. 

Czytaj więcej:

Panel ekonomistów Prywatyzacja nie jest koncepcją skompromitowaną

Pro

Jak euro zostało chochołem do straszenia ludu

Tak samo jak z prywatyzacji, chochoła do straszenia ludu politycy zrobili z euro. Zmiana narodowej waluty miałaby bardzo przyspieszyć inflację w wyniku utraty kontroli nad krajową polityka pieniężną. Ta jednak, zdominowana przez politycznych nominatów na czele Narodowego Banku Polskiego i w Radzie Polityki Pieniężnej, nie ustrzegła nas przed nieszczęściem, jakim była ponad 18-procentowa inflacja w szczycie wzrostu cen.

Teraz trudno nawet rozpocząć merytoryczną dyskusję o strategii wejścia do strefy euro. A przecież do zamiany złotego na wspólną walutę zobowiązaliśmy się, zatwierdzając w 2003 r. w referendum traktat o wejściu do UE. I zamiana nie nastąpi z dnia na dzień, bo dojście do spełnienia kryteriów makroekonomicznych zajmie nam kilka lat. Ale już sama decyzja o wejściu na tę ścieżkę powinna przynieść korzyści, np. stabilizację kursu złotego czy zmniejszenie kosztu zaciągania długu przez państwo.

Czytaj więcej

Panel ekonomistów

Euro, wyższy wiek emerytalny, większe wydatki na zdrowie i edukację. To droga do bogactwa Polski.

Jak CPK stał się mitem zamiast projektem gospodarczym

Podobnie do sfery mitów i emocji został sprowadzony projekt Centralnego Portu Komunikacyjnego (CPK). Lansujący go PiS zrobił z tego — wydawałoby się — czysto gospodarczego przedsięwzięcia symbol „wstawania z kolan” i przeciwstawienia się „odwiecznemu wrogowi”, czyli Niemcom.

Czytaj więcej

Naukowcy apelują: CPK nie w pośpiechu. Potrzebne są warianty dla lotniska w polu

Dzisiaj wstawanie z kolan zostało zastąpione w PR-owskich przekazach „spełnianiem ambicji Polaków”, ale przecież same ambicje nie wypełnią pasażerami terminala, kiedy już powstanie. Z czegoś, co należałoby policzyć i — na podstawie mocno stojących na ziemi prognoz — ocenić relację ryzyka do możliwego zysku z inwestycji, zrobiono mocno emocjonalny symbol, istotny element trwającej właśnie kampanii wyborczej do europarlamentu.

Czytaj więcej

Bogusław Chrabota: CPK to piramida Cheopsa dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego

Ten symbol PiS chwali, ale inny — Zielony Ład hejtuje. Ale zasada „emocje rządzą", tu i tu jest ta sama. I tak samo stanie się z każdym przedsięwzięciem mogącym stać się pałką do walenia po głowach politycznych przeciwników.

Polityka gospodarcza oparta na emocjach, a nie faktach, to jazda na ścianę

Tak oto emocje, a zwłaszcza emocje polityczne decydują w Polsce o kluczowych kierunkach polityki gospodarczej. Co będzie następne? Wokół czego za miesiąc czy za rok rozpęta się twitterowa i fejsbukowa burza? Czterodniowy tydzień pracy? Wyłączanie rynku w kolejnych sektorach gospodarki? Tak przecież stało się z mrożeniem cen prądu i gazu, z którego trudno się teraz rządowi wycofać.

A co jeśli cena ropy wystrzeli i złoty osłabi się do dolara? Zażądamy mrożenia cen paliw? A gdy paliw zabraknie na stacjach, co przecież dzięki wyborczej akcji Daniela Obajtka widzieliśmy już jesienią 2023 r. na stacjach Orlenu? Wprowadzimy kartki?

Absurd? Oczywiście, że tak, ale gdy emocje, a nie fakty rządzą polityką gospodarczą, nie ma takiego absurdu, który nie miałby szans na spełnienie.